Więcej...

    Danuta Kuklińska: „Reklamę można sobie wytworzyć dobrą pracą. Każdą osobę traktować jak gwiazdę.”

    Danuta Kuklińska urodzona 9 lutego 1962 roku to krakowska projektantka mody, która wraz z córką Aleksandrą prowadzi firmę Kuklińska DK Fashion. Ubiera kobiety na specjalne okazje wzorując się na modzie lat 60. XX wieku. Jej szczególną pasją jest szycie na miarę dla mam weselnych.

    Kinga Kuryło: Zawsze Pani wiedziała, że chce projektować suknie wieczorowe?

    Danuta Kuklińska: Nie. Lubiłam się bawić tylko modą. Wychowałam się w takich czasach, że wszystko, co się nosiło, trzeba było stworzyć praktycznie samemu, wyszukać. Nie umiałam szyć i mimo prób nie nauczyłam się, a ciągle w głowie tworzyły się wzory i chyba tak się to zaczęło. Mój sposób ubierania był odbierany dobrze przez znajomych, koleżanki. Ukończyłam Akademię Ekonomiczną z punktu tworzenia, żeby założyć swoją firmę, bo zawsze moim celem była praca samodzielna. Nie wyobrażałam sobie pracy gdzieś w charakterze zorganizowanym. Na godziny trzeba przyjść, wykonać jakąś rzecz. Zawsze uważałam, że praca powinna być takim spełnieniem moich zainteresowań, stąd moda. Praktyki odbywałam w Modzie Polskiej. To był rok 1985, kanon dobrej mody. Tam poznałam zasady funkcjonowania, ale przede wszystkim mit o głównej projektantce, pani Jadwidze Grabowskiej, która wszystko upinała na manekinach. Tworzyła przestrzennie i to był taki mój motyw, że zaczęłam to robić.

    Jak udało się Pani osiągnąć sukces w tej branży?

    Zaczynałam w 1989 roku, kiedy wszystko się zmieniało. To były takie czasy, że bardzo trudno było zdobyć materiał. Na początku oddawałam ubrania do sklepów w Krakowie, a potem po całej Polsce. Sklepy, które sprzedawały, promowały bardziej siebie niż markę. Likwidowali metki, żeby konkurencja nie dotarła do mnie. Aby się wybić swoim nazwiskiem i firmą to już mija piętnaście lat w Krakowie – jak otworzyłam sklep. Zawsze podchodziłam do tego tak, że nie interesowało mnie tworzenie i tylko sprzedaż. Chciałam tworzyć sukienki i być zauważona. Udało mi się to, ale nigdy nie odpuściłam, jakości. Być może, dlatego osoby, które ze mną pracowały, po jakimś czasie odchodziły, bo były zmęczone utrzymywaniem tego na wysokim poziomie. Osoby, które ubierałam, to ja po prostu chciałam to robić. Zawsze zależało mi na ich dobrym wyglądzie, a nie tylko, żeby sprzedać sukienkę, która gdzieś wisi na manekinie. Takie rzeczy mnie nie interesują. Wchodzi dana osoba, patrzę na nią i dopiero wiem, w co ja bym chciała ją ubrać. Troszeczkę psychologii w tym wszystkim jest, obserwowania danej osoby, jak ona się porusza, jak się czuje oraz wytworzenie jej stylu. To, co mnie teraz męczy to coraz mniej własnego stylu prezentowanego przez kobiety, ale to wszystko wynika z faktu, że ubierają się w sieciówkach, które promują dany styl ubioru i zaczynają wszystkie jednakowo chodzić ubrane. Najgorsza rzecz w tej branży to stroje weselne. To jest katastrofa, jeśli chodzi, o jakość i modele, które są takie same. Dlatego ja się zajęłam tak mamami, bo one muszą inaczej wyglądać. Nie mogą sobie pozwolić na coś, w czym ktoś już był albo gość weselny przyjdzie w tym samym. Uważam, że najlepiej jest się skupić na takim gronie osób, których potrzeby można poznać i zanalizować. Jedna będzie wyglądała dobrze w tym, druga – w czymś innym.

    Jaki jest Pani proces twórczy od pomysłu do gotowej kreacji?

    U mnie jest faktycznie kobieta. To jest troszeczkę skomplikowane. Najpierw wizualizuję w głowie, potem przenoszę to na manekin. Wszystko powstaje przestrzennie. Nie trzeba umieć rysować, a można świetnie projektować na manekinach.

    Czy pamięta Pani swoją pierwszą zaprojektowaną suknię lub ma ulubiony projekt?

