Irena Krzywicka – kobieta, która wyprzedziła swoją epokę

Irena Krzywicka – kobieta, która wyprzedziła swoją epokę
Irena Krzywicka, 1933, fot. Wikipedia

„Nie sposób poprzestać na jednym mężczyźnie, zwłaszcza iż przeżycia zmysłowe mają nieszczęsną skłonność do blaknięcia z czasem”. To słowa Ireny Krzywickiej, kobiety, która wyprzedziła swoją epokę. Propagatorka wolnej miłości, wyborów, zawzięcie walcząca   o prawa kobiet, rewolucjonistka w postrzeganiu kobiety jako istoty, która ma swoje prawa, reformatorka skostniałych poglądów, działająca wbrew opinii publicznej swoich czasów. Do dziś zachwyca nowatorskim podejściem do seksualności i tolerancji w sprawach intymnych.

Irena Krzywicka z domu Goldberg urodziła się w żydowskiej  rodzinie inteligenckiej  28 maja 1899 roku na dalekiej Syberii w Jenisiejsku. Ojciec pisarki za działalność w kołach socjalistycznych został skazany na więzienie i zsyłkę na Syberię. Dwa lata po powrocie do Polski zmarł na gruźlicę. Matka dziewczynki już od najmłodszych lat wpajała jej zasady tolerancyjności.

Krzywicka ukończyła prestiżową i postępową pensję Amelii Wereckiej w Warszawie. Podjęła studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim. Należała do socjalistycznego klubu młodzieży  imienia Tadeusza Rechniewskiego. W szkole zasiliła szeregi PPS Lewicy.

W 1918 roku na łamach młodzieżowego pisma: „Pro arte et studio” zadebiutowała esejem pt.: „Kiść bzu”, podpisując się jako Irena Jenis. Tam też zetknęła się po raz pierwszy z grupą pisarzy i poetów zwanych Skamandrytami. Będąc silną osobowością, nie bojąc się krytyki, otrzymała dyplom magisterski w 1922 roku, ale go nie obroniła ze względu na konflikt z  promotorem.

W 1924 roku wyszła za mąż za Jerzego Krzywickiego, syna wybitnego socjologa. Jerzy był jej przyjacielem z lat studenckich. Małżeństwo jednak nie było oparte na miłości, tylko na przyjaźni. Nie mniej to właśnie z Jerzym miała dwóch synów Piotra i Andrzeja. Jej małżeństwo, jak sama je nazywała, było „otwartym”, a sama Irena miała przyzwolenie na związki pozamałżeńskie. Po latach, będąc już w sędziwym wieku wspominała słowa Tadeusza Boya Żeleńskiego: „Wspominanie to jak przechadzka po cmentarzu”. Jednak te właśnie wspomnienia szczęśliwych chwil, kiedy była beztroską, młodą, pełną radości dziewczyną łagodziły  szarość posępnych dni, kiedy była sama. Przywoływała więc chwile cudownie spędzone z Walterem Hasencleverem (poetą i dramaturgiem) na Korsyce, czy nocne spacery z Boyem w podwarszawskim lesie pełnym świetlików.

W 1928 roku dzięki wyzwoleniu kobiet z gorsetów, nowej, wygodnej modzie, jakiej niewątpliwie przedstawicielką była Channel, Irena idąc z duchem czasów skróciła włosy i  sukienkę, odsłaniając kostki.  Poznała wówczas Tadeusza Boya Żeleńskiego, wielkiego poetę i miłośnika kobiet. Zakochała się. Chociaż Boy był dużo od niej starszy – fascynował ją. Ich miłość przetrwała do wybuchu wojny. Złośliwi mówili o niej, że : „Zdobyła świat podbojem” Stałą się rozpoznawalna na ulicy nie tylko dzięki swej urodzie i elegancji, ale też dzięki temu, że sama w południe, idąc pod pachę z Żeleńskim przesiadywała w kawiarni na Ziemiańskiej, gdzie gromadziła się elita poetów Skamandra.

Obracała się w świecie mężczyzn, chodziła na kolacje, przedstawienia teatralne. Była młoda, ładna, miała dużo do powiedzenia, portretował ją Witkacy i kochał ją sam Boy. Nic dziwnego, że będąc już u schyłku życia przywoływała z pamięci radosne obrazy z młodości.

