Ku czci Stalina

Ku czci Stalina
Fot. Aleksandra Karkowska

Wizyta w Gori w Muzeum Stalina to wyjątkowa lekcja – możemy się przekonać, jak można pokazać historię gloryfikując wodza ZSRR, a milcząc na temat okrutnych odcinków historii z jego udziałem.

Do Muzeum Stalina w Gori pojechałam z ciekawości.

Szczerze mówiąc nie do końca wiedziałam, czego się mogę spodziewać. Zdawałam sobie sprawę, że nie do końca może być pokazana w muzeum ciemna strona wodza, że jednak w Gori są dumni z faktu, że Stalin urodził się i wychował właśnie w tym mieście, jednak nie wiedziałam, że można aż tak gloryfikować tę postać w dzisiejszych czasach.

Państwowe Muzeum Józefa Stalina znajduje się w Gori, w mieście gdzie urodził się wódz ZSRR, przy Alei Stalina, w centrum miasta, w Parku Stalina. Budynku nie da się nie zauważyć. To piętrowy „pałac” w stylu socrealistycznym, taki nasz Pałac Kultury i Nauki, tylko jednak trochę mniejszy. W budynku pierwotnie miało być muzeum rewolucji, jednak po śmierci wodza, w 1953 roku, podjęto decyzję o stworzeniu muzeum – pomnika ku czci Stalina.

Wejście do muzeum to podróż w czasie. Tu się nic nie zmieniło od lat 50-tych XX wieku, kiedy to muzeum zostało otwarte. Właściwie to nie wiedziałam, czy to taki żart, chichot historii, czy to tak jest naprawdę. Czasem musiałam się uszczypnąć.

Na parterze sala kolumnowa, z której marmurowe schody pokryte czerwonym dywanem prowadzą na piętro, gdzie znajduje się ekspozycja. U szczytu schodów pomnik wodza. I to jaki! Wielkie, białe, kwiaty złożone u stóp. Poczułam się jak w filmie.

Im dalej wchodziłam, do kolejnej sali, tym bardziej potęgowało się to wrażenie (cofnięcia w czasie). Tu gloryfikuje się wszelkie dokonania Iosifa Wissarionowicza Dżugaszwiliego, natomiast milczy o okrutnej i bolesnej prawdzie historycznej.

Zdjęcia z dzieciństwa – szczęśliwa rodzina, kochający rodzice. Szkoła – najlepszy uczeń i student, wzór do naśladowania. I tak na każdym etapie i w każdej z sal. Po prostu ideał.

Na ekspozycji próżno szukać informacji o zbrodniach wojennych, o obozach przymusowej pracy, o wymordowaniu tysięcy ludzi, o Wielkim Głodzie na Ukrainie… Okresy czy działania Stalina, o których trudno mówić dobrze są po prostu całkowicie przemilczane.

W muzeum zgromadzono około 40 tysięcy eksponatów. Największy z nich to salonka, opancerzony wagon, którym od 1941 roku podróżował Stalin. Wagon ustawiony jest w parku tuż przy muzeum. Najmniejszy eksponat to ziarnko ryżu z dedykacją. Oczywiście są zdjęcia i obrazy, tysiące. Stalin z dziećmi, Stalin z młodzieżą, Stalin z mieszkańcami wsi w pięknych ludowych strojach. Są jego rzeczy osobiste (mundury, papierosy, telefon), meble biurowe, dokumenty, fotografie, wycinki z gazet z różnych okresów życia przywódcy. Są prezenty, jakie otrzymywał od władz innych krajów, nie tylko z bloku socjalistycznego. Oczywiście są prezenty z Polski, na przykład talerz z dedykacją z Fabryki Porcelany w Wałbrzychu, na którym widzimy hasło "Stalin – to pokój i wolność między narodami". Mocne. Jest też jedna z dwunastu masek wykonanych zaraz po śmierci Stalina.