    Pamiętam parę takich szczególnych, które utkwiły mi w głowie. Współpracowałam z firmą L’Oréal i razem przygotowywaliśmy pokazy w Warszawie. Przyjeżdżały francuski. My przygotowywaliśmy projekty. Pamiętam te wszystkie suknie, które trzeba było dopasować do fryzur. Gdzieś mam zdjęcia w albumach. Uwielbiam styl lat 60. XX wieku, Jacqueline Kennedy, Audrey Hepburn, Dior i wokół tego stylu się kręcę. Suknia była wtedy piękna, klasyczna i elegancka. Nie miała udziwnień i ja też nie lubię tworzyć kreacji, które formą przestrzenną zasłaniają wszystko. Praktycznie każdą sukienkę, którą tworzę, lubię. Bardziej kojarzę kobiety, które ubieram w daną sukienkę.

    Ubrała Pani kiedyś kogoś sławnego?

    Ubierałam, ale nie jest to szczyt moich marzeń, dlatego że jestem przeciwniczką naśladownictwa. Próba takiego tworzenia i ubierania gwiazdy idzie w kierunku marketingowym. Ta kobieta się ubiera u mnie, to inni też będą chcieli np. taką samą sukienkę. U mnie to jest rzecz indywidualna. Reklamę można sobie wytworzyć dobrą pracą. Każdą osobę traktować jak gwiazdę. Ja tak do tego podchodzę. Dla mnie każda kobieta wchodząca tutaj jest gwiazdą. Ja ją mam tak ubrać i ona będzie moją reklamą.

    Jakie największe wyzwania napotyka Pani w pracy?

    W tej chwili są to pracownicy. Jeżeli się system szkolnictwa nie zmieni, to za chwilę nie będzie miał kto szyć. Proces projektowania jest bardzo drogi. Konstrukcja, krojenie, szycie to, gdy patrzę czasami na ceny to nie jestem tego w stanie osiągnąć. Zdarzały się również kuriozalne sytuacje, np. była sukienka ślubna gotowa do wydania. Klientka miała zaraz przyjść, a w tym czasie mucha usiadła sobie i zrobiła niezmywalny ślad na środku bluzki. Całonocne szycie było. Innym razem dziewczyna nie poinformowała mnie, że jest w ciąży. W momencie odbioru nie weszła w sukienkę. Mamy taki zespół, że w momencie krytycznym wszyscy pracują. Jest świadomość odpowiedzialności. Czasem lubię ten stres. On mnie nakręca. Jak się nic nie dzieje to się nudzę. Potem potrzebuję takiego czasu, że wyłączam się od wszystkiego.

    Łatwo jest teraz pozyskać dobre tkaniny?

    Jeździmy na targi. Staramy się uzyskiwać tkaniny od najlepszych producentów. Oprócz tego współpracujemy z firmą, która produkuje na Dubaj. My robimy im projekty, a oni nam przekazują tkaniny i to jest super współpraca, którą zawarłam na samym początku. Jeśli chodzi o poszukiwanie tkanin w Internecie to jest zagadka. Jest wiele firm, które proponuje tkaniny „dobrej jakości”. Okazuje się, że oni skupują to gdzieś ze szwalni. Te tkaniny są często uszkodzone. Nie korzystamy z takich.

    Jakie są Pani spostrzeżenia na temat mediów społecznościowych w pracy projektantki?

    Muszę mieć kontakt z klientem, który się patrzy na daną rzecz. Facebook otworzył mi taką drogę, że to, co pokazywałam zaczęło być odbierane. Starałam się nawiązywać kontakt z klientem sposobem pisania postów. To się faktycznie rozwinęło. Przekazuję to, co sama chcę przekazać. Nie chciałam używać żadnych technik. Chciałam zobaczyć w postaci zdjęć, czy to, co ja robię – czy się podoba. Zawsze wychodziłam z takiego założenia. Albo coś się podoba i ktoś po to przyjdzie albo nie. Jeśli coś się komuś nie podoba to nie wiem w jaki inny sposób można go przekonać. W tej branży tego nie widzę. Można korzystać z pozycji ubierania gwiazdy, ale ja nie wiem, co by mi to dało. Ja muszę stworzyć coś, co się spodoba na manekinie. Moje podejście do tego jest specyficzne.

    Jakie jest Pani podejście do tworzenia ubrań z myślą o różnych typach sylwetek i preferencjach klientów?

