Małgorzata Margarita – dwa imiona, jedna pasja
Anna Krauss: Od kiedy Pani tańczy flamenco?
Małgorzata Matuszewska: Tańcem flamenco zaczęłam się zajmować w 1990 roku. Była to pierwsza forma tańca hiszpańskiego, która mnie zainteresowała. Może to nawet złe określenie, to była i jest nadal pasja – mam na myśli sztukę tańca i muzyki hiszpańskiej. Byłam jedną z pionierek tańca flamenco w Polsce. Pierwsze lekcje odbyłam w Sztokholmie. Wydałam na nie niemal wszystkie pieniądze, jakie miałam ze sobą, tak że brakowało mi potem na kupno jedzenia. Długo by opowiadać… Stopniowo moje zainteresowanie rozszerzyło się na inne techniki tańca hiszpańskiego, w szczególności clasico español, w którym bardzo istotnym elementem jest taniec z kastanietami.
Kastaniety wciąż bywają postrzegane głównie jako rekwizyt taneczny. Jak definiuje Pani ich rolę?
Kastaniety nie są rekwizytem, są instrumentem, a to ogromna różnica. Każdy, kto próbował nauczyć się gry na kastanietach, może to potwierdzić. W tańcu kastaniety pełnią rolę akompaniującą, dokładnie rzecz ujmując nie są na pierwszym planie, akompaniują warstwie muzycznej i tanecznej choreografii, dopełniając je. W koncertach z udziałem concercistas de castañuelas – kastaniecistów – instrument ten pełni rolę solową, na takich samych zasadach jak w wypadku innych instrumentów solowych. Podobnie rzecz ma się z chórami kastanietów – jedynie z tą różnicą, że chóry głosowe mogą interpretować utwory bez udziału innych instrumentów, zaś chóry kastanietów nie.
Kiedy nauczyła się Pani grać na kastanietach?
Pierwszy kontakt z kastanietami miałam wiele lat temu, jako tancerka flamenco. Jednak kastaniety we flamenco nie są tak częstym elementem tańca jak to się powszechnie uważa. Na początku historii sztuki flamenco, taniec w tym stylu odróżniał się od innych form tańca hiszpańskiego między innymi tym, że był wykonywany bez kastanietów. Dopiero w drugim kwartale XX w. kastaniety zaczęły stopniowo zyskiwać coraz większą popularność we flamenco. Zatem gra na wyższym stopniu zaawansowania, w mojej praktyce, pojawiła się wraz z tańcem clasico español. Jednak prawdziwy rozwój nastąpił dopiero na drodze stawania się concercista de castañuelas. To zupełnie inne podejście do gry na kastanietach, rozbudowana technika, specjalistyczne partytury i nowy repertuar, również klasyczny. Tak jak wspominałam, concercistas de castañuelas to solista, występuje w roli muzyka nie tancerza, chociaż nie wyklucza to wykorzystywania elementów tanecznych dopełniających grę. Czyli stosunek kastaniety – taniec jest tu odwrotny.
Co Panią do tego skłoniło?
Pasja charakteryzuje się tym, że nigdy nie jest zaspokojona. To jak z miłością, pragnie się stale więcej. Poznaje się coraz więcej i stale okazuje się, że to dopiero początek – początek nowych odcieni, technik, coraz to nowego oblicza tego, co się kocha. Tak trafiłam na hiszpańskich solistów gry na kastanietach. To mnie absolutnie zachwyciło, porwało. W tym momencie przyszła pandemia. Cały kalendarz roku – koncerty, współpraca – zostały odwołane. Sale tańca, szkoły i teatry były zamknięte. Czas pandemii poświęciłam nauce koncertowej gry na kastanietach oraz porządkowaniu i spisywaniu mojej wiedzy o sztuce tańca hiszpańskiego. Miałam bowiem szczęście w nieszczęściu – na 2020 rok otrzymałam stypendium twórcze od Ministra Kultury na pracę nad „Polskim Przewodnikiem po sztuce Tańca Hiszpańskiego”. To pozwoliło mi przetrwać ten trudny czas i rozwinąć się, jako kastaniecistka.
Ma Pani imponujące wykształcenie! Jest Pani dyplomowaną tancerką, wielokrotną stypendystką, ma Pani własny teatr i fundację. Jak Pani łączy te wszystkie aktywności? Uczy Pani innych?
