Ślub był początkiem mojego koszmaru...

Ślub był początkiem mojego koszmaru...

Wydawało mi się, że kiedy usłyszałam zamknięcie drzwi, miałam wrażenie, że za nimi zostają moje problemy. Kiedy usłyszałam odpalony silnik w samochodzie, pomyślałam dalej, że problemy zostają za mną. Kiedy zobaczyłam znikające światła za zakrętem uznałam, że problemy zostały daleko za mną. Wróciłam do domu, spojrzałam w lustro i zwyczajnie się rozpłakałam, bo zrozumiałam, że sprawca problemów został, ale one pojechały razem ze mną.

Kiedy miałam 10 lat marzyłam o białej sukni i pięknym ślubie, marzyłam o pantoflach białych na wysokim obcasie, marzyłam o welonie, który otula mnie, a ja czuję się jak królowa życia i mam obok siebie króla, który przez to życie będzie mnie prowadził. Z czasem dorastając, zrozumiałam, że wyobrażenie małych dziewczynek niekoniecznie ma związek z rzeczywistością, a zracjonalizowanie tego doprowadziło do ogromnej frustracji. Kiedy miałam 18 lat myślałam, że człowiek którego spotkałam to ideał, przystojny, wysoki, wyglądałam przy nim jak jego dodatek, który upiększa go. Czułam się ważna, czułam, że jestem jedną z najszczęśliwszych kobiet na świecie, bo on był.

Kiedy miałam 23 lata usłyszałam to pytanie: czy będziesz moją żoną? Z radością pomyślałam: tak długo na to czekałam. Tak bardzo chciałam być tą żoną, w tej sukni, welonie. Zaczęły się przygotowania do ślubu, cieszyło wszystko, pytania, kwiaty, suknia, no tak, ona była najważniejsza i te buciki, i ten welon, i on. Do ślubu miałam wrażenie, że nosił mnie na rękach. Koszmar, który mnie potem spotkał, był jak coś, na co nigdy nikt nie jest gotowy i na co ja w najgorszych koszmarach gotowa być nie mogłam.

Kiedy rano przyjęcie się skończyło, ja marzyłam tylko o tym, żeby wziąć prysznic i położyć się do łóżka po wyczerpującej nocy. Jakież było moje zdziwienie, kiedy otworzyłam drzwi do naszej sypialni, zobaczyłam mojego przystojnego męża, który trzyma w dłoni kieliszek, a w drugiej butelkę, która już chyliła się ku końcowi. Spojrzał na mnie, jak nigdy wcześniej nie patrzył i powiedział: rozbieraj się, Ty szmato. Nie rozumiałam, co usłyszałam, wydawało mi się, że to najgorsze, co mogłam kiedykolwiek usłyszeć. Biłam się z myślami, patrzyłam raz na niego, raz na lustro, szukając swojej twarzy, raz na niego, raz na lustro. Boże! Co za koszmar? – pomyślałam.

Zignorowałam to, co do mnie powiedział. Położyłam moją zimną, rozdygotaną, zmęczoną dłoń na klamce od łazienki i poczułam szarpnięcie za włosy. Rzucił mnie na łóżko i powiedział: co nie słyszysz? Rozbieraj się!! Oddech łamał mi się na tysiące kawałków. Raz zapierał mi dech, raz próbował wybuchnąć. Bałam się i nie rozumiałam sytuacji. Leżałam twarzą do łóżka, zamknęłam oczy, zacisnęłam powieki, nie chciałam ich otwierać. Obrócił mnie, uchyliłam jedno oko i zobaczyłam nad sobą tą twarz. Tę wściekłą, okrutną, zawistną twarz. Złapał mnie jedną dłonią za szyję, próbował chyba udusić. Ja nie wiem, bo ja nie potrafiłam zrozumieć sytuacji, palce zacisnęły się na mojej szyi, a on do ucha wyszeptał: nie chcesz się rozebrać, to ja cię rozbiorę. Najpierw poczułam szelest gorsetu, który pęka na moich piersiach, potem obrócił mnie, rozerwał zamek od spódnicy. Nie potrafiłam powiedzieć słowa, nie wiedziałam, co się dzieje. Nie rozumiałam, co mój książę, mój król chciał, co z moim marzeniem. Próbowałam się podnieść, a on cisną mnie na łóżko. Spadł mi but, więc ściągnęłam drugi i rzuciłam w niego. On spojrzał na mnie i powiedział: co chcesz, na ostro? Patrzyłam i nie rozumiałam, odwróciłam twarz w drugą stronę i wiedziałam, że jeśli zacznę krzyczeć, nikt nie usłyszy. Jeśli nie zacznę, to spotka mnie coś, na co nie jestem gotowa. Biłam się z myślami, ale on w tym czasie mnie dopadł.

Poczułam jego smród, miks perfum, alkoholu, potu i nienawiści. Do dziś czuję ten smród. Poczułam jego język na mojej szyi i zęby. To było coś, na co podobno czekałam, ale było dla mnie przesiąknięte tyranem, złem i wszystkim naraz. Odepchnęłam go, próbowałam uciec. Nagle poczułam, jak złapał mnie za nogę. Upadłam, złapałam chyba nogę łóżka, nie wiem, może nogę od krzesła. Rzuciłam tym krzesłem w niego, nawet nie wiem, co go spotkało, czy dostał w twarz. Usłyszałam tylko "jasna cholera" i zaczęłam czołgać się do drzwi. Kiedy wydawało mi się, że ta klamka od drzwi wejściowych do tego cholernego pokoju jest już tak blisko, tuż koło moich oczu, sięgnęłam po nią moją dłonią, rozdygotana znów poczułam, jak złapał mnie za włosy. Szarpałam się i nie czułam bólu fizycznego, tylko paniczny lęk przed tym, co będzie. Strach przed nim, bo on był obok, obróciłam się i uderzyłam go pięścią w twarz. Najpierw jedną, a potem drugą. Śmiał się, a to potęgowało u mnie złość, nienawiść, ból.

Przyciągnął mnie na łóżko i przygniótł swoimi okrutnym cielskiem. To już nie było przystojne, muskularne, ciało. To było cielsko, którego nienawidziłam, a potem poczułam tę całą resztę, jak rozerwało mi rajstopy, bieliznę. To było najdłuższe 5 minut w moim życiu. Po czym kiedy skończył, podniósł się spojrzał na mnie i splunął. Poczułam się jak prostytutka na jedną noc, tylko z kontraktem na tę noc. Odsunął się ode mnie, a ja leżałam, słyszałam szkło, do którego nalewa resztki alkoholu. Przechylił, wypił, klatka po klatce, sekunda po sekundzie, pamiętam ten dźwięk. Spojrzał na mnie i powiedział: widzisz żono, to będzie najlepsza noc twojego życia. Usiadł w fotelu przy biurku bawiąc się kieliszkiem.

Ja długo leżałam, czując jego smród, pamiętając o każdym okrutnym dotyku. Czując jego ślinę na szyi. Podniosłam się, poszłam do łazienki, ściągnęłam z siebie wszystko, wrzuciłam to do kosza pod umywalką. Wzięłam prysznic, kiedy wyszłam z łazienki nawet nie bałam się, czy on nie śpi. Poczułam się zimna, lodowata, w środku pusta bez uczuć emocji. Ubrałam dres, w którym miałam spać, założyłam czapkę, spojrzałam na niego, splunęłam na jego pijaną gębę. Zrobiłam to wszystko bez emocji, otworzyłam tę klamkę, która była tuż przed moimi oczyma. Trzasnęłam drzwiami, nigdy więcej nie zobaczyłam tego człowieka na oczy.

Welon to dla mnie symbol bólu, to materiał wyprany w krwi, potem łzach, następnie w strachu i lęku. Słowa "panna młoda" brzmią jak prostytutka z kontraktem na jedną noc. Czy kiedyś rozliczę go za to, nie! Nie rozliczę, bo nie rozlicza się męża za gwałt żony. Nie mówi się głośno o tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami sypialni, bo masz kontrakt. A w kontrakcie zapisane są pewne rzeczy, a nie wywiązanie się z kontraktu to przecież rozwiązanie umowy. Ja swoją rozwiązałam sama. Do dziś patrząc w lustro widzę siebie tamtą, siebie zgwałconą przez mojego króla, tylko królestwo tamtej nocy się skończyło.

Paulina Oleśkiewicz — kobieta nieszablonowa, szukająca swojej drogi i samej siebie. Zakładała firmy i je traciła, otarła się o wojsko, pracowała na budowie, cały czas największą przyjemność sprawiało jej słuchanie ludzi. I tak dotarła do miejsca, w którym jest teraz — realizuje się w life coachingu, ale nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Z powodzeniem pisze i nadal szuka. Przedstawione historie są historiami ludzi, z którymi w swojej pracy i życiu się spotkała.