    Do nas zwykle przychodzą osoby, które chcą się u nas ubrać i chcą skorzystać z naszej porady. Sylwetka jest bardzo ważna i w szyciu miarowym jest istotne patrzenie na sylwetkę, dlatego, że szycie tylko po wymiarach danego fasonu do niczego nie prowadzi. Stworzy się rzecz, którą ktoś po prostu włoży, a chodzi o to, żeby zmienić tak konkretny fason, żeby był dobry dla danej sylwetki. Praktycznie każdy fason można tak zmienić. To jest kwestia innych proporcji, układów, ale trzeba to widzieć. Pracując na manekinie nauczyłam się poprzez lata doświadczeń, że najważniejsze są linie. Człowiek jest w sumie taką figurą geometryczną i kobietę trzeba troszeczkę zrobić taką klepsydrą. W zależności, jak się poprowadzi te cięcia, to my to dobrze robimy w opiniach naszych klientek, które polecają jedne drugim. To jest nasza droga zdobywania klientów. U nas nie ma niczego na siłę. My nie kopiujemy. Możemy stworzyć to, co widzimy. Jeżeli klientka ma inną wizję, albo jak przyjdzie z jakimś obrazkiem, że chciałaby mieć taką samą sukienkę, to my w ogóle nie podejmujemy tematu. Są też takie klientki, które chciałyby u nas uszyć, tylko ja widzę ją w czymś innym, ona widzi siebie w czymś innym. W związku z tym, że ja się czuję odpowiedzialna za osobę, która stąd wychodzi, to nie podejmuję się wykonania tego zadania. Klient musi być zadowolony, ale my też. Trzeba się rozumieć. To jest troszeczkę jak przyciąganie.

    Czy zdarzyło się, żeby ktoś skopiował Pani projekt?

    Cały okres, kiedy się projektuje to jest okres kopiowania. Pamiętam same początki, jeszcze jak byłam młoda, płakałam. To jest strasznie przykre, jeżeli się bardzo dużo czasu poświęciło na stworzenie projektu, form i nagle jakaś firma przejmuje cały wzór i robi produkcję paru tysięcy sztuk. Małą firmę, która się opiera na takich limitowanych kolekcjach, to może też całkowicie rozłożyć. Miałam takie przypadki, że sobie jeszcze dopracowywałam wzór, a dziewczyny na ul. Długiej mówiły mi, że już taki wzór jest jeszcze niedopracowany do końca tak jak ja pracowałam, ale już jest. Dlatego się przeniosłam i zrobiłam całkowicie szycie na miarę według projektów, które mam w głowie. Pokazuję styl danej sukienki, jak powinno to wyglądać, natomiast efekt jest całkowicie dostosowany do konkretnej kobiety. Słyszałam, że kopiują tylko dobrych, ale to też nie było zbyt pocieszające, ponieważ to było multum pracy. W którymś momencie, wraz z wiekiem, podeszłam do tego inaczej. Trudno, są tacy, którzy będą tworzyć, inni będą kopiować.

    W jakich pokazach bierze Pani udział?

    Teraz odbywają się głównie pokazy całkowicie zamknięte, tylko dla firm, które robią duże produkcje. My przygotowujemy dla producenta tkanin wzory. To się odbywa na terenie hoteli. W dawnych czasach najwięcej pokazów to robiłam z L’Oréalem. Jeszcze brałam udział w wyborach Miss. Miałam też współpracę ze Szkołą Artystycznego Projektowania Ubrań w Krakowie. To takie epizody. Dla mnie najfajniejsze pokazy to te, gdzie są prawdziwe kobiety, nie modelki, gdzie czuć całą osobowość, w jaki sposób wyrażają dany strój. Nie jest łatwo je ubrać. Modelka przyjmie wszystko, natomiast żeby zwykła kobieta wyszła na scenę to trzeba jej dodać odwagi ubiorem, żeby poczuła się jak gwiazda. Jesteśmy zapraszane często, np. na Śląsk, gdzie znane kobiety śląska przedstawiają strój. To są różne integracyjne rzeczy i najfajniejsze imprezy.

    Czy ma Pani jakieś plany na przyszłość związane z firmą?

    Teraz firmę prowadzi moja córka Ola. Ja tylko projektuję. Córka otwiera sklep internetowy. Już jest praktycznie na ostatnim etapie otwierania. Będzie funkcjonował w podobny sposób, tj. szycie na miarę na odległość i sprzedaż też według rozmiarówki. Nie planowałam, nie zachęcałam ani nie zmuszałam córki do współpracy ze mną. Poszła swoją drogą. Skończyła ratownictwo medyczne i fizjoterapię. Ja byłam na etapie zamykania firmy, myślałam o emeryturze, a ona zachęciła mnie żebyśmy to kontynuowały.  Opowiedziała mi, że na początku, kiedy ciągle byłam zaangażowana w modę, pokazy i klientów to ona tego nienawidziła. Siedziała w kąciku i wykonywała zadania. Miała tak wpojony ten świat, że teraz się w nim świetnie odnajduje. Za trzy tygodnie zostanę babcią. Mam nadzieje, że będzie nowa projektantka, dziedziczka Tosia (śmiech). Szykuję tutaj już jakiś kącik do zabaw, bo trzy miesiące i zaczynamy nowy sezon. Uszyłam już dla niej sukienkę na chrzciny dwadzieścia lat temu. To będzie moja najmniejsza modelka. Na tydzień zamkniemy zakład na czas porodu, a potem ja wracam do pracy i realizujemy dalej zamówienia.

    Łatwo jest pogodzić życie zawodowe z prywatnym?

    To są trochę takie dwa domy. Mam taki zwyczaj. Tu żyję projektami. Kiedy wracam do domu przestawiam się na kontakt z przyrodą. Mam dużo zwierząt: trzy koty i dwa psy. Wszystkie są adoptowane. Miałam więcej, ale niestety. Teraz odradza się nowe pokolenie. Wyciszam się i przechodzę na obowiązki domowe, które też są świetnym relaksem, jeżeli jest to z przyjemnością. Lubię opiekować się zwierzętami. Dają mi nieprawdopodobną energię.

    Ma Pani jakieś rady dla osób, które zaczynają karierę w modzie?

    Tworzyć swój styl. Nie patrzeć na innych ani na zyskowność. Ja mam takie podejście. Robię to z przyjemności i poświęcenia. Tutaj nie jest liczenie na kokosy. W którymś momencie nie można powiedzieć, że nie mamy nic z tego, bo pracujemy na wysokich cenach, ale to są lata pokazywania, że można to dobrze robić. Najpierw trzeba pokazać, co się umie. Ja ciągle doskonalę swoje wzory.

    Jest Pani perfekcjonistką.

    Tak. Ja praktycznie ciągle doskonalę swoje wzory. Pracuję na wzorach, które stworzyłam na samym początku. Tworzę też nowe, ale cały czas je udoskonalam. Moja córka wprowadziła teraz taki system, że te wszystkie formy, które ja stworzyłam, są w systemie InvenTex. Potem to, co ja zrobiłam się drukuje. Ola wprowadzi również prezentację modeli na awatarach 3D. Córka tworzy nowoczesne możliwości i to, co ja stworzyłam będzie kontynuowane w systemie wirtualnym. Prowadzenie firmy w tych czasach to jest wyzwanie. Trzeba się mocno kontrolować, żeby się utrzymać.

    Dziękuję bardzo za rozmowę. Życzę kolejnych sukcesów, pokazów mody oraz wielu klientek.

    Więcej o kulturze i sztuce znajdziecie tutaj.

    Izabela Cekiera (modelka), fot. Kinga Kuryło
    Izabela Cekiera (modelka), fot. Kinga Kuryło
    Izabela Cekiera (modelka), fot. Kinga Kuryło
    Izabela Cekiera (modelka), fot. Kinga Kuryło
    Dk Fashion, fot. Kinga Kuryło
    Dk Fashion, fot. Kinga Kuryło
    Izabela Cekiera (modelka), fot. Kinga Kuryło
    Izabela Cekiera (modelka), fot. Kinga Kuryło
    Danuta Kuklińska z córką Aleksandrą, fot. Kinga Kuryło
    Danuta Kuklińska z córką Aleksandrą, fot. Kinga Kuryło
    Danuta Kuklińska z córką Aleksandrą, fot. Kinga Kuryło
    Danuta Kuklińska z córką Aleksandrą, fot. Kinga Kuryło
    Danuta Kuklińska, fot. Kinga Kuryło
    Danuta Kuklińska, fot. Kinga Kuryło
    Izabela Cekiera (modelka), fot. Kinga Kuryło
    Izabela Cekiera (modelka), fot. Kinga Kuryło
    Danuta Kuklińska z córką Aleksandrą, fot. Kinga Kuryło
    Danuta Kuklińska z córką Aleksandrą, fot. Kinga Kuryło
    Izabela Cekiera (modelka), fot. Kinga Kuryło
    Izabela Cekiera (modelka), fot. Kinga Kuryło

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY