Więcej...

    Polski folklor w skali 1:6 – rozmowa z twórczyniami Dolls Dress

    Dwie wyjątkowe kobiety – mama i córka tworzące markę Dolls Dress – zachwycają internautów, kolekcjonerów lalek oraz miłośników historii. Wykonują miniaturowe stroje w skali 1:6, które nie są zwykłymi dodatkami do Barbie, a małymi dziełami sztuki. Łowickie pasy, warmińskie hafty czy suknie z epoki Księstwa Warszawskiego, zaprezentowane na lalce, wyglądają wręcz zjawiskowo. Idea połączenia ikony popkultury z polskim folklorem, inspiruje, zachwyca i przywołuje wspomnienia. O artystycznych wyzwaniach, technice oraz pasji opowiadają (mama) Barbara Chrzanowska i (córka) Angelika Chrzanowska-Paruch.

    Magda Kosińska-Król: Jak narodził się pomysł Dolls Dress i pierwsza sukienka w skali 1:6?

    Barbara Chrzanowska: Pomysł na Dolls Dress narodził się zupełnie spontanicznie. Wszystko zaczęło się od momentu, gdy zaprojektowane i wykonane przeze mnie miniaturowe sukienki wzbudziły żywe zainteresowanie wśród rodziny i znajomych. Początkowo tworzyłam je jako prezenty, nie zastanawiając się nad żadną komercyjną ścieżką. Oceniam, że nasza pracownia to w pewnym sensie połączenie pasji
    i sentymentu do tworzenia. Od zawsze lubiłam rękodzieło. Z wykształcenia jestem krawcową, córka natomiast ma żyłkę handlowca i pasję do fotografii, ponadto doskonale odnajduje się w bezpośrednim kontakcie z klientem. Praca
    z tkaniną zawsze sprawiała mi ogromną przyjemność. Krawiectwo w miniaturze pozwoliło natomiast połączyć dokładność, cierpliwość i kreatywność. Na dziś jest to dla mnie forma artystycznego wyrazu i sposób na pokazanie różnych stylizacji w nietypowej, zminiaturyzowanej formie.

    Jaki był „moment kliknięcia”, po którym wiedziały Panie, że to będzie Wasz język artystyczny? 

    Moment kliknięcia… Hmm… Realizacja pierwszego customowego zamówienia z dość szczegółowymi wytycznymi co do kroju, koloru, proporcji, faktury, zapięcia i innych detali. Pierwsza suknia wykonana pod zamówienie była dla nas ogromnym wyzwaniem. Niczym długi, czarny tunel pełen pytań: czy podołamy? Własne projekty dają wolność tworzenia, margines błędu, którego istnienia tylko my jesteśmy świadome. Realizacja zamówień to niejako rezygnacja z własnej interpretacji tematu, z jego wizji, i przepięcie się na drogę podążania według czyichś wskazówek, co nigdy nie jest proste. Oczyma wyobraźni możemy widzieć coś zupełnie inaczej niż klient. Szczęśliwie, otrzymujemy też dużą dozę zaufania i jeśli coś nie jest uszczegółowione – mamy wolną rękę do tworzenia. Tutaj realizujemy się artystycznie.

    Co było trudniejsze na starcie: miniaturowe rzemiosło czy research folklorystyczny?

    Barbara Chrzanowska: Zdecydowanie najtrudniejszym elementem mojej pracy jest jej skala. Tworzenie miniatur  w skali 1:6 to wyzwanie. Bez względu na poziom doświadczenia w szyciu ubrań w naturalnych rozmiarach – miniaturowe krawiectwo to zupełnie inna rzeczywistość. Lalka ma właściwe sobie proporcje,  różne sylwetki – bardziej lub mniej korpulentne, wyższe, niższe, szersze w ramionach, węższe w talii i tak dalej. To wszystko wymaga zupełnie odmiennego podejścia do konstrukcji i kroju. Każdy projekt opracowuję samodzielnie, ręcznie ściągam wymiary i tworzę własne formy, nie pracuję na gotowych wykrojach.  Szczególnie trudne do wykonania są stroje ludowe. W ich naturalnym, ludzkim rozmiarze mamy do czynienia z kilkoma warstwami, elementami, które  na siebie nakładamy  – na przykład gorsety, zapaski, halki, chusty. Podejmując próbę ubrania lalki w ten sam sposób – warstwami – uzyskałabym nienaturalny, przerysowany efekt. Wielokrotnie skala nie pozwala mi na nałożenie kilku elementów na siebie, dlatego też każdy projekt wymaga kompromisu między wiernością tradycji a estetyką miniatury.

