Czy jestem nieudacznikiem?

Czy jestem nieudacznikiem?

Mam trzydzieści lat. Jestem mamą rocznego dziecka. Nie mam partnera, a tym bardziej męża. Rodziny blisko siebie też nie mam. Nie posiadam mieszkania. Obecnie też nie mam samochodu. Co tam mówić. Nawet pracy nie mam. Marzy mi się swój biznes, ale póki go rozwinę, mając małe dziecko, to minie trochę czasu, a potrzebuję stabilnego dochodu już teraz. Nie mam obywatelstwa kraju, w którym mieszkam. A w kraju, którego obywatelstwo posiadam, trwa wojna. Oszczędności mam, ale nie wystarczy na przeżycie bez pracy 3 miesięcy.

Czy to wszystko sprawia, że jestem nieudacznikiem? Co to oznacza być nieudacznikiem?

A jeżeli odwrócę tę historię?

Siedem lat temu przyjechałam do Polski. Nie znałam języka. Przez pierwsze 8 miesięcy sprzątałam hotele. Gdzieś w głębi wiedziałam, że potrafię więcej. Ale co to jest to „więcej” oraz jak to osiągnąć – nie miałam pomysłu. Wtedy zaczęła się moja przygoda z rozwojem osobistym. Wtedy po raz pierwszy wyznaczyłam sobie cele i określiłam jakąś wizję przyszłości.

Dwa lata później podjęłam pracę jako account manager w agencji reklamowej. Już posługiwałam się językiem na tyle, że pisałam maile oraz rozmawiałam z klientami. Ale miałam ogromną blokadę, żeby pojechać do klienta na spotkanie z prezentacją.

Żeby pozbyć się tego lęku oraz bariery językowej, dołączyłam do klubu wystąpień publicznych Toastmasters, gdzie występowałam publicznie w obcym dla mnie języku. Dotychczas pamiętam to pierwsze wystąpienie. To był chyba największy stres w moim życiu. Myślałam, że umrę. Ale dałam radę.

Jak już pokonałam własną blokadę, byłam nie do zatrzymania. Wszystkie spotkania biznesowo-networkingowe w Warszawie były moje. Byłam w swoim żywiole. Poznawałam nowe osoby, przełamywałam lody, nawiązywałam relacje.

Na jednym z takich spotkań poznałam prezesa dużej firmy technologicznej, dokąd nieco później zaprosił mnie do pracy jako specjalistkę ds. marketingu. Organizowałam targi po całym świecie, wyjazdy zespołu do USA i Australii. Robiłam międzynarodowe webinary. Pisałam teksty po polsku i angielsku. Wyobrażasz to sobie? Przyjechałam do Polski, nie znając języka, a cztery lata później pracowałam w marketingu w dużej polskiej firmie technologicznej.

W wolnym czasie zaczęłam rozkręcać swoje warsztaty z planowania i zarządzania sobą w czasie. Podczas jednego z takich warsztatów, poznałam dziewczynę, która zaprosiła mnie, abym wygłosiła prelekcję na uczelni ASBiRO. NA UCZELNI!! W języku polskim.

Czy teraz to brzmi jak historia sukcesu?

A jeżeli powiem, że podczas pracy w agencji reklamowej, nie udało mi się wyjść na ten poziom prowizji, do którego dążyłam? Nie robiłam dużych obrotów finansowych? Własne warsztaty z planowania i zarządzania sobą w czasie brzmią super, a jeżeli Ci powiem, że nie udało mi się przekroczyć ilości 50 osób na takim spotkaniu?Praca w dużej firmie technologicznej zakończyła się tym, że po urlopie macierzyńskim rozwiązali umowę?

Teraz już nie brzmi to super.

Zaczęłam szukać pracy. Oczywiście, zrobiłam profesjonalne CV (bo w Canvie), wypisałam wszystkie swoje osiągnięcia. A powiem, że obok podstawowej pracy zawsze rozwijałam dodatkowe projekty, angażowałam się w dodatkowe aktywności i zdobywałam nowe umiejętności. Mam dosyć szeroką wiedzę w marketingu, gdzieś nawet na granicy marketingu i sprzedaży.

Postanowiłam wysłać CV też do osób, które obserwuję, lubię i z którymi chciałabym współpracować. Tak zrobiłam. Jedna osoba dosyć szybko się odezwała, co mnie strasznie ucieszyło. Poprosiła, żebym zrobiła konkretne przykłady, co osiągnęłam. Kiedy wysłałam portfolio, dostałam odpowiedź, że niestety, nie jest zainteresowany ani estetycznie, ani wiralowo.

I to całe portfolio, które zrobiłam i które mi się wydawało dowodami moich sukcesów, w jeden moment przestało takim być. Przestało mi się wydawać sukcesem to, że mając małe dziecko, założyłam stronę na Facebooku i rozkręciłam sprzedaż lokalnych owoców i warzyw prosto z pola. To, że organizowałam własne warsztaty z planowania w Warszawie, mając pracę na cały etat. To, że mając małe dziecko, udało mi się założyć swój blog, bo ani zdjęcia nie są profesjonalne, ani nie ma dużego ruchu na tej stronie.

I czym jest sukces? Zobacz, jak każdą historię można odwrócić.

Tak się zmęczyłam od tego. Od tych ciągłych prób osiągania sukcesu. A Ty? Nie jesteś zmęczona?

A jeżeli powiedzieć, że głównym miernikiem sukcesu jest to, czy jesteś szczęśliwa? Czy jesteś troskliwa wobec siebie i swoich bliskich? Czy masz w sobie pozytywną energię i dzielisz się z nią innymi? Czy robisz coś, co sprawia Ci przyjemność? Że po prostu jesteś sobą. Jeżeli powiesz sobie, że jesteś wystarczająca? Taka jaka jesteś?

To, że jesteś córką, oznacza, że dałaś swojej mamie tyle miłości, ile ona się nawet nie spodziewała. Czuję to wobec swojego dziecka, i wiem, że to samo czuła moja mama. Wiem, że mimo tego, że też była samotną matką, dałam jej mnóstwo radości i miłości. Wiem, że dużo szczęścia dałam babci i dziadkowi. Dzięki mnie mieli drugą młodość. Dałam życie nowemu człowieku. Co może być ważniejsze od tego?
Jestem dobrą osobą. Uczciwą, postępuję zgodnie ze swoimi zasadami moralnymi. Na ile mam możliwość, staram się pomagać innym. Prowadzę kurs polskiego dla uchodźców. Kiedyś mi bardzo pomogła taka nauczycielka na początku mojej drogi. Może teraz ja mogę komuś pomóc?

Czy tego jest mało? Czy nie są to powody dla dumy? Dla wdzięczności i radości?
A teraz powiedz, czym jest dla Ciebie sukces? Czy jesteś wystarczająca? Jestem przekonana, że jesteś. Przytulam mocno. Wszystko będzie prosto i szczęśliwie.