Dziękuję, rzeczywiście przez z górą trzydzieści lat nazbierało się tego trochę. Miałam dużo determinacji i sporo szczęścia. Łączenie wielu różnych aktywności w moim wypadku jest możliwe dzięki temu, że zawsze mają wspólny mianownik – sztuka, taniec, muzyka. Co pewien czas muszę z czegoś rezygnować, dokonywać wyboru. W tych wyborach nie ma miejsca na sentymenty. Odpowiadam sobie na pytanie „ Czego tak naprawdę pragniesz?” I to mi ułatwia pójście dalej. Przez dziesięć lat prowadziłam jednocześnie własną, dużą szkołę tańca w Warszawie, sklep z rzeczami do tańca flamenco, autorski Teatr Tańca NTF, założyłam Fundację Tradycji i Transformacji Sztuki. W 2013 zamknęłam szkołę i sklep, skoncentrowałam się na moim Teatrze, w którym realizowałam się również jako choreograf, kontynuowałam działalność Fundacji, ponadto pojawiła się nowa dziedzina – historia tańca hiszpańskiego, którą zaczęłam zgłębiać. Pandemia zatrzymała działalność Teatru, do którego nie udało się już powrócić, ale pojawiły się kastaniety, autorskie projekty kulturalne i edukacyjne oraz to, na co czekałam od dawna – współpraca z pianistą. Jednocześnie, poczynając od 1990 roku do teraz, nigdy nie przestałam się dokształcać w dziedzinach związanych z moją pasją i zawodem.
Flamenco to nie tylko styl muzyczny, lecz także język emocji i ciała. Jaką jego esencję stara się Pani przekazać publiczności?
Sądzę, że każda sztuka wyraża znacznie więcej niż samą technikę, oczywiście zależy to też od artysty, w jakim stopniu przywiązuje wagę do takiego przekazu. Jestem osobą bardzo emocjonalną, zatem bez względu na dziedzinę w jakiej się wypowiadam, emocje czy też wrażliwość są dla mnie ważne. Niewątpliwie flamenco jest pod tym względem specyficzne, ponieważ jest sztuką „personal” tzn. „indywidualną”. Jest znacznie większy margines na indywidualne podejście do ruchu, kompozycji etc. Chociaż panują tu również bardzo konkretne zasady, w szczególności związane z interpretacją muzyczną. Dzięki formule „personal” nie ma znaczenia np. czy ktoś jest szczupły czy okrągły, młody czy stary – powinien być spójny z tym, jakim jest i co chce przekazać. Jak ja to robię? Staram się nie zamykać, nie blokować, zachowywać świeżość w interpretacji – nie odtwarzać przygotowanego materiału, lecz przeżywać go za każdym razem tu i teraz.
Moda Flamenco czy Flamenca
Co ma wspólnego flamenco z haute couture?
Istnieją dwa podobnie brzmiące terminy dotyczące strojów: Flamenco i Flamenca. Oba związane są z tradycją hiszpańską, jednak dotyczą różnych obszarów. Pierwszy oznacza kostiumy sceniczne do tańca flamenco. Drugim określa się odświętne stroje zakładane w szczególności podczas Feria de Abril (rodzaj festiwalu trwający przez cały tydzień, corocznie organizowany po świętach Wielkanocnych w Sewilli). Dla osób niewtajemniczonych może być trudno rozróżnić od siebie te dwa typy strojów. W dużym skrócie można tak podsumować: stroje Flamenco dostosowane są do konkretnych potrzeb tego tańca, stroje Flamenca mają olśnić i nie nadają się do tańca. Pomimo że jedne i drugie są zazwyczaj szyte na miarę, to właśnie moda Flamenca zrodziła słynnych projektantów i urosła do rangi haute couture. Posiada własne pokazy mody i magazyny prezentujące najnowsze trendy w nadchodzącym roku.
Flamenco od zawsze łączyło się z modą i rzemiosłem. Jaką rolę w Pani artystycznym wizerunku odgrywa hiszpańskie haute couture i kostium sceniczny?
Nie tylko flamenco, również inne techniki tańca hiszpańskiego – Danza Española – miały i mają ten potencjał. Jednak aktualnie to flamenco, w którym zmiksowała się niemal cała wielokulturowa spuścizna Hiszpanii, ma największy wpływ na modę. Należy również pamiętać, że wpływy oddziaływały w obie strony. Wiele elementów stroju flamenco, takich jak np. wachlarz, chusta czy suknia z ogonem (trenem), zostały zaczerpnięte od elegantek, które z kolei wprowadzały nowinki ze świata (wachlarz i chusta z Chin i Filipin, suknia z ogonem z Francji).
Moda Flamenca od dawna mnie zachwycała, ale nie było okazji, żeby w nią inwestować. Przez wiele lat koncentrowałam się na tańcu i w mojej szafie dominowały stroje Flamenco. Teraz w moim wizerunku scenicznym potrzebowałam dokonać zmiany. Zostawiłam kilka kostiumów flamenco, butów, biżuterii … nadal mam z górą 30 wachlarzy. W aktualnym repertuarze niejednokrotnie wplatam elementy taneczne, jednak to co dominuje, to solowa gra na kastanietach, która wymaga innej oprawy. Właśnie tutaj pojawiła się doskonała możliwość sięgnięcia po stroje typu Flamenca. Są w śród nich, podobnie jak w całym haute couture, zarówno propozycje eleganckie, jak i absolutnie szalone. Dla siebie wybrałam elegancję z domieszką szaleństwa.
Gdzie szuka Pani inspiracji do strojów scenicznych?
Pierwszą inspiracją jest muzyka tzn. repertuar, nad którym pracuję. To utwory oraz moja kreacja muzyczna podpowiadają mi w jakim kostiumie powinnam je wykonać. Potem zaczynam szukać już konkretnie. Przede wszystkim na stronach i portalach andaluzyjskich diseñadores – projektantów mody. Tak odkryłam Jorge Sánchez’a i José Perea – w strojach ich autorstwa jestem na dołączonych do rozmowy zdjęciach. Obaj młodzi, mają już znaczną renomę, rozpoznawalność i indywidualny styl. José jest zdobywcą wielu prestiżowych nagród. Jego suknia szczególnie mnie oczarowała – jest dla mnie połączeniem stylu flamenco z klasyką i jazzem. A to z kolei świetnie wpisuje się w mój nowy repertuar.
Często bywa Pani w Hiszpanii?
To zależy od wielu rzeczy. Podróże do Hiszpanii zawsze związane są z moimi zainteresowaniami, również wykorzystuję je na zakupy w specjalistycznych sklepach. Najczęściej jeździłam do Andaluzji, ale ten rok upłynął pod znakiem Madrytu i kastanietów. W lutym wyjechałam na Międzynarodowy Konkurs Kastanietów – gdzie zostałam półfinalistką w kategorii concercista de castañuelas. Kolejne wyjazdy to koncerty Madryckiego Chóru Kastanietów Teresy Laiz, którego jestem członkinią i solistką. To był niesamowity rok, mam nadzieję, że kolejny będzie równie ekscytujący.
Flamenco i fortepian
Z Janem Oleszem tworzy Pani fascynujący duet: fortepian i hiszpańskie kastaniety – od dawna występujecie?
Nasza współpraca rozpoczęła się w styczniu 2023 r. od polskiego prawykonania utworu „Fantaisie sur des rythmes flamenco” współczesnego kompozytora szwajcarskiego Franka Martina. Miało ono miejsce w Krakowie, podczas koncertu dyplomowego Jana. Wystąpiłam na specjalne zaproszenie prof. dr hab. Andrzeja Pikula z Krakowskiej Akademii Muzycznej im. Krzysztofa Pendereckiego, w którego klasie fortepianu studiował Jan. Utwór jest wyjątkowy nie tylko za względu na swoje wartości muzyczne – uznawany jest za jeden z najciekawszych hołdów muzyki klasycznej dla sztuki flamenco. Kompozytor zaznaczył, że utwór powinien być wykonywany z udziałem tancerki flamenco. Muszę zaznaczyć, że choreografia do tego dzieła nie jest ustalona. Zatem jestem również pierwszą w Polsce autorką choreografii do „Fantaisie…”. Warto dodać, że nasze wykonanie było jednym z nielicznych na świecie zrealizowanych z tańcem flamenco, zgodnie z życzeniem kompozytora.
Dyplom Jana został wysoko oceniony, prawykonanie przyjęte gromkimi brawami. Gratulacje przekazała również córka kompozytora, tancerka i choreograf Teresa Martin, która była pierwszą interpretatorką „Fantaisie..”. Praca nad tym dziełem była wyjątkowym doświadczeniem. Intensywny czas prób zaowocował artystyczną więzią, wyrastającą z pełnego zrozumienia i wspólnej muzycznej wrażliwości, na którą zwrócił uwagę Tomasz Pasternak w artykule pt. „Fortepian, kastaniety i czarodziejka flamenco…” opublikowanym na łamach portalu ORFEO (Fundacja Bogusława Kaczyńskiego).
Jan Olesz i Małgorzata Matuszewska współpracują ze sobą od kilku lat, dowodząc w swoim wzajemnym zrozumieniu idei „Partnerstwa w muzyce”, o której tak często opowiada Jerzy Marchwiński, wybitny polski pianista i kameralista. [https://orfeo.com.pl/midnight-concert-klasyka-na-koszykach-po-raz-siodmy/]
Skąd pomysł?
Hiszpania kojarzona jest zazwyczaj z gitarą, jednak nie należy zapominać o znakomitej hiszpańskiej muzyce klasycznej. Ponadto pianino i fortepian były popularnym instrumentem salonowych koncertów XX w, również w Hiszpanii. Są rewelacyjni pianiści i kompozytorzy specjalizujący się w grze flamenco na fortepianie. Edukacja koncertowej gry na kastanietach realizowana jest w dużym stopniu do utworów na fortepian. Zatem pomysł nie jest odkrywczy ani dziwaczny, chociaż w Polsce rzadko spotykany. Jednak przede wszystkim, było to spełnienie moich marzeń – od dłuższego czasu szukałam pianisty do współpracy artystycznej. Jan jest wspaniałym muzykiem – znowu miałam szczęście!
„Libertango” Astora Piazzolli to utwór silnie zakorzeniony w tangu nuevo. Co skłoniło Panią do sięgnięcia po ten repertuar i jak kastaniety wpisują się w jego emocjonalną narrację?
Z pomysłami bywa różnie. Bywa, że zainspiruje mnie biografia jakiegoś artysty, obejrzany film czy muzyka w radio… I trafiam na utwór, który mnie zachwyci. Zaczynam sama improwizować na kastanietach – wygląda na to, że mogę to ciekawie zinterpretować. Dzwonię do Jana „Wpadłam na taki utwór, możesz go przygotować? To powinno być super.” Jan na to: „Grałem to już kiedyś, muszą tylko odświeżyć” albo „Masz partyturę? Jak nie, to poszukam…” I tak się zaczyna. Oczywiście nie każdy pomysł się sprawdzi, ale wiele tak.
Nie pamiętam dokładnie jak było z „Libertango”. Wiem natomiast, że jak Jan gra na fortepianie „Libertango”, a przy tym jest dobra akustyka, to palce same grają na kastanietach! A że to utwór tango nuevo? Jest też flamenco nuevo. I masa innych mariaży muzycznych, tanecznych. Zresztą tanga argentyńskie są wykonywane również przez śpiewaków flamenco, a tango flamenco i tango argentyńskie mają wspólnych przodków i właściwie identyczny rytm.
Premiera „Libertanga” na scenie Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie była wydarzeniem symbolicznym. Co znaczy dla Pani obecność kastanietów w tak klasycznej, akademickiej przestrzeni?
Z kastanietami w „przestrzeniach klasycznych” występowałam już wielokrotnie zanim poznałam Jana. Z mistrzem gitary prof. Leszkiem Potasińskim miałam zaszczyt koncertować m.in. w Studio Koncertowym Polskiego Radia im. W. Lutosławskiego i w kościele Farny w Kazimierzu nad Wisłą. Ze słynną klawesynistką prof. Elżbietą Stefańską wystąpiłam m.in na 50. Festiwalu Pianistyki w Słupsku oraz w wielu Akademiach Muzycznych, również na scenie Uniwersytetu Muzycznego w Warszawie. Jednak wtedy występowałam w tańcach i kastaniety pełniły jedynie rolę akompaniującą. Natomiast z Janem Oleszem jesteśmy duetem, gdzie kastaniety są tak samo ważne jak fortepian. Co znaczy dla mnie taka obecność? Wiele! Dla części akademików kastaniety nie są instrumentem mogącym pełnić rolę solową czy też być częścią duetu. Jedynie koncertując mogę ich o tym przekonać. Oczywiście, nie wszyscy będą zachwyceni. Ale gorący aplauz po naszym występie, nie tylko na scenie Uniwersytetu, pozwala mi być dobrej myśli.
Zapraszam do odwiedzenia mojej strony internetowej danza.pl, na której można zapoznać się szerzej z moją sylwetką i twórczością.
Margarita — Magia hiszpańskich kastanietów
Zapraszamy na KAMERALNY KONCERT w gotyckiej sali Pałacu Szustra — wyjątkowe połączenie fortepianu i hiszpańskich kastanietów w utworach wybitnych kompozytorów.
Wystąpi Margarita, polska solistka gry na kastanietach, półfinalistka III Międzynarodowego Konkursu Kastanietów w Madrycie, wraz z pianistą Janem Oleszem, laureatem licznych konkursów pianistycznych w kraju i za granicą.
Dwuczęściowy recital potrwa ok. 60 minut i nawiąże do tradycji XIX-wiecznych salonów muzycznych. W przerwie zapraszamy na lampkę hiszpańskiego wina.
Prośba o przybycie 15 minut wcześniej — miejsca są nienumerowane, liczba miejsc ograniczona.
Organizatorem wydarzenia jest Fundacja Tradycji i Transformacji Sztuki, a patronat objął portal Damosfera.
Patronat „Damosfery” czyni ten wieczór jeszcze bardziej wyjątkowym. Będę szczęśliwa wiedząc, że na widowni zasiądą, wyjątkowe kobiety „Damosfery”.
Koncert odbędzie się 11 stycznia o godz.18.00 na sali gotyckiej Pałacu Szustra – siedzibie Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego.
Sprzedaż biletów prowadzona jest wyłącznie online za pośrednictwem portalu KupBilecik link https://kbq.pl/188528