Opisy eksponatów są w języku gruzińskim i rosyjskim, te w języku angielskim są bardzo mocno uproszczone, więc niestety osoby nierosyjskojęzyczne będą miały problem z rozszyfrowaniem tych podpisów.

Tuż obok budynku muzeum, w parku, przeniesiono i odrestaurowano chatę szewca, Wissariona Dżugaszwilego, ojca Stalina, w której wódz przyszedł na świat i spędził pierwsze cztery lata życia. Co ciekawe mała chatka obudowana jest dachem na czterech kolumnach, socrealistyczną konstrukcją bardzo pasującą do budynku muzeum, a nie do samej chatki. Istne mauzoleum.

Na parterze w budynku muzeum znajduje się maleńka ekspozycja dotycząca represji – pokój przesłuchań, sala więzienna. Kilka zdjęć z zamieszek, jakie miały miejsce w Gruzji w latach 80-tych XX wieku. Nie za wiele opisane, nie za wiele opowiedziane. Jest, bo jest. Niknie przy ilości portretów i pomników ku chwale wielkiego wodza.

W muzeum znajduje się również sklepik z pamiątkami. Można tam kupić popiersie Stalina, koszulki, pocztówki, magnesy, kubki, długopisy – wszystko oczywiście ze zdjęciami wodza. Są nawet wina, które na etykiecie mają jego fotografię. Jakoś dziwnie się poczułam oglądając te rzeczy. Nie wyobrażam sobie zakupu takiej pamiątki. Tak samo jak nie miałam ochoty na selfie z pomnikiem wodza…

Poczucie kultu Stalina w muzeum potęgują panie przewodniczki, które z wielkim namaszczeniem opowiadają o wodzu. Są jakby wyrwane z dawnej rzeczywistości, ze starego filmu i przeniesione w dzisiejsze czasy, nie zbaczają z wytyczonej ścieżki opowieści, nawet jeśli Związek Radziecki upadł ponad 30 lat temu, a sam Stalin nie żyje prawie 70 lat!

Ciekawym jest też fakt, że dziś, po tylu latach, właśnie w Gori Józef Stalin jest obiektem dumy. Stalin, który używał przydomka zamiast swojego prawdziwego nazwiska, by się odciąć od gruzińskiego pochodzenia, którego się wstydził. A dla mieszkańców Gori nadal jest najsłynniejszym Gruzinem i bohaterem.

Moim zdaniem właśnie te wszystkie czynniki powodują, że jadąc do Gruzji warto odwiedzić Muzeum Stalina, by się przekonać, jak można opowiadać historię. To cenna lekcja.

W marcu 2022 roku Mariusz Maszkiewicz, ambasador RP w Gruzji, podczas konferencji poświęconej inwazji Rosji na Ukrainę, zaproponował gruzińskim władzom, by wykonały symboliczny gest, zamykając muzeum, skoro nie mogą przyłączyć się do sankcji wobec Federacji Rosyjskiej.

– „Chcę zwrócić się do moich gruzińskich przyjaciół, mam jedną sugestię. Rozumiem, że jesteście w bardzo trudnej sytuacji – mały kraj, duży sąsiad, trudna sytuacja gospodarcza, nie możecie sprzeciwić się Rosji i poprzeć sankcji. Rozumiem, ale proszę was o choć jeden symboliczny gest. Zamknijcie Muzeum Stalina w Gori.” – powiedział. Jego słowa cytowały gruzińskie i rosyjskie media.

Ja byłam w Gori w czerwcu 2022. Muzeum było otwarte.

Ciekawe, jak długo jeszcze będzie istniało w tej formie…

Aleksandra Karkowska– autorka międzypokoleniowych książek „Banany z cukru Pudru", „Na Giewont się patrzy", „Marsz, marsz BATORY", „Mewa na patyku”, „Foto z misiem”. Od 2015 roku prowadzi Oficynę Wydawniczą Oryginały. Działa społecznie na warszawskiej Sadybie. Kocha fotografie i podróże.