Krystyna Herling-Grudzińska – nieuchwytny cień życia Gustawa

Krystyna Herling-Grudzińska – nieuchwytny cień życia Gustawa
Zielone oczy, unplash

Piękna, o dużych, zielonych oczach, delikatnych rysach twarzy, fascynująca muza, baśniowy jednorożec, jak mówią o niej niektórzy, romantyczna, legendarna Cyganka z wierszy Broniewskiego. Bogata osobowość, być może za bardzo złożona jak na ten świat. Była jak mgiełka, która przez chwilę zostaje na łące, a potem znika, ulatnia się. Jej imię to Krystyna…

Malarstwo stanowi wypowiedź człowieka, jako wytwór jego myśli i efekt pracy jego ręki. Stanowi ślad jego istnienia. Można powiedzieć za Hipokratesem z Kos: Ars longa, vita brevis (Sztuka długa, życie krótkie; interpretując: Życie jest zbyt krótkie, by w pełni zgłębić sztukę) oraz za Horacym: Non omnis moriar (Nie wszystko umiera). Są obrazy wielowymiarowe, które niczym  „Krzyk” Edwarda Muncha świadczą o  bólu egzystencjalnym. Są wyrazem  emocji, stanem  psychiki ludzkiej. Balansują między dobrymi, a złymi nastrojami. Taka też jest sztuka Krystyny Stojanowskiej, pierwszej żony Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Obrazy stworzone przez Grudzińską są symbolem jej trwania, trwania w pamięci potomnych. Jest to niewidzialna nić przedłużająca życie tak nieszczęśliwie zakończone.

Mała Krysia przyszła na świat w 1915 roku. Dokładna data nie jest znana, gdyż tam, gdzie się urodziła, na terenie Ukrainy, obecne są tradycje prawosławne, a tym samym inaczej oblicza się czas  (święta katolickie od ortodoksyjnych oddziela kilkanaście dni). Może właśnie to miało wpływ na rozbieżności co do daty urodzin dziewczynki w różnych dokumentach. W każdym razie był to lipiec, albo sierpień. Ta niejasność będzie otaczać jej osobę jak cień. Cieniem nazwie jej nieobecność Gustaw-mąż artystki, który mówił o niej: ”Jej cień nie znika, jej cień trwa”.

Postać Krystyny to tajemnica. Właściwie niedużo o niej wiemy. I tak jak nie znamy dokładnej daty jej narodzin, tak też nie znamy jej osobowości. Jednak obrazy przez nią stworzone są kluczem do jej poznania, ukazują ją i tym samym ocalają dla potomnych jej wygląd, a niekiedy też ujawniają jej nastawienie do świata i napięcia emocjonalne jej towarzyszące. Obrazy mówią dużo o jej świecie zewnętrznym i wewnętrznym. Są jak lustro jej wewnętrznej wrażliwości i mówią o niej więcej niż słowa. Krystyna w swoim malarstwie eksponuje codzienność, pomija traumatyczne doświadczenia II wojny światowej i emigracji, jakby chciała uciec od  strasznych wspomnień i zaszyć się w swoim własnym świecie.

Mówi się, że była przede wszystkim  artystką, ale też muzą pisarzy. Piękną kobietą, rozbudzającą namiętność. Niektórzy twierdzą, że była rozkapryszoną kokietką, femme fatale. Inni nazywali ją  człowiekiem udręczonym, cierpiącym na depresję. Osobą kochającą życie do upojenia i jednocześnie bardzo nieszczęśliwą.

Gustaw Herling-Grudziński, jej mąż, przyrównywał ją do postaci z dzieł Leśmiana. Widział w niej poetyckość, liryczność i tajemniczość. Określał ją mianem „topielicy zieleni”. Swą osobowością intrygowała nie tylko męża. Zakochany w niej Władysław Broniewski widział w niej Cygankę. Poświęcił nawet jej piękny wiersz pt.: „Cyganka”.

„ Nie wiedziałem, że jesteś Cyganką, no bo skąd?- szare ubranko, włosy blond.

Ale Ty wróżysz z ręki, że będzie źle, że pójdę na męki, pijane dziecko we mgle.

Okazało się, że w ręku cekiny i brudna talia kart, że wcale nie jestem winny, tylko niewiele wart.

I odeszłaś z zielonymi oczami, paląc papierosy…. Będę myślał czasami, jak kręcisz włosy.

Krystyna potrafiła magnetyzować. Porywała serca mężczyzn, nawet dużo młodszych od siebie. Robiła to raczej nieumyślnie. Musiała mieć w sobie to coś, co porywało płeć przeciwną. Bogate i niedostępne wnętrze. Ona sama w „Kobiecie z kotem”, jednym z jej obrazów, przedstawiła również taką zalotną, kokieteryjną wizję kobiecości.

