Był starszy, no i co?

Był starszy, no i co?

Był starszy, no i co? Jak już był starszy, to przecież na sto procent musiał mieć pieniądze. Jednak to nasze spojrzenie na świat i ludzi, ta szybkość w ich ocenianiu jest niesamowita. Nigdy nikt nie powiedział, że może on mnie kocha, a może ja go kocham, nie, to ostatnie, to już w ogóle nie mieści się w głowie. Jak to młoda kobieta z takim dziadkiem.

Łatwiej jest przecież powiedzieć: ona na bank nie ma pomysłu na siebie, nie ma planów, nie ma ambicji. Nie ma nic. Nie można mieć skoro szuka się łatwych pieniędzy i wygodnego życia w taki sposób. Tylko skoro ktoś daje innym prawo do oceniania mnie, może da i mnie prawo do wytłumaczenia się. Chociaż, czy ja potrzebuję tłumaczyć się? No właśnie… nie,  ja nie potrzebuję tłumaczyć się innym z własnego postępowania, ale chyba potrzebuję na głos powiedzieć, co tak naprawdę czuję. Przekrzyczeli mnie chyba wszyscy, więc może teraz moja kolej.

Spotykałam się z różnymi mężczyznami, nie, może to nie brzmi zgodnie z prawdą, spotykałam się z tymi dziećmi, którym wydawało się, że najważniejszą zabawą, jaką mają w życiu to udawanie, że wszystko gra. Nawet jak nie gra nic. Wydawało mi się nawet, że przecież mają jeszcze tyle czasu, żeby wydorośleć, żeby chcieć coś w życiu osiągnąć. Ja ciągle walczyłam o wszystko i chciałam osiągać coraz więcej, ale nie sama… chciałam tworzyć to wszystko razem. Jednak tworzenie czegoś z kimś, w moim przypadku oznaczało tworzyć coś za kogoś. Przyjęłam taki schemat: ja robię wszystko i niewiele wymagam, co z każdym facetem doprowadzało mnie do frustracji. Ja nawet nie wiem do końca, co mnie tak drażniło, to, że oni tacy byli czy to, że ja ciągle akceptowałam to bez słowa. Chyba jedno i drugie, obwiniałam się, że to właśnie moja wina, przecież inni mają jakoś normalne związki i normalnie potrafią ogarnąć życie, tylko ja trafiam na dzieci. No cóż, dopiero jak usłyszałam ważne zdanie, że to tak naprawdę ja mam prawo wyboru i praw akceptacji. A ja prawa wyboru nie widziałam, co lepsze akceptowałam bez słowa wszystko. Mijały lata, a moja frustracja sięgała zenitu. Nadszedł dzień, kiedy podziękowałam ostatniemu z moich nadzwyczajnych partnerów i uznałam, że nigdy więcej. Ja będąc sama osiągam tyle, co będąc z każdym z nim. Ja dając sobie szansę, daję ją tylko mi, partner nie stanowił elementu tej szansy, co ciekawe nie był nawet wsparciem dla tej szansy, był kulą u nogi i z takimi wnioskami ruszyłam w świat. Chciałam wieść życie spokojne i idealne w swej prostocie, ale sama.

Mój plan był idealny, jednak, jak to z każdym planem bywa – nie musiał się powieść. I z moim właśnie tak było. Nie powiódł się. Jednak niewiele jest takich sytuacji w życiu, w których mogę powiedzieć, że cieszę się, że się nie powiódł. Jednak nie, nie od razu. Nie ścięło mnie z nóg i nie powiedziałam sobie, tak, to on. W ogóle w pierwszym momencie uznałam, że jest starszy, żeby nie powiedzieć za stary. Nie miałam nigdy takiego podejścia, żeby kogoś skreślać za wiek, religię, poglądy. Nie musiałam się zgadzać ze wszystkimi i na każdy temat. Ale jednak on wydawał mi się zwyczajnie nie w moim typie. Tym bardziej, że poznaliśmy się w najmniej oczekiwanym momencie mojego życia. Bałam się nowych związków i bałam się, że każdy kolejny skończy się tak samo: wielkim rozczarowaniem. On był starszy. To brzmiało w moich uszach najgłośniej. Poznawanie też raczej nam nie wychodziło, czułam się przy nim nie dość mądra, nie dość dorosła, ale jednak zaczynało być w tym coś dziwnego, bo zaczęłam czuć ogromny szacunek do jego postawy, myśli, poglądów. Lubiłam spędzać z nim czas i lubiłam, jak mnie poprawiał, albo nawet się ze mną nie zgadzał, co jak na mnie ogromny wyczyn, bo ja uwielbiałam mieć rację, a z niektórymi argumentami nie miałam jak walczyć, co mnie z czasem cieszyło. Spacery, długie rozmowy i nie czułam, że wchodzi mi na głowę, nie podrywał mnie, nawet z czasem zauważyłam, że zaczęło mi tego brakować, tzn. nie nachalnych, chamskich słów, ale takich zwykłych słów, chociażby, że ładnie wyglądasz. Kiedy ubierałam się wyzywająco, słyszałam, że zmarznę. No cóż, zimne tego poglądy w kwestii podrywania kobiet, ale chyba nie mogłam narzekać, w końcu narzekałam, jak było tego za dużo.

Kiedy on wyjeżdżał, nie odzywał się, mijały dni, nawet czasem tydzień, zastanawiałam się co robi i czy mam prawo zapytać, dlaczego nie ma czasu, ale nie czułam się upoważniona, to fakt, było mi trochę smutno, ale zachowywałam resztki rozsądku i siedziałam cicho. Powoli czułam, że się zakochuję, jednak czułam również, że chyba tylko ja podążam tą drogą. Otwieranie drzwi, puszczanie przodem, zawsze nienaganny strój, zawsze ta cisza, po wymianie zdań, on nawet się nie kłócił, kiedy ja wychodziłam z siebie, on ciszą zabijał mnie i czekał, jak uspokoję myśli i o siebie taką mnie mi chodziło. Czułam, że staję się dorosła jak nigdy, czułam, że pasujemy do siebie jak dwa puzzle układanki, tylko problem był jeden, ciągle zastanawiałam się, co dalej będzie ze mną, bo on jest obojętny.

Pewnego dnia, umówiłam się na drinka z koleżanką, wiecie jak to jest, drink może zamienić się w kilka kolejnych drinków, a te mogą spowodować, że zanim się obejrzysz będziesz mieć dużo więcej drinków niż planowałaś. Zadzwoniłam do niego, żeby mnie odebrał, bo paskudnie się czuję. Przyjechał, patrzył na mnie tym swoim wzrokiem i zabrał z baru. Obudziłam się rano, nie pamiętając nic, w jego za dużej na mnie koszulce, ból głowy był nie do zniesienia. Podniosłam się, ale szybko zrozumiałam, że to był ogromny błąd i nie wiedziałam, upadłam na łóżko i chyba narobiłam hałasu zrzucając przy okazji telefon ze stolika obok. Przyszedł i zapytał, jak się czuję, nie podniosłam nawet wzroku, nie chciało mi się. Chyba dobrze, jak widać – odburknęłam. Masz leki, jak będziesz czegoś potrzebować jestem na dole – wychodząc po cichu zamknął drzwi. Przeleżałam pół dnia patrząc w jeden punkt na ścianie, to był kac stulecia w moim wykonaniu. Kiedy moja głowa pozwoliła mi podnieść się, wzięłam prysznic i zeszłam na dół. Zamówisz mi taksówkę? – zapytałam zakładając płaszcz. A ty dokąd? – spojrzał na mnie. Do domu, jadę do domu – wydusiłam z siebie. Myślałem, próbował kontynuować, ale jak to ja, przerwałam mu. Wiesz jest duży problem z tym co ty myślisz, bo generalnie, chyba mijamy się w tym myśleniu, tzn. ja nie wiem co ty myślisz, od kilku tygodni, mam ogromne wrażenie, że się narzucam, nie znoszę tego uczucia, więc wychodzę, przepraszam, że zadzwoniłam wczoraj, dziś też miałam wrażenie, że jestem tutaj bardziej intruzem niż gościem. – spojrzałam na niego i zobaczyłam jak wkłada dłonie do kieszeni, uśmiecha się i kiwa głową, po czym dodał: To ty przez kilka tygodni opowiadałaś mi jak dziecinni faceci wchodzili ci na głowę, biegali za tobą, a ty chciałaś się czuć wolna. Teraz to moje pytanie, czego Ty tak naprawdę chcesz, bo ja nie wiem, na ile mogę się angażować, a na ile odpuścić. Jego słowa mnie zatkały. Miał rację, oczekiwałam tego, za co innych karciłam. Chciałam więcej i to chyba pierwszy raz w życiu, chciałam więcej. Spojrzałam na niego i byłam w stanie powiedzieć tylko jedno: przepraszam. Uśmiechnął się i przytulił mnie, podniosłam głowę do góry i usłyszałam: chyba cię mam, co?  Jego śmiech połączony z moim zażenowaniem, doprowadził do śmiechu przez łzy. Milczałam, on wiedział, że dokonał niemożliwego.

Wiek to tylko liczba, człowiek jest najważniejszy. Czasem trzeba poczuć się w życiu jak przy układaniu puzzli, następuję taki moment, kiedy wiesz: tak, to właśnie ten i tak, to właśnie to. Wszystko pasuje do siebie idealnie, nie ma żadnych „ale” i nie ma żadnych minusów. To zwyczajnie pasuje. Nie jestem ani młoda, ani stara, nie jestem ani mądra, ani głupia. Jestem jego i w jego oczach jestem idealna. Między nami jest różnica 20 lat, a ja czuję się jakby było w moim życiu od zawsze. To właśnie jest miłość i tego wam życzę.