    Jak ustalacie Panie wzorce regionalne — z jakich źródeł korzystacie najczęściej?

    Angelika Chrzanowska-Paruch: Zdarza się, że przy zamówieniach indywidualnych sporą dawkę wiedzy otrzymuję bezpośrednio od klientów, którzy są bardzo dobrze zaznajomieni z tematem i często sami podsyłają pomocne materiały. W ramach standardowych projektów – tych na stałe goszczących w ofercie – inspirację czerpię przede wszystkim z tego, co jest mi bliskie. Mama od lat tańczy w ludowym zespole pieśni i tańca, więc na co dzień ma kontakt z autentycznymi strojami ludowymi z różnych regionów Polski. To właśnie od nich zaczęłyśmy przygodę z „Kolekcją Folk”, tworząc pierwszy strój w miniaturze.
    Oczywiście sięgam też po inne źródła – publikacje etnograficzne, albumy, pocztówki, a także zbiory muzealne. Zwracam uwagę na detale: hafty, zdobienia, faktury materiałów. Zastanawiam się, jak uchwycić je w naszych projektach i oceniam, na ile muszą być uproszczone.

    Bez wątpienia ma Pani oko do detali. A gdzie stawia Pani granicę między wiernością wzorcowi a twórczą interpretacją w skali lalki?

    Barbara Chrzanowska: Wartym podkreślenia jest fakt, że moje miniaturowe projekty nie są wiernymi replikami tradycyjnych strojów ludowych. Pracując w tym rozmiarze, wielu elementów po prostu nie da się odtworzyć z pełną dokładnością – zwłaszcza haftów, konkretnych zdobień czy niektórych wzorów tkanin. Każdy projekt traktuję jako inspirację danym regionem, a nie jak jego kopię. Mimo wszystko staram się zachować to, co najważniejsze – ducha oraz charakter stroju, jego kolory, proporcje i w miarę możliwości także detale, które znacząco wpływają na jego rozpoznawalność.

    Jakie techniki krawieckie i hafciarskie działają w miniaturze, a które trzeba „oszukiwać”?

    Barbara Chrzanowska: Nie korzystam z jednej, uniwersalnej techniki, której trzymam się przy każdym projekcie. W zależności od stroju, materiałów, faktur, z jakimi pracuję – wielokrotnie dobieram inny sposób działania, właściwy dla osiągnięcia zamierzonego efektu. Zdarza się, że zmieniam sposób szycia, sposób układania tkaniny, ulepszam dotychczasowe rozwiązania lub stosuję inne, na przykład mniej czasochłonne. Testuję, próbuję, działam z różnymi materiałami – od cienkich bawełenek po mikroskopijne koronki i wstążki. Stosuję zamiennie szycie ręczne z maszynowym w zależności od tworzonego elementu i jego rozmiaru. Nie wszystko „wejdzie” pod maszynę, niektóre części garderoby, takie jak np. nakrycia głowy, to praca moich palców. Każdy projekt to nowa lekcja – nawet po latach wciąż się uczę i doskonalę swój warsztat.

    Ile czasu, przeciętnie, zajmuje przygotowanie kompletnego stroju regionalnego – od szkicu do gotowej stylizacji? Który etap jest najbardziej czasochłonny?

    Angelika Chrzanowska-Paruch: Czas wykonania zależy przede wszystkim od złożoności danego stroju, tego, z ilu elementów się składa i jak bogate ma zdobienia. Łowicz, Kraków, czy stroje krzczonowskie wymagają precyzji – są kolorowe, z dużą ilością dodatków, wielobarwnych taśm, koralików, cekinów, wstążek. Natomiast stroje z regionów o bardziej stonowanej estetyce są prostsze w formie, choć równie piękne. Najbardziej pracochłonny etap to zdecydowanie hafty na serdakach – wzory wyszywane koralikami lub muliną oraz zdobienia uzyskiwane przy pomocy różnokolorowych taśm. To z pewnością czasochłonny proces, wymagający dużej precyzji, by utrzymać jednakowe odległości, by wstążki schodziły się we właściwym miejscu. Wielokrotnie samo przygotowanie się do projektu, czerpanie z literatury źródłowej, lektura danego regionu, poszukiwanie inspiracji oraz sposobów, by oddać efekt w miniaturowej skali – korzystając z zupełnie innej techniki niż ta w oryginalne – to wysiłek, który ciężko zmierzyć. Podsumowując – jest to praca od kilku godzin do kilku dni dla danego stroju.

    Kim są dziś klienci Dolls Dress i czym się kierują?

    Angelika Chrzanowska-Paruch: Poza społecznością kolekcjonerów, dla których powstają projekty w oparciu o ich indywidualne upodobania i którzy zamawiają stroje dla własnych lalek, warto wspomnieć, że  odbiorcami są najczęściej osoby, które w jakiś sposób nadal są lub były związane ze sztuką ludową. Często będą to członkowie zespołów folklorystycznych: ich dzieci, osoby, które tworzą choreografię, piszą piosenki, grają na instrumentach, wszelkiego rodzaju performerzy; artyści lub po prostu osoby kochające folklor, chcące zachować z nim emocjonalny kontakt. Dla wielu nasza lalka to pamiątka z ważnego okresu życia, symbol pasji, wspomnień i miłości do tańca oraz śpiewu. Wielokrotnie tworzone przez nas stroje opuszczają nasz kraj jako symboliczna pamiątka z Polski.

    Jakże piękna i oryginalna pamiątka! A jakie regiony czy epoki historyczne sprzedają się najszybciej? Czy któreś są „niedocenione”, choć Pań zdaniem wyjątkowe?

    Angelika Chrzanowska-Paruch: Myślę, że największym zainteresowaniem cieszą się zdecydowanie stroje z regionu łowickiego oraz krakowskiego. Są wysoce rozpoznawalne nawet dla tych, którzy na co dzień nie interesują się folklorem. Ich intensywne barwy, charakterystyczne hafty i wzory, a także bogate zdobienia sprawiają, że dość łatwo można skojarzyć je z polską kulturą ludową. Mimo to ciężko o  jasny podział na te bardziej i mniej popularne, ponieważ dla wielu klientów liczy się region, zachowane z nim wspomnienia, jakieś rodzinne historie, ciekawostki – wybór definiowany jest w oparciu o osobiste aspekty, a nie tylko walory wizualne. Jeśli nie jest to po prostu „pamiątka z Polski”, ale produkt, który w swoim znaczeniu niesie coś więcej – to każdy rejon znajdzie  odbiorcę.

    Nawiążmy na moment do popkultury. Czy boom na Barbie po filmie Grety Gerwig pomógł dotrzeć do nowych odbiorców?

    Angelika Chrzanowska-Paruch: Uważam, ze film „Barbie” z pewnością przyczynił się do wzrostu zainteresowania samą lalką także wśród dorosłych, którzy być może rozstali się z tą kultową postacią jeszcze w dzieciństwie, nie zdając sobie sprawy, jak głębokie znaczenie ma dziś ona dla popkultury. „Barbie” dotyka wielu tematów, wielu płaszczyzn. Mamy lalkę na wózku inwalidzkim, lalkę z zespołem Downa, lalkę, która choruje na bielactwo. Już od dawna nie jest to tylko panna do zabawy, ale postać, która oswaja lęki, pokazuje, że różnice nie mają znaczenia i że wszyscy zasługujemy na równe traktowanie, z tą samą uwagą. Wiele osób zaczęło odkrywać tę lakę na nowo – także jako uzupełnienie osobistych historii (na przykład lalka w sukni ślubnej przypominająca o jakże ważnym dniu). W kontekście strojów ludowych, to wciąż niszowa kategoria. Cieszę się jednak na to połączenie i z doświadczenia wiem, że ludzie zareagowali bardzo pozytywnie na pomysł ubrania Barbie w strój ludowy z różnych stron świata. W przeszłości powstała już seria lalek w strojach regionalnych sygnowana przez producenta, my staramy się poszerzyć wachlarz dostępnych stylizacji w oparciu nie tylko o Polskę, ale także o inne kraje.

    Co czujecie Panie, gdy ikona amerykańskiej popkultury przywdziewa polski strój ludowy?

    Barbara Chrzanowska: Radość, która mnie wypełnia w związku z tym, że lalka trafia do odległych zakątków Ziemi spowodowana jest raczej wdzięcznością za zaufanie do rzeczy, które tworzę. Dziś ubieram lalki Barbie, ale w ofercie mam także inne rozmiary. Z pewnością mogę tworzyć  dla różnych sylwetek, wiec nie zamykam się tylko do tej konkretnej panny. Oczywiście świadomość, że dzięki mojej pracy polska kultura staje się rozpoznawalna na świecie, jest ogromną motywacją do dalszego tworzenia. Pozytywny odbiór, z jakim spotykam się na co dzień i wiele słów uznania dla nietypowej, miniaturowej formy to dodatkowy impuls do działania i doskonalenia tej trudnej pracy.