Krystyna pod postacią niemal dziecinną, ubraną w szare ubranko, jak wspominał Broniewski, miała w sobie urok. Dla Herlinga był to zmysłowy sposób poruszania się oraz tajemnica zamknięta w zielonym spojrzeniu jej oczu. Może właśnie w tym spojrzeniu chował się smutek, jakaś melancholia.  Unieszczęśliwiła Herlinga swoją przedwczesną  śmiercią, Broniewskiego – brakiem odzewu na jego gorące uczucia. Fascynowała i inspirowała.  Była jedną z wielkich muz polskiej literatury  dwudziestego wieku. Może jej talent artystyczny wzbudzał kontrowersje, ale ważniejsze jest to, że potrafiła oddziaływać na cudzą twórczość. Czego wyrazem jest wiersz Broniewskiego pt.: "Czarnoksięstwo”.

Spragniony magicznych pokus,

Liryczny czarnoksiężnik,

Wołałem „Hokus-pokus”

Do Ciebie głosem potężnym.

Przyszłaś wiosenną burzą

I tęczy Cię pas otoczył,

A tego  było za dużo

Dla moich oczu.

I zamieniałaś się w kwiaty,

W ptaki, obłoki, drzewa,

I mnie i całemu światu

Kazałaś śpiewać.

Mnie nie zabrakło odwagi

Wejść w twój zaświat czarowny, lecz zapomniałem swej magii,

Zaczarowany czarownik.

Zielonymi iskrami w oku,

Włosów złotem zawiłem

Odebrałaś mi sen i spokój,

Nadzieję szczęścia i siłę

Na jednym palcu, jak włosy,

Umiałaś mój smutek kręcić….

Nie chcę czy brak mi głosu,

By wyszeptać zaklęcie?

Niewątpliwie Krystyna była jego muzą, czarowała go, a on się temu poddawał.

Twórczość malarki wskazuje na kobietę żyjącą we współczesnym świecie. Krystyna bawi się kolorami, a także sposobem nakładania farby jako wyraz jej emocjonalnego związania z kobietą będącą na obrazie. Jej postaci mają nienaturalne kolory, albo są blade, posiniałe, miejscami żółte, albo poszarzałe, albo zaczerwienione. Obrazy Krystyny zawierają określone treści antropologiczne. Mówią o człowieku, prezentując jego – szukające wypoczynku ciało („Plaża”, „Piknik”, „On the Beach”) i rozkoszy („Kobieta z kotem”) – ciało, które za sprawą życia wewnętrznego postaci zostaje wystawione na pewien rodzaj udręki („Pisarz II”) lub rozpaczy („Akt z kotem”). Obrazy są źródłem zrozumienia tragicznego końca życia artystki. Samobójstwo  Krystyny można wiązać z rozczarowaniem nad własnym życiem.

Jej odejście było ciosem dla Gustawa. Tęsknił za nią, pojawiała się w jego snach. („ Śniła mi się Krystyna. Nie widziałem jej twarzy, ale wiem, że to była ona; raz miała twarz Luchny”). Luchna to ukochana siostra pisarza, z którą Gustaw był mocno związany i która odwiedzała go w Neapolu.  Snom  o Krystynie towarzyszy niepokój. Sen z 17 stycznia 1958 roku przyniósł strach przed rozstaniem. Tak go opisywał Grudziński: „Szalenie jasna i blada Krystyna z długimi i rozpuszczonymi włosami, jakie nosiła w Warszawie, kiedy jej nie znałem. Mówiła o rozwodzie. Na pytanie, dlaczego, odpowiedziała, że lepiej nie wymieniać powodów. Na moje błagania zawahała się, powiedziała, że się jeszcze namyśli”. Uczucie do zmarłej żony nie wygasło jeszcze długo po jej śmierci. „Moja pierwsza żona Krystyna była malarką, bardzo się kochaliśmy, ja oglądałem to, co ona namalowała, a ona czytała to, co ja napisałem – a to w życiu pisarza jest niesłychanie ważne. Krystyna była moją pierwszą czytelniczką, tak jak ja byłem pierwszym widzem, który oglądał jej obrazy”. Wspominał Grudziński.

Szczególnie utkwił mu we wspomnieniach Rzym, gdzie jako młode małżeństwo mieszkali po ślubie. Tak Herling wspominał: „Rzym stał się wtedy moją wielką miłością. Słusznie ktoś kiedyś napisał, że miejsca są dla nas wyrazem naszych uczuć. Dla mnie Rzym jest miastem, w którym byłem szczęśliwy z Krystyną i tego nigdy nie zapomnę”.

Krystyna Herling-Grudzińska odeszła przedwcześnie i samowolnie jesienią, w nocy z 3 na 4 listopada 1952 roku. Odeszła, pogrążając się w wiecznym śnie, zabierając ze sobą bolesne piękno świata. Nagle i tajemniczo krocząc w nieznane, może piękniejsze pejzaże zaświatów. Była jak czarodziejka, która czarowała wielu mężczyzn, ale największy urok rzuciła na wspaniałego poetę, Gustawa. Sama też została zaczarowana przez śmierć lub – jak to określił Herling – „stan zakochania w nicości”.