Aktorstwo to dla mnie najwyższy wymiar studium człowieczego wnętrza...

Aktorstwo to dla mnie najwyższy wymiar studium człowieczego wnętrza...
Melania Grzesiewicz

Z Melanią Grzesiewicz, aktorką młodego pokolenia, spotykamy się w jednej z warszawskich knajpek, którą – okazuje się – wszystkie lubimy. Siedziałyśmy przy stole w oczekiwaniu na naszą rozmówczynię, gdy nagle pojawiła się Melania – uśmiechnięta, z emanującą energią i zadziała się magia.:)

Katarzyna Krauss: Melanio, niedawno obchodziłaś 31 urodziny (4.04.). Czego Ci zatem życzyć?

Melania Grzesiewicz: Dużo się u mnie ostatnio dzieje, więc cudownie by było, żeby to trwało jak najdłużej, a z drugiej strony bardzo chciałabym nauczyć się umiejętnie utrzymywać balans pomiędzy pracą a czasem wolnym. (Śmiech.)

Jakie jest Twoje największe marzenie aktorskie?

Myślę o tym czasem i zauważyłam, że dużo moich aktorskich marzeń albo się unieważniło albo przedawniło… Im dłużej pracuję w zawodzie, a umówmy się, nie jest to długi okres, im bardziej poznaję tę branżę, tym więcej zachodzi u mnie zmian w sposobie myślenia o mojej pracy. Nie mam marzeń związanych z konkretną postacią, a bardziej marzenia związane z rodzajem wyzwania, z ciężarem gatunkowym projektu i granej bohaterki. Najważniejsze stało się dla mnie nie to „kogo” zagram, a jakie wyzwanie to dla mnie będzie, w jakim procesie będę brała udział, w jakiej atmosferze i z kim będę współtworzyła projekt.

U kogo chciałabyś zagrać? Ewentualnie może masz jakąś wymarzoną rolę niezależnie od tego, kto byłby reżyserem?

Nie myślę o konkretnych nazwiskach, ale wiem na pewno, że bardzo chciałabym stanąć do dużego intelektualnego wyzwania. Nie mogę narzekać na dotychczasowe role, pomimo tego, że mają jeden wspólny mianownik – produkcje serialowe i komercyjne, to mam to szczęście, że te postacie się od siebie wyraźnie różnią, co w tym zawodzie i tym gatunku nie jest takie oczywiste… Czekam także na premierę filmu, w którym zagrałam – „Pogrom 1905” w reż. Michała Rogalskiego – to będzie mój filmowy debiut, pierwsze profesjonalne zetknięcie z kostiumem z epoki i zupełnie innym rodzajem roli – dla widzów, którzy śledzą moje zawodowe kroki, może to być małe zaskoczenie…

Jestem więc zadowolona z tego jak do tej pory układa się moja aktorska droga i jeśli miałabym o czymś marzyć, to właśnie o zmierzeniu się z rolą z zupełnie innego gatunku niż te dotychczasowe.

No właśnie, bo trzeba zaznaczyć, że jesteś aktorką gruntownie wykształconą, skończyłaś  studia aktorskie na Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie. Od zawsze chciałaś być aktorką?

Tak. Zaliczam się do tych osób, które od zawsze wiedziały, co chcą w życiu robić. I jedyne co mnie przerażało to wizja, że może się tak nie stać.

Czy tak sobie wyobrażałaś ten zawód?

Moje wyobrażenia o tym zawodzie, jakie miałam zanim weszłam na profesjonalną ścieżkę, nie różniły się znacząco od tego co ‘zastałam’, zaczynając pracę. Szkoła Teatralna dość dobrze przygotowała mnie do realiów tego zawodu. Mnie osobiście – akurat miałam w czasie studiów te, a nie inne doświadczenia. Na pewno nie każdy powiedziałby to samo. A nie jest