    Czy w Pań oczach Barbie „nosi” folklor, czy raczej folklor „oswaja” Barbie?

    Angelika Chrzanowska-Paruch: Myślę, że w dalszym ciągu są to dwa odrębne tematy i należy je rozumieć oddzielnie. Nie powiedziałabym, że folklor oswaja Barbie, bo wierzę, że miłośnicy folkloru i miłośnicy  Barbie to dwie odrębne grupy osób o zupełnie odmiennych poglądach, poczuciu estetyki i upodobaniach. Lalkę traktuję po prostu, jako modelkę do stylizacji, jakie wykonujemy. Nie staram się scalić tych dwóch płaszczyzn i pracuję raczej w oparciu o zaskoczenie, jakie w pierwszej wersji generuje nasza twórczość. Jest to dla mnie pożądany efekt, ponieważ udaje mi się zatrzymać uwagę obserwatorów nieco dłużej. Najpierw jest zaciekawienie strojem, który w większości przypadków dość łatwo rozpoznać bez względu na region. Potem jest chwila zastanowienia, spojrzenie na twarz lalki i siła skojarzeń, wspomnień z dzieciństwa… Finalnie pojawia się lawina pytań: „Czy to jest Barbie? Naprawdę?” Taka reakcja pokazuje, że zarówno strój, jaki i panna, która go nosi – budzą silne reakcje, ponieważ i jedno, i drugie jest bardzo łatwo rozpoznawalne, nawet jeśli pochodzi z dwóch różnych płaszczyzn. Nietypowe połączenie, jakie zastosowałam to moja przysłowiowa wisienka na torcie, efekt zaskoczenia, który w każdym z nas wzmacnia proces zapamiętywania.

    O tak, te realizacje pozostają w pamięci na długo. Zgadzam się, że – przynajmniej pod względem estetyki – miłośnicy Barbie i miłośnicy folkloru nieco to różne światy, choć są wyjątki. Panie tworzycie wspaniały „pomost” między tymi światami. A jakie elementy polskiej kultury i sztuki najlepiej „przekładają się” na świat Barbie?

    Motywacją, w ramach której zdecydowałyśmy się na połączenie lalki Barbie i stroju ludowego był fakt, że dotychczas większość tego typu produktów, czyli lalek w strojach ludowych, ma twarz dzieci. W oparciu o własne upodobania i fakt, że mama tańczy w zespole jako osoba dorosła – chciałyśmy przedstawić strój na bardziej kobiecej sylwetce i wykorzystać do tego lalkę, która nie ma już twarzy dziecka. Barbie ze swoimi długimi blond włosami, której z łatwością pleciemy warkocze, jej delikatny makijaż oraz dzisiejsze artykułowane ciałko doskonale pozujące do zdjęć – to elementy, które zaczerpnęłam ze świata Barbie. Ich błysk w oku, sceniczny uśmiech, wyprostowana sylwetka, nienaganny make-up, brak śladów zmęczenia – to obraz tancerzy i tancerek, jaki noszę w sercu już od lat i w jakim odnajduję punkt wspólny pomiędzy krzewieniem polskiej kultury wyrażanej tańcem i śpiewem, a światem Barbie, równie kolorowym i miłym dla oka.

    Czy widzi Pani Dolls Dress jako narzędzie edukacji o polskiej kulturze wśród dzieci i dorosłych?

    Barbara Chrzanowska: Czas pokaże. Na przestrzeni ostatnich kilku lat miałam już kilka propozycji zorganizowania warsztatów, czy też serii wykładów o moim rękodziele. Dostaję wiele próśb o współpracę jeśli chodzi o zorganizowanie wystaw w ośrodkach kultury lub innych inicjatyw promujących polską kulturę. To zawsze kwestia wyboru. Rękodzielnik musi zdecydować, czemu oddać serce, czas i wysiłek. Czas to dziś towar deficytowy. Jeśli któregoś dnia szycie nie będzie mi już sprawiało tyle radości lub oczy, palce odmówią mi posłuszeństwa – wówczas być może przepnę się na część edukacyjną i z chęcią będę dzielić się swoją miłością do polskiej kultury. Na razie całym sercem pozostaję przy szyciu.

    Więcej o modzie znajdziecie tutaj.

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY