Droga na kozetkę
Diane Colleen Lane przyszła na świat 22 stycznia 1965 roku w nowojorskim Queens. Jej ojcem był Burt Lane – okazjonalnie taksówkarz, z zawodu trener aktorstwa, prowadzący warsztaty z Johnem Cassavetesem. Matka – Colleen Farrington, piosenkarka występująca w nocnych klubach i modelka Playboya. Rozwiedli się, gdy ich córka miała zaledwie trzynaście dni.
Do szóstego roku życia Diane mieszkała z matką, ale kiedy Colleen przeniosła się do Georgii, dziewczynka została z ojcem. Razem z Burtem pomieszkiwali w tanich hotelach robotniczych na Manhattanie, jeździli jego taksówką po ulicach Nowego Jorku. To był świat niestabilny, pełen niepewności. Rodzice wciąż prowadzili słowne i sądowe batalie, manipulowali emocjami córki.
Kiedy Diane miała sześć lat, ojciec zapytał, czy chciałaby zagrać w przedstawieniu. Ona nie wiedziała nawet, czym jest sztuka teatralna. Pomyślała po prostu, że tata proponował jakąś zabawę. Odpowiedziała, że to głupie pytanie – oczywiście, że uwielbiała się bawić! I tak trafiła do legendarnej La MaMa Experimental Theatre Company, gdzie zadebiutowała w „Medei” – wygłaszając kwestie po grecku.
Przez kolejne lata teatr stał się dla Diane czymś więcej niż tylko hobby. Był swego rodzaju antidotum na panujący wokół chaos. Jak sama wspominała: „Można wpaść w kłopoty na ulicach Nowego Jorku. Więc szłam prosto ze szkoły do La Mama. Robiłyśmy ćwiczenia, w których udawałyśmy zwierzęta”.
W wieku dwunastu lat, podczas występów w „Wiśniowym sadzie” Czechowa, młodziutka Diane zagrała z Meryl Streep. Rok później George Roy Hill, reżyser filmu „Butch Cassidy i Sundance Kid”, zauważył ją i obsadził w filmie „Mały romans” (1979), u boku samego Laurence’a Oliviera. Legendarny aktor nazwał Diane „nową Grace Kelly”. Nastolatka trafiła na okładkę „Time’a”, a Hollywood ogłosiło ją nową sensacją.
W wieku piętnastu lat wschodząca gwiazda uciekła z przyjacielem do Los Angeles, a po powrocie całkowicie zerwała kontakt z ojcem. Mieszkała u znajomych, sama płaciła czynsz. To był także czas, gdy matka – niestabilna emocjonalnie Colleen – pewnego dnia namówiła córkę, by wsiadła do samochodu, w którym siedział nieznajomy mężczyzna. Drzwi nie miały klamek od środka. Diane została porwana przez własną matkę i wywieziona z Nowego Jorku do Georgii. Wróciła dopiero po sześciu tygodniach. Po latach Diane Lane tak wspominała swoje dzieciństwo: „Na pewno zaprowadziło mnie na kozetkę terapeuty”.
Byle tylko było inaczej
Diane Lane miała swoje ambicje i zawodowe plany, ale jej nadrzędnym pragnieniem było poczucie spokoju i stabilizacji. Chciała mieć dziecko, ale podchodziła do tego tematu z ogromną rozwagą. Wiedziała, jak to jest dorastać w poczuciu niestabilności, latami wieść żywot nomada. Pamiętała doskonale, czym jest brak granic, chaos emocjonalny, rodzice skupieni na własnych emocjach, tak zajęci swoimi sprawami, że całkowicie lekceważący potrzeby dziecka.
Kiedy w 1993 roku urodziła córkę Eleanor – owoc związku z aktorem Christopherem Lambertem – Diane miała już dwadzieścia osiem lat i jasną wizję tego, jaką matką chce być.
Małżeństwo z Lambertem rozpadło się rok po narodzinach córki, ale Diane wiedziała jedno: Eleanor będzie miała stabilne, spokojne dzieciństwo. Sama je zapewni. „Zdałam sobie sprawę, że wszystko może się skończyć, ale jeśli miałam córkę – to było jedyne, co miało znaczenie” – mówiła po rozwodzie.
Diane ochroniła Eleanor przed światem show-biznesu. Nie wystawiała jej paparazzim, nie wykorzystywała córki do budowania własnego wizerunku. Jak wspominała Eleanor: „Moja mama nigdy nie wpychała mnie w światło reflektorów, w żaden sposób. Czekała, aż będę na tyle dojrzała, żeby samodzielnie podejmować świadome decyzje o tym, jak bardzo chcę być zaangażowana w ten świat. Miałam około piętnastu lat, kiedy zaczęłam uczęszczać z mamą na eventy. Było dla niej tak ważne, żebym to ja podejmowała te decyzje, a nie ona – i jestem jej za to ogromnie wdzięczna”.