W latach 1928-1930 wybudowała w Podkowie Leśnej pod Warszawą dom letni zwany Szklanym Domem, otoczony lasem – był jej przystanią i miejscem awangardowych spotkań. Mieszkała w nim także w czasie okupacji. Jedno pomieszczenie przeznaczyła na bibliotekę publiczną, a książki były opatrzone pieczęcią Szklana Willa. Dziś znajdują się w Muzeum w Stawisku.

Miała brawurową osobowość, nie bała się rzucić wyzwania społeczeństwu, demaskując zakłamanie i pruderyjność.

W  1931 roku w Warszawie  otworzyła wspólnie z Boyem Poradnię Świadomego Macierzyństwa. Była to klinika, w której udzielano bezpłatnych porad z zakresu macierzyństwa. Bodźcem do założenia tej poradni  była tragedia, która wydarzyła się w domu, w której mieszkała Krzywicka. W wyniku nieudanych prób usunięcia ciąży przez niedoświadczone akuszerki zmarły jej trzy sąsiadki – służąca, dozorczyni i żona urzędnika. W trakcie otwarcia zgromadzili się w poradni zarówno publicyści, jak i lekarze, m.in. Paweł Hulka Laskowski, Wanda Melcer, Maria Morska, dr Herman Rubinraut, dr Justyna Budzińska-Tylicka, Helena Bołoz Antoniewiczowa.

Samo otwarcie poradni było szansą dla kobiet niezamożnych i możliwością pomocy dla nich, jednak w wyniku nagonki z innych środowisk, kazań księży, zajadłości prasy, kobiety omijały klinikę z czystej obawy, nie chcąc być posądzone o rozwiązłość i złą reputację. Wszystko to sprawiło, że poradnia zakończyła swą działalność, ale pomysł nigdy nie zgasł i odrodził się w przyszłych pokoleniach.

Namówiła Tadeusza Boya Żeleńskiego, aby na łamach Wiadomości Literackich stworzyć dodatek pt. „Życie Świadome”, który propagowałby świadome macierzyństwo, regulację urodzeń, kalendarzyka ochrony kobiecej, sposobów zapobiegania ciąży, edukacji seksualnej. Była to swego rodzaju też reforma obyczajowa. O potrzebach kobiet się wtedy nie mówiło. To świadome wyzwanie i pisanie o tych problemach na łamach tak poczytnych Wiadomości Literackich znalazło swoich zwolenników, jak i przeciwników. Pruderyjne społeczeństwo oburzało się na tak swobodne mówienie o tematach będących tabu, nawet wśród wykształconej elity polskiej. Krzywicką krytykowała m.in. Maria Dąbrowska, a także Czesław Lechicki, który w swoim „Przewodniku Beletrystycznym” krytykował Krzywicką, którą nazywał :”Drugą po Boyu czołową propagatorkę tzw. reformacji (deformacji) obyczajów” Zdaniem Lechickiego  Irena oddała się posłannictwu idei spółkowania bez ograniczeń w imię jedynej religii jaką wyznaje. Kultu fallusa”.

Krzywicka jednak była konsekwentna i walczyła na łamach prasy z krytykami, zarzucając im pruderię i ograniczanie kobiet. Stała na straży praw kobiet, dostępu do antykoncepcji, aborcji.

Sensację wywołały sprawozdania sądowe Krzywickiej ze słynnego procesu Rity Gorgonowej, oskarżonej o zabójstwo swej pasierbicy Lusi Zaremby, córki lwowskiego architekta Henryka Zaremby, któremu prowadziła dom. Występowała w obronie domniemanej zabójczyni, co wymagało ogromnej odwagi i umiejętności obrony pod naciskiem opinii publicznej. Wyrok był przesądzony, choć zabrakło dowodów. Świadczy to o mentalności społeczeństwa, które krzyczało jednym głosem.

Krzywicka napisała też książkę o dojrzewaniu pt.: „Pierwsza krew”. Książka ta to odpowiedź na traktowanie z powagą przemilczanych problemów dojrzewania. Pisała również o potrzebach seksualnych więźniów. Głośno mówiła o tym, że: „Ciało żyje i domaga się swoich praw”. Wywołało to powszechne oburzenie.

Pozwoliła sobie na sformułowanie pojęcia homoseksualizmu, do którego nikt nie ma prawa się wtrącać, jeśli jest wynikiem naturalnej skłonności”.

Nadszedł dzień 1 września 1939 roku, który wielu ludziom przekreślił całe życie. Woja zniweczyła wszystko, zabrała ukochane osoby. Tak też było w domu Ireny. Straciła swojego męża, który został powołany na front jako porucznik rezerwy. Został zamordowany w Katyniu. Tadeusz Boy Żeleński zginął rozstrzelany przez niemieckich żołnierzy na początku lipca 1941 roku we Lwowie na stoku Kadeckiej Góry, gdzie kierował katedrą historii literatury francuskiej.

Irena Krzywicka ze względu na swe żydowskie pochodzenie używała fałszywego nazwiska Piotrowska. Mimo pochodzenia zawsze kierowała się braterstwem i odwagą, i wstąpiła w szeregi Armii Krajowej. Mimo używania polskiego nazwiska otrzymała nakaz zamieszkania w getcie. Spakowała walizki i wraz z dziećmi znalazła schronienie wśród przyjaciół,  m.in. u Jarosława Iwaszkiewicza i Zofii Żeleńskiej – żony Boya.

Pod koniec wojny w wyniku powikłań po przeziębieniu zmarł jej ukochany syn Piotr w wieku 15 lat.

Drugi syn Andrzej w jednym z wywiadów wspominał, jaka to była rozpacz dla jego matki: „Matka była w Piotrusiu zakochana miłością pełną egzaltacji i uwielbienia. Mam wrażenie, że spełniał wszystkie jej ambicje. Uroczy, zdolny, jasny, a do tego taki aryjski – blondyn, o niebieskich oczach, podobny do dziadka Krzywickiego. A ja miałem zawsze wystraszone, piwne oczy i trochę semicką urodę, co dla matki było pewnym zawodem”.

Taka wypowiedź syna daje do myślenia, jednak biorąc pod uwagę jej troskę podczas jego choroby uważam, że nie do końca była słuszna. Andrzej w wieku 15 lat zachorował na polio. Choroba ta była wtedy plagą wśród dzieci po wojnie. Krzywicka okazała mu wtedy całą swą matczyną troskę. Zatrudniła się nawet jako salowa w szpitalu, w którym przebywał. Andrzej wyzdrowiał, lecz choroba pozostawiła po sobie niepełnosprawność. Musiał poruszać się do końca życia o kulach.

Irena zapewniła mu stałą opiekę i dała dużo miłości. Stworzyła w domu salon, do którego co czwartek przybywali przedwojenni inteligenci (niczym czwartkowe obiady u króla Stasia). Bywali tu: Jarosław Iwaszkiewicz, Wanda Telakowska, Antoni Słonimski.

Po wojnie pracowała jako attaché kulturalny w ambasadzie polskiej w Paryżu. W 1946 roku wróciła do Warszawy i zarabiała pisząc recenzje, artykuły na temat wychowywania dzieci, wydając książki. Była też radną Warszawy. Był to trudny czas dla niej. Wyznawała zasady socjalizmu, ale jak wyraził się jej syn był to socjalizm zaprawiony modernizmem, ceniącym indywidualizm.

Warszawę jednak opuściła wraz z synem i przeprowadziła się do Berna. Jednak po pewnym czasie ponowie wróciła do stolicy, gdzie zajęła się tym, co kochała, a mianowicie obyczajowością, relacjami damsko-męskimi, prawami kobiet i świadomym macierzyństwem.  Jednak nie trafiła na podatny grunt. Nadal uważano ją za wywrotowca.

W latach 60-tych Andrzej otrzymał stypendium Fundacji Forda w Europejskiej Organizacji  Badań Jądrowych CERN. Wobec tak gorzkiego przyjęcia i braku akceptacji tego, o co tak zawzięcie walczyła przez całe życie, postanowiła wyjechać z synem do Francji, gdzie osiadła na stałe.

Dożyła sędziwego wieku 95 lat. Wydała jeszcze swoje wspomnienia pt. „Wyznania gorszycielki”.

Zmarła w swoim domu w miejscowości Bures-sur-Yvette.

Odwaga Ireny Krzywickiej zadziwia do dziś. Śmiałość w relacjach damsko-męskich, mówienie prawdy o kobiecie, jej potrzebach seksualnych, o potrzebach fizjologicznych  było jak  zrzucenie gniazda os. Musiała mieć nie lada odporność, aby stawić czoła obelgom gawiedzi, która zdając sobie przecież sprawę z prawdy i potrzeby mówienia na te tematy była skłonna niczym średniowieczna inkwizycja skazać Krzywicką na łamanie kołem. Jednak nie te czasy, lecz słowne potyczki i ogólny marazm społeczny w tych tematach był atakiem na jej osobę. Podziwiam ją za umiejętność mówienia prawdy, za obronę praw kobiety i za to, że została sobą do końca swego długiego życia.