Anna Krauss: Projektujesz ceramikę, przede wszystkim wazony – każdy Twój wazon to małe (albo wielkie😊) dzieło sztuki – jak wygląda u Ciebie proces projektowania? A może tworzysz/pracujesz spontanicznie?
Ewa Bukowska: Generalnie… daję się ponieść. Okresowo pochłaniają mnie różne formy, czasami wysokie smukłe jak wieże strzeliste, innym razem krągłe, kobiece, księżycowe, teraz akurat jestem w fazie płaskich. Bywa, że w głowie mam jedno, a ręce w zetknięciu z kołem garncarskim idą w zupełnie innym kierunku, nauczyłam się to akceptować. Moje ręce zawsze żyły swoim życiem. Forma jest dla mnie jednakże jednakowo ważna jak szkliwo, całość musi tworzyć harmonijną jedność.
Ceramika balansuje między sztuką użytkową a czystą formą artystyczną. Gdzie Ty lokujesz swoją twórczość i czy to rozróżnienie ma dla Ciebie znaczenie?
Granica pomiędzy rękodziełem, sztuką użytkową i czystą formą artystyczną jest płynna i trudna raczej do ujęcia w encyklopedyczną definicję. Dla mnie jest to proces wypływający z serca, ze zjednoczenia pomiędzy twórcą, materią i procesem, z prób wyrażenia siebie przy jednoczesnym odpuszczeniu kontroli, ale też dążeniu do jak najlepszego opanowania warsztatu. Tworzenie nie jest dla mnie wyborem — to integralna część mojej tożsamości. Bez aktu tworzenia po prostu mnie nie ma.
Od zawsze marzyłaś o zajmowaniu się ceramiką artystyczną?
Ceramiką zajmuje się już ponad 20 lat, czyli mniejszą połowę 😜 mojego życia, ale jak już wspominałam, moje ręce zawsze miały swoje życie, są moim ośrodkiem emocjonalnym. Moja babcia była bardzo uzdolniona krawcową, myślę, że to po niej odziedziczyłam rękodzielnicze skłonności, a po mojej mamie ciekawość świata, która zaprowadziła mnie do niszy szkliw krystalicznych.
Czy masz wykształcenie artystyczne?
Wśród moich kilku wyuczonych zawodów nie ma kierunku artystycznego. Jestem jednak absolwentką geografii fizycznej, a ceramika to ostatecznie ziemia, woda i ogień, i procesy pomiędzy nimi zachodzące. Proces powstawania szkliw krystalicznych jest podobny do procesów krystalizacji zachodzących w naturze, tak samo fascynujący, nieprzewidywalny i pełen nieskończonych możliwości.
Czy proces nauki trwał długo i był skomplikowany?
Proces ten nadal trwa. Zarówno toczenie na kole, jak i szkliwa krystaliczne są dziedzinami wymagającymi cierpliwości, czasu, praktyki i pokory. Bywa to równie fascynujące, co frustrujące, ale ja kocham ceramiczne wyzwania.
Gdzieś w internecie można wyczytać na Twój temat, że „To właśnie ta niepewność i unikalność każdej pracy sprawiają, że technika szkliw krystalicznych stała się jej największą ceramiczną pasją” – zgodziłabyś się z tym zdaniem? 🙂
To jest wielka przygoda, nawet dziś, po tylu latach przy każdym załadunku pieca czuję się jak dziecko przed Bożym Narodzeniem, pełna niepokoju czy dostanę swój wymarzony prezent czy skarpetki z bazarku. 😉
Szkliwa krystaliczne to efekt dialogu artysty z naturą, wiele zależy od naszej wiedzy i doświadczenia, ale też przy ogromnej ilości zmiennych – mamy bardzo ograniczony wpływ na efekt końcowy. W świecie dążącym do powtarzalności, kontroli i przewidywalności ta wręcz nieunikniona unikatowość jest bardzo odświeżająca.