Aktorka stworzyła dla córki to, czego sama nie miała – dom, w którym można bezpiecznie i spokojnie dorastać, mając możliwość wyboru. Zabierała też Eleanor w podróże, które miały otworzyć dziecku oczy na świat. W 2008 roku matka i córka pojechały do Rwandy z organizacją Heifer International, walczącą z głodem. „To było niezapomniane” – wspominała Diane.
Eleanor – dziś absolwentka New York University, dziennikarka, modelka, aktorka – mówi o matce z miłością i wdzięcznością. „Mój ojciec i matka zawsze, zawsze byli niesamowicie akceptujący i wspierający. I pomogli mi rozkwitnąć, stać się osobą, którą jestem dzisiaj –poprzez swoją konsekwentną miłość i zachętę, żebym była dokładnie tym, kim jestem” – powiedziała w wywiadzie. „Naprawdę wierzę, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, mając tych ludzi jako wzorce do naśladowania i jako rodziców” – dodała. Diane odniosła więc sukces – napisała własny scenariusz i zrealizowała swoją wizję macierzyństwa. Dla niej to jedno z największych osiągnięć, choć najmniej medialne. Świat pamięta głównie jej znakomite kreacje, a ich lista jest dość długa.
Aktorka wielu odsłon
Kariera Diane Lane to wieloaktowa historia wzlotów i upadków, zapomnienia i powrotów. Po głośnym debiucie u boku Oliviera, w latach 80. Diane stała się ulubienicą Francisa Forda Coppoli. Reżyser obsadził ją w dwóch kultowych adaptacjach książek S.E. Hinton – „Outsiderach” i „Rumble Fish”. Później zagrała jeszcze w jego „Cotton Clubie” i „Jacku”, ale już po „Outsiderach” Andy Warhol uznał ją za najważniejszą kobiecą gwiazdę nowego „rat pack” – obok Matta Dillona, Toma Cruise’a, Ralpha Macchio, Patricka Swayze.
Ale potem przyszły trudne lata. Filmy, które miały uczynić ją prawdziwą gwiazdą – „Ulice w ogniu”, wspomniany już „Cotton Club” – okazały się klapami finansowymi i artystycznymi. Diane odrzuciła parę interesujących propozycji, między innymi rolę syreny w komedii „Plusk”, wybierając projekty, które się nie sprawdziły. Przez lata balansowała między niezależnym kinem a produkcjami telewizyjnymi, szukając swojego miejsca. Z mainstreamowych produkcji lat 90. na uwagę zasługuje jednak jej występ w biopicu „Chaplin”, gdzie zagrała Paulette Goddard.
Pod koniec lat 90. szczęście się do Diane uśmiechnęło. Rola sfrustrowanej gospodyni domowej z lat 60. w niezależnym filmie „Spacer po księżycu” z 1999 zachwyciła krytyków. Potem przyszedł komercyjny sukces – „Gniew oceanu” z George’em Clooneyem i Markiem Wahlbergiem. A w 2002 roku – „Niewierna” w reżyserii Adriana Lyne’a. Za kreację zdradzającej męża Constance Sumner, Diane otrzymała nominację do Oscara.
Miała wtedy trzydzieści siedem lat i udowodniła, że Hollywood jednak może coś zaoferować kobietom zbliżającym się do czterdziestki – wbrew powszechnemu przekonaniu. Dla Diane był to świetny czas. W kolejnych latach zagrała w uwielbianym przez widzów „Pod słońcem Toskanii”, wcieliła się w Marthę Kent – matkę Supermana – w filmach DC Universe, użyczyła głosu mamie Riley w filmie Pixara „W głowie się nie mieści” i jego sequelu. Błyszczała u boku Bryana Cranstona w filmie „Trumbo”. Zagrała w drugim sezonie serialu „Konflikt”, wcielając się w Slim Keith, jedną z członkiń nowojorskiej śmietanki towarzyskiej, skłóconą z Trumanem Capote. Za tę rolę otrzymała kolejną nominację do Emmy.
Diane Lane nie wydaje się typową hollywoodzką gwiazdą. Sława nie była jej priorytetem, rozgłos nie był jej potrzebny, a pogoń za młodością wydaje jej się absurdalna. Wybory Diane – zarówno te zawodowe, jak życiowe – zdradzają charakter kobiety, która najważniejsze lekcje wyniosła z własnego trudnego dzieciństwa. Nauczyła się, że stabilność jest cenniejsza niż uznanie krytyków i poklask. Udowodniła sobie i reszcie świata, że można być znakomitą aktorką i świetną matką jednocześnie. Że scena może być domem, ale prawdziwy dom buduje się dla swoich dzieci.
Dziś, po kilku dekadach w branży, Diane Lane pozostaje aktywna. W 2016 roku zagościła na Broadwayu. Wybiera role, które ją interesują i inspirują. Jej historia to dowód, że w Hollywood można przetrwać, zachowując integralność, ale przede wszystkim, że można wydostać się z toksycznych schematów i pewnym krokiem iść własną ścieżką.
Więcej o sylwetkach kobiet znajdziecie tutaj.



