Kobiety
Czy jednak wszyscy sobie z tym poradziliśmy? Czy wszystko udało nam się osiągnąć i zdobyć? Czy są jeszcze pola, na których jest wiele do zrobienia? Według mnie tak, tylko chyba cały czas nie umiemy, ale co ważniejsze i gorsze, my kobiety nie wspieramy się.
Mężczyźni potrafią odłożyć na bok różne niesnaski i pracować dalej razem tworząc wspólny front. Między nami kobietami dużo jest ciągle niezrozumiałej zawiści, a co za tym idzie nie tylko nie współpracujemy, ale również jesteśmy dla siebie podłe. Nie wiem po co i dlaczego, ale tak jest. Wiele mówimy o solidarności jajników, ale jak przychodzi co do czego, to podkładamy sobie świnie, eliminujemy z jakiegoś kręgu towarzyskiego lub zawodowego, bo uważamy, że ta druga jest dla nas zagrożeniem.
Nie wierzymy w siebie. Mężczyźni nawet, gdy są od nas słabsi merytorycznie uważają, że są świetni, my ciągle uważamy, że musimy się poprawić, zmienić, że nie jesteśmy wystarczająco dobre.
W pracy na równorzędnych stanowiskach w większości przypadków zarabiamy mniej, mimo że nasze umiejętności, doświadczenie i zaangażowanie jest częstokroć większe.
Życie prywatne
Przekłada się to niestety również na nasze życie prywatne. Chcemy być perfekcyjne wszędzie – w pracy, w domu, z przyjaciółmi, ale nie zawsze nam to wychodzi. Gorzej, że wielu facetów nie nadąża za zmianami, które zachodzą. Zmieniają się rozkłady sił – kobiety coraz więcej znaczą – w polityce, czy w biznesie.
Jednak prywatnie niejednokrotnie leżymy. Dlaczego tak się dzieje? Pewnie powodów są tysiące, ja mogę napisać o kilku z nich. Są to wg mnie: wyższe stanowisko lub większe zarobki kobiet. Mężczyźni najzwyczajniej w świecie nie dźwigają tego. Nie umieją być z kobietą, która w jakiś sposób pokazała siłę lub jej się udało (szczęście też jest ważne) i zarabia od nich lepiej bądź też zajmuje wyższe stanowisko od nich. Oczywiście nie mówimy tu o facetach, którzy z bycia utrzymankiem uczynili sposób na życie, swego rodzaju to dla nich praca, biznes.
Mówimy o facetach, którzy pracują, którzy coś osiągnęli, ale ciągle oglądają się na tych, co mają więcej, a już w zderzeniu z kobietą, ich potencjalną partnerką, panikują, zaczynają twierdzić, że nie mogą być z kobietą, bowiem na to by to mogło się stać muszą jej dorównać przede wszystkim w sferze finansowej.
Wymówka
Czy to zwykłą wymówka? Czy jednak wychodzą z nich różne atawistyczne instynkty, gdzieś głęboko skrywane emocje, że to oni są tymi przysłowiowymi myśliwymi, że to oni muszą więcej kasy do tego domu przynieść, czyli tę zwierzynę z polowania?
Jakie Wy macie doświadczenia? Co w ogóle o tym sądziecie? Czy obie strony sobie z tym radzą? Czy umiemy korzystać z dobrodziejstw, jakie same sobie wywalczyłyśmy nie poniżając przy tym niejednokrotnie płci tzw. brzydszej?
Jestem ciekawa Waszego zdania.
autor: Kasia Krauss



