Emocje są jak te fale

Emocje sa jak te fale zdjęcie główne 45c4a5827a66aa8730f0758d

Wszedł jako pierwszy do finału programu MasterChef. „Emocje są jak te fale” powiedział, podskakując na głazach, w które one uderzały. Rozmawiamy z Mariuszem Kisielem, finalistą MasterChefa 2021. Nie wygrał go, ale i tak jest wygranym…

Jak to jest wziąć udział w programie MasterChef? Dawno o tym myślałeś?

Udział w programie MasterChef był dla mnie spełnieniem marzeń, od kilku lat zastanawiałem się, czy powinienem spróbować swoich sił i pokazać całemu światu na co mnie stać. Była to przygoda życia, dzięki której nauczyłem się nowych rzeczy, jak również poznałem wielu wspaniałych ludzi, zaczynając od uczestników, jurorów, wszystkich gości, jak również całą obsługę planu. Jest to coś, co będę pamiętał do końca życia.

Co Ci dał ten program?

MasterChef dodał mi pewności i wiary w siebie oraz nauczył mnie tego, że nigdy nie jest za późno na naukę i że warto mieć marzenia, i dążyć do tego, aby je spełniać.

Poznałeś wiele wspaniałych osób, zawiązały się niezwykłe znajomości. Skąd ta zażyłość z Maćkiem Regulskim?

Skąd ta przyjaźń? Przyszło to naturalnie. Dużo rozmawialiśmy ze sobą, będąc w programie, o gotowaniu, ale również o życiu. Zawsze się wspieraliśmy w gorszych, jak i lepszych momentach w kuchni MasterChefa. Maciek jest bardzo ambitnym człowiekiem i cieszę się, że odniósł tak wielki sukces w tak młodym wieku.

Wspaniale jest patrzeć na Was – Ciebie i Twoją żonę, widać, że jesteście przyjaciółmi. Chyba nie było Wam lekko znieść rozłąkę?

Aneta jest moim przyjacielem i osobą, bez której nie byłbym tym, kim jestem i gdzie jestem teraz. Dzięki niej odnalazłem wiarę w ludzi i prawdziwą miłość, której wszystkim życzę. Nie było łatwo być w rozłące przez tak długi okres. Starałem się jak najczęściej dzwonić i rozmawiać z nią w miarę możliwości. Bardzo się cieszyła z moich sukcesów. Dzięki temu łatwiej było mi iść dalej. Jedno podtrzymywało mnie na duchu – że robię to dla nas, i że niedługo się zobaczymy.

Czego nauczyłeś się w programie?

Nauczyłem się gotować na poziomie profesjonalnej kuchni o wysokim standardzie, jak również pracować pod presją czasu i emocji temu towarzyszących. Dzięki kucharzom, których poznałem podczas programu, zmieniło się moje podejście do gotowania. Zwłaszcza po rozmowie z Aitorem, który pokazał, na czym może polegać filozofia sztuki kulinarnej.

To chyba niezwykła przygoda zwiedzić miejsce, w którym jest tyle restauracji z gwiazdką Michelin?

To było naprawdę mega przeżycie! Coś niesamowitego mieć praktycznie na każdym rogu restaurację odznaczoną gwiazdką Michelin. Miałem przyjemność gościć w restauracji Arzak odznaczoną trzema gwiazdkami, gdzie smaki, tekstury i sposób podawania dań coraz bardziej zaskakiwały, po prostu obłęd. Jednak najbardziej zapamiętam wizytę w ElKano 16, najlepszej restauracji na świecie, gdzie miałem przyjemność poznać Aitora Arregi, który nauczył mnie jak zgrillować ogromnego turbota metodą, którą gotował jego tato, kiedy zrewolucjonizował kuchnię krainy Basków. Rybę grillowaliśmy na grillu, na którym tata Aitora uczył go, jak to robić. A tak poza tym, wracam w przyszłym roku do San Sebastian gdzie odbędę staż w dwugwiazdkowej restauracji Amelia by Paulo Airaudo.

Brakowało Ci któregoś z uczestników w Hiszpanii? Kogo najbardziej?

Myślę, że nawiązałem dobrą więź z większością uczestników, ale na pewno w Hiszpanii zabrakło Mateusza Pitruszewskiego, z którym bardzo się zaprzyjaźniłem i na pewno w przyszłości jeszcze nie raz coś ugotujemy.

Niezwykle pozytywna z Ciebie postać.:)

Na co dzień jestem pozytywnie nastawionym do życia człowiekiem, który zawsze rzuci jakiegoś suchara, żeby poprawić ludziom humor. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że uwielbiam sarkazm i lubię wywoływać uśmiech na twarzach.

Jakie masz plany na przyszłość? Chcesz iść w kierunku kulinarnym?

Plany na przyszłość to na pewno wydanie książki, w której znajdziecie dużo domowych przepisów i nie tylko. Chciałbym zamieścić również koktajle i zdrowe soki, które stworzyłem pracując w wielu barach i restauracjach. Docelowo chciałbym w przyszłości otworzyć własną restaurację, w której mógłbym rozwijać się kulinarnie. Mam również w planach kilka pokazów, dzięki którym mam nadzieję, że zachęcę ludzi do gotowania i dzielenia się pasją kulinarną, gdyż moje motto to: „nigdy nie jest za późno, żeby coś w życiu zmienić i zacząć od nowa”.

Jaką kuchnię u Ciebie będzie można skosztować?

Byłaby to kuchnia sezonowa. Stawiam na lokalne produkty, których mamy pod dostatkiem. Chciałbym używać dobrej jakości produktów, pochodzących od małych producentów. Jest wiele wyśmienitych rzeczy, jakie w Polsce mamy, od ryb, przez wołowinę, wieprzowinę, po ogromne zasoby świeżych warzyw i owoców. Każdy znalazłby coś dla siebie.

Czy warto brać udział w takich programach? Ja np. ciągle się boję i nie wierzę w swoje możliwości, mimo, że kocham gotować, a wszyscy wokół mówią, że wychodzi mi to nieźle…

Myślę, że zdecydowanie warto. Świat stoi przed każdym z nas otworem i jeśli mamy marzenia to powinniśmy starać się je spełniać. Jest to przygoda życia, dzięki której można poznać wielu wspaniałych szefów kuchni i bardzo dużo się nauczyć oraz wielu, wielu dobrych ludzi. Dzięki takim programom, jak MasterChef, marzenia zmieniają się w rzeczywistość i zdobywa się wiele więcej wiary w swoje umiejętności. Warto iść i przekonać się, jak to jest, gorąco polecam, ja nie żałuję.

Czego Ci życzyć?

Dużo zdrowia! I powodzenia w dalszej realizacji marzeń.

Podrzuć czytelnikom jakieś ciekawe pomysły kulinarne na Święta Bożego Narodzenia, które zbliżają się wielkimi krokami…

Potrawą, którą polecam na święta, jest „Ryba po grecku”, ale oczywiście nie może też zabraknąć ponchu bezalkoholowego z jabłkiem w roli głównej, z cynamonem, miodem i dodatkiem skórki z pomarańczy.

Ryba po grecku Mariusz Kisiel

800 gram filetów z dorsza bez skóry
1 por
8 dużych pomidorów
6 dużych czerwonych papryk
4 marchewki
Natka pietruszki tylko liście
Sól i pieprz do smaku (ja używam łyżeczkę soli i około pół łyżeczki świeżo mielonego czarnego pieprzu)
2 cytryny
Mąka kukurydziana i pszenna
Czosnek
Czerwona cebula
Oliwa z oliwek
1 łyżeczka cukru

Sposób przygotowania:

