Od Broadwayu do Hollywood
Robert Redford urodził się 18 sierpnia 1936 roku w Santa Monica w Kalifornii. Zanim stał się jedną z największych gwiazd amerykańskiego kina, próbował swoich sił jako aktor teatralny. Występował na Broadwayu, zdobywając doświadczenie, które pozwoliło mu stopniowo przenieść się do świata filmu i telewizji.
Początki jego kariery ekranowej przypadły na lata 60. Nie od razu otrzymywał role, które definiowałyby jego przyszłą pozycję. Pojawiał się w kolejnych produkcjach, konsekwentnie budując warsztat i ekranową osobowość. Jednym z ważnych etapów tej drogi był film „W pogoni za cieniem”, a następnie „Pod starym sztandarem”, „Wnętrze stokrotki” i „Boso w parku”.
Redford szybko zwrócił uwagę nie tylko talentem, ale również charakterystyczną prezencją. W przeciwieństwie do wielu hollywoodzkich gwiazd nie ograniczał się jednak do roli atrakcyjnego aktora. Z czasem coraz wyraźniej interesowało go kino jako forma opowiadania o świecie, polityce, społeczeństwie i ludzkich wyborach.
„Butch Cassidy i Sundance Kid” – narodziny legendy
Przełomem okazał się rok 1969 i „Butch Cassidy i Sundance Kid”. Redford zagrał Sundance Kida, a jego ekranowym partnerem został Paul Newman. Film George’a Roya Hilla stał się jednym z największych sukcesów tamtej epoki, a relacja obu bohaterów przeszła do historii kina.
Redford stworzył postać oszczędną w środkach, ale niezwykle wyrazistą. Sundance Kid był człowiekiem pewnym siebie, inteligentnym i niepokornym. Równocześnie film pozwolił Redfordowi odejść od wizerunku klasycznego hollywoodzkiego amanta i pokazać, że potrafi budować bohaterów znacznie bardziej złożonych.
Rola miała również znaczenie dla przyszłości samego Redforda. Nazwa Sundance, którą później wykorzystał przy tworzeniu swojego najważniejszego przedsięwzięcia związanego z kinem niezależnym, pochodzi właśnie od tej postaci. Sundance Institute przypomina, że w 1969 roku Redford kupił rozległy teren w Utah i nadał mu nazwę Sundance, zaczerpniętą ze swojej słynnej roli.
Lata 70. – aktor najważniejszych filmów swojej epoki
Lata 70. były okresem wyjątkowej pozycji Redforda w Hollywood. Aktor wybierał produkcje, które łączyły popularność z ambicjami artystycznymi i społecznymi.
W „Żądle” ponownie spotkał się na ekranie z Paulem Newmanem. Film George’a Roya Hilla opowiadał historię dwóch oszustów planujących skomplikowaną zemstę i zachwycał inteligentną konstrukcją fabuły. Redford wcielił się w Johnny’ego Hookera, młodego oszusta, który próbuje dorównać bardziej doświadczonemu partnerowi. Rola przyniosła mu nominację do Oscara.
Kolejne znaczące produkcje tylko umacniały jego pozycję. W „Jeremiah Johnson” zagrał człowieka uciekającego od cywilizacji i próbującego odnaleźć własne miejsce w surowym świecie natury. „Kandydat” był natomiast politycznym dramatem, w którym Redford wcielił się w idealistycznego prawnika rozpoczynającego kampanię wyborczą. Film stał się gorzkim komentarzem do mechanizmów polityki i medialnego wizerunku.
W „Trzech dniach Kondora” z 1975 roku aktor pojawił się jako Joe Turner, analityk CIA uwikłany w niebezpieczną intrygę. Produkcja do dziś pozostaje jednym z klasycznych thrillerów politycznych kina amerykańskiego.
„Wszyscy ludzie prezydenta” i kino zaangażowane
Jedną z najważniejszych ról w karierze Redforda był Bob Woodward w filmie „Wszyscy ludzie prezydenta” z 1976 roku. Produkcja opowiadała o dziennikarskim śledztwie dotyczącym afery Watergate. Redford nie tylko zagrał w filmie, ale był również jego producentem.
„Wszyscy ludzie prezydenta” pokazywali dziennikarstwo jako wymagającą, mozolną pracę polegającą na weryfikowaniu informacji, docieraniu do źródeł i łączeniu pozornie nieistotnych faktów. Film stał się jednym z najważniejszych przykładów amerykańskiego kina politycznego lat 70.
Redford coraz częściej wykorzystywał swoją pozycję nie tylko po to, by występować przed kamerą. Interesowało go także to, jakie historie trafiają na ekran i kto otrzymuje możliwość ich opowiedzenia.
Spotkanie kina z romansem – „Tacy byliśmy”
W 1973 roku Redford wystąpił u boku Barbry Streisand w filmie „Tacy byliśmy”. Produkcja Sydneya Pollacka stała się jednym z najbardziej pamiętnych romansów filmowych swojej epoki.
Historia dwojga ludzi reprezentujących odmienne światopoglądy i różne podejście do życia pozwoliła Redfordowi pokazać bardziej subtelną stronę aktorstwa. Jego bohater nie był jednoznaczny ani łatwy do oceny. Film opierał się na napięciu między uczuciem, ambicją i różnicami światopoglądowymi.
Redford często wybierał właśnie takie postaci – bohaterów, którzy nie musieli być jednoznacznie pozytywni, ale mieli w sobie wewnętrzne konflikty.
„Wielki Gatsby” i „Pożegnanie z Afryką”
W 1974 roku Redford zagrał Jaya Gatsby’ego w ekranizacji powieści Francisa Scotta Fitzgeralda „Wielki Gatsby”. W roli Daisy Buchanan wystąpiła Mia Farrow. Film przenosił na ekran świat amerykańskich elit lat 20., ich przepych, ambicje i złudzenia.
Dekadę później Redford stworzył kolejną z najbardziej rozpoznawalnych kreacji – w „Pożegnaniu z Afryką”, u boku Meryl Streep. Film Sydney’a Pollacka zdobył siedem Oscarów, w tym statuetkę dla najlepszego filmu. Redford wcielił się w Denysa Fincha Hattona, człowieka zafascynowanego Afryką i wolnością, którego relacja z bohaterką graną przez Streep stanowiła emocjonalne centrum opowieści.
To właśnie „Pożegnanie z Afryką” pokazało, że Redford w dojrzałym okresie kariery nadal potrafił być wielką gwiazdą kina, a jednocześnie podporządkowywać swoją ekranową obecność całej historii.
Redford jako reżyser
Równolegle z karierą aktorską rozwijał się jego drugi talent – reżyseria. Debiutował za kamerą filmem „Zwyczajni ludzie” z 1980 roku. Produkcja opowiadała o rozpadzie rodziny po dramatycznym wydarzeniu i koncentrowała się na emocjach, poczuciu winy oraz trudności w odbudowaniu relacji.
„Zwyczajni ludzie” okazały się ogromnym sukcesem. Film otrzymał cztery Oscary, w tym dla najlepszego filmu i najlepszego reżysera. Redford zdobył więc najważniejszą nagrodę amerykańskiej branży filmowej nie za aktorstwo, lecz za pracę po drugiej stronie kamery. Sundance Institute podkreśla, że jego reżyserski sukces nie przesłonił mu problemów, z jakimi mierzyli się twórcy niezależni, którym brakowało możliwości realizowania własnych projektów.
Później wyreżyserował między innymi „Wojnę w krainie zabawek”, „Rzekę” i „Quiz Show”. Szczególnie ten ostatni film, z 1994 roku, pokazał jego zainteresowanie historiami opartymi na rzeczywistych wydarzeniach i mechanizmach funkcjonowania mediów.
Sundance – największe dzieło poza ekranem
Najważniejszym dziedzictwem Redforda nie jest jednak pojedyncza rola czy film. Jest nim stworzenie przestrzeni dla kina niezależnego.
W 1981 roku powołał Sundance Institute. Organizacja miała wspierać twórców, którzy chcieli realizować ambitne projekty poza dominującym systemem wielkich hollywoodzkich wytwórni. Redford uważał, że kino potrzebuje różnorodności, nowych głosów i możliwości podejmowania artystycznego ryzyka.
Z czasem działalność instytutu doprowadziła do rozwoju Sundance Film Festival. Festiwal stał się miejscem, w którym debiutowali i rozwijali się twórcy, którzy później zdobywali międzynarodowe uznanie. Sundance wspierało między innymi projekty takich filmowców jak Quentin Tarantino, Christopher Nolan, Paul Thomas Anderson czy Chloé Zhao.
Redford stworzył więc coś znacznie większego niż kolejną hollywoodzką markę. Zbudował system wspierania artystów i przez dziesięciolecia wpływał na to, jakie historie mają szansę zostać opowiedziane.
Aktor, który nie przestał szukać nowych historii
W późniejszych latach Redford nadal pojawiał się na ekranie. Wystąpił między innymi w „Żądle 2”, „Hawanie”, „Niemoralnej propozycji”, „Podwójnej zagładzie”, „Niemoralnym życiu”, „Zaklinaczu koni”, „Niezwykłej historii”, „Kapitanie Ameryka: Zimowy żołnierz” oraz „Starego człowieka i broni”.
Jego obecność w kolejnych filmach miała często szczególny charakter. Nie musiał już udowadniać swojej pozycji. Każda kolejna rola była raczej spotkaniem z określonym typem kina lub sposobem opowiadania historii.
W „Kapitanie Ameryka: Zimowy żołnierz” Redford zagrał Alexandra Pierce’a, wprowadzając do wielkiego widowiska komiksowego aktora kojarzonego przede wszystkim z kinem autorskim i politycznym. Był to również interesujący dialog z jego wcześniejszym dorobkiem – film świadomie wykorzystywał skojarzenia widzów z thrillerami politycznymi lat 70.
Dziedzictwo Roberta Redforda
Robert Redford otrzymał między innymi honorowego Oscara, nagrodę za reżyserię „Zwyczajnych ludzi”, a w 2016 roku Prezydencki Medal Wolności. Sundance Institute podkreśla, że jego działalność artystyczna i zaangażowanie w rozwój kina niezależnego wpłynęły na całe pokolenia twórców.
Redford zmarł w 2025 roku, pozostawiając po sobie dorobek obejmujący dziesiątki ról, filmy wyreżyserowane i wyprodukowane oraz instytucję, która do dziś wspiera niezależnych artystów. Sundance Institute po jego śmierci podkreślało, że jego wizja stworzenia przestrzeni dla niezależnych głosów uruchomiła ruch, który przez ponad cztery dekady zmieniał amerykańskie i światowe kino.
18 sierpnia, w dniu jego urodzin, warto więc przypominać Redforda nie tylko jako przystojnego aktora ze złotej ery Hollywood. Był kimś znacznie więcej: artystą, który potrafił przejść od wielkich produkcji do kina autorskiego, od aktorstwa do reżyserii, a następnie wykorzystać swoją pozycję do stworzenia miejsca dla tych, którzy dopiero szukali własnego głosu.
Jego kariera jest przykładem tego, że największą miarą sukcesu nie zawsze pozostaje liczba nagród czy kasowych hitów. Czasem jest nią zdolność do zmiany samego środowiska, w którym powstaje sztuka. Robert Redford pozostawił po sobie właśnie taki ślad – trwały, niezależny i wykraczający daleko poza ekran.
Więcej o kulturze i sztuce znajdziecie tutaj.