„Proces tworzenia wymaga precyzyjnego kontrolowania temperatury i czasu wypału, a mimo to rezultat zawsze pozostaje częściowo nieprzewidywalny”. Częściej jesteś zaskoczona in plus? 😊
Ja nieustannie eksperymentuję, więc tych potknięć jest też adekwatnie dużo, ale czasami jedno fascynujące nowe naczynie jest dla więcej warte niż cały załadunek pieca w relatywnie przewidywalnym już szkliwie. Relatywnie. Na przykład dwie prace z tym samym szkliwem stojące obok siebie mogą często bardzo się różnić.
W Twoich pracach widać wyraźną wrażliwość na formę i detal. Co jest dla Ciebie punktem wyjścia w procesie twórczym?
Punktem wyjścia jest zdecydowanie forma, na tym etapie muszę wziąć po uwagę specyficzne właściwości szkliw krystalicznych, które lubią gładkie, najlepiej mniej lub bardziej obłe i proste formy. Współgra to z moim poczuciem estetyki ponieważ uwielbiam proste formy, japońską stylistykę. W prostych formach trudno ukryć niedostatki warsztatu, poza tym pusta przestrzeń pomiędzy jest integralną częścią pracy… i pozwala skupić się tym, co istotnie – bez rozproszenia.
Same kryształy dostarczają tylu wrażeń, że nawet po długim czasie obcowania z naczyniem – odkrywamy ciągle coś nowego.
„Każde otwarcie pieca to emocjonujący moment – czasem spektakularny sukces, czasem lekcja pokory”. A jak sobie radzisz z „lekcjami pokory”?
Emocjonalnie. 🙂 Kiedy piec stygnie moja niecierpliwa wyobraźnia podsuwa mi wizualizacje życzeniowe, nie panuję nad tym, ale ceramika daje wiele lekcji pokory, zwłaszcza moja dziedzina. Są momenty, że czuję się zniechęcona, szybko jednak się podnoszę. Raczej nie mam wyboru, nie umiem bez tego żyć.
Czy „nieudane wazony” możesz jakoś wtórnie wykorzystać?
Raczej nie, chyba że do dalszych eksperymentów. Aktualnie uczę się redukcji, czyli ponownego wypału przy deficycie tlenu i wykorzystuję niesatysfakcjonujące prace do prób. Także w redukcji trzeba przecierać własne szklaki i spędzić te przysłowiowe 1000 godzin, zanim się w miarę opanuje proces.
Współczesna polska ceramika przeżywa renesans. Jak postrzegasz swoje miejsce w tym nurcie i co Twoim zdaniem wyróżnia dzisiejsze pokolenie ceramików?
Ja żyję trochę w swoim własnym mikrokosmosie i trudno wypowiadać mi się za moich kolegów i koleżanki. Ze swojego punktu widzenia mogę tylko powiedzieć, iż coraz bardziej odchodzę od naczyń użytkowych w kierunku czystej formy. Większość moich prac można oczywiście użytkować, ale jest to wartość dodana, a nie priorytet.
Gdzie można kupić Twoje prace? Czy w Twoim atelier?
Moje prace można pooglądać na Instagramie, zapraszam też do mojej pracowni w podwarszawskiej Kobyłce.
Czy projektujesz na zamówienie? W określonym kształcie czy kolorze?
Zdecydowanie nie. Po pierwsze absolutnie nie mam do tego serca, co się przekłada na prokrastynację i raczej mizerne efekty. Poza tym szkliwa krystaliczne są niezwykle nieprzewidywalne i przez to niepowtarzalne, trudno im narzucić oczekiwania klienta. Ceramika nie jest moim pierwotnym źródłem dochodu, więc mogę sobie na taką nonszalancję pozwolić.
Dziękuję za rozmowę.
Więcej o kulturze i sztuce znajdziecie tutaj.