Filety ryby marynujemy w oliwie z oliwek, czerwonej cebuli, soku z cytryny i szczyptą świeżo mielonego pieprzu i skórką z cytryny. Odstawiamy na około 4 godziny do lodówki. Do garnka wlewamy oliwę z oliwy, czekamy do rozgrzania się i dodajemy po kolei drobno posiekaną marchew i por, dodajemy odrobinę soku z cytryny, i łyżeczkę cukru, dusimy około 10 minut, i dodajemy wcześniej przygotowaną pastę z pieczonych pomidorów i papryki. Gotujemy przez około 5 minut i dodajemy posiekane liście natki pietruszki, i gotowe odstawiamy do ostygnięcia. Po wyciągnięciu z marynaty oczyszczamy filety i następnie obtaczamy je w mące i podsmażamy na patelni do zarumienia się panierki. Pamiętajmy, aby skropić rybę sokiem z cytryny i delikatnie posolić do smaku przed panierowaniem. Po przygotowaniu wszystkich składników, do naczynia żaroodpornego układamy rybkę, następnie przekładamy ją masą pomidorowo-paprykową, kolejna warstwa to znowu rybka i masa, układamy tak do wyczerpania ryby i masy. Następnie wstawiamy do wcześniej rozgrzanego piekarnika na 35 minut w temperaturze 135 stopni.

Po wyciągnięciu z piekarnika dajmy potrawie odpocząć przez około 5 minut i danie jest gotowe do podania, pamiętajmy przy podawaniu, aby starać się nałożyć każdą warstwę z samego spodu do góry.

Masa paprykowo-pomidorowa:

Paprykę wstawiamy do piekarnika na około 20 min w temperaturze 175 stopni, posypujemy ją solą i polewamy oliwą z oliwek i sokiem z cytryny, pomidory posypujemy solą i tymiankiem i też podpiekamy je około 20 minut. Jeżeli wolicie bardziej wypieczone, można trzymać je do 25 minut, pamiętajmy tylko oby nam się nie przypaliły za bardzo. Najlepiej jest sprawdzić po 10 minutach, jak się zachowują. Po wyciągnięciu z piekarnika pomidory i paprykę obieramy ze skórki. Następnie całość wrzucamy do blendera wraz z pieczonym tymiankiem i czosnkiem. Blendujemy do powstania jednolitej masy, przyprawiamy solą i pieprzem (wedle gustu). Następnie masę przekładamy do naczynia i dodajemy drobno posiekanego dużego pomidora i sok z połowy cytryny. Masa gotowa.

Napój Świąteczny – bezalkoholowy poncz

Pierwszy gorący napój:
1 litr soku jabłkowego
1 skórka z pomarańcza
1 laska cynamonu
2 łyżki miodu
1 łyżeczka cynamonu w proszku (opcjonalnie)
100 gram posiekanego w drobne paski imbiru
1 jabłko
1 jabłko suszone
Do garnka wlać sok, podgrzać, a następnie dodać imbir. Na średnim ogniu podgrzewać przez około 15 minut. Kolejno dodać cynamon i miód. Mieszać do momentu rozpuszczenia się miodu. Dodać jabłka i skórkę z pomarańczy. Na mały ogniu podgrzewać około 10 min. Odstawić na około 30 min. W końcowym etapie przecedzić przez sitko.

Drugi gorący napój
1 litr soku jabłkowego
1 skórka z limonki
1/2 soku z limonki
6 gwiazdek anyżu
8 goździków
1 łyżka miodu
1 jabłko
1 jabłko suszone

Do garnka wlać sok, podgrzać, a następnie dodać anyż i goździki. Na średnim ogniu podgrzewać przez około 20 minut. W następnej kolejności dodać cynamon i miód. Mieszać do momentu rozpuszczenia się miodu. Kolejno dodać jabłka i skórkę z limonki. Na mały ogniu podgrzać przez około 10 min. Odstawić na 30 min, następnie przecedzić przez sitko.

Rozmawiała Katarzyna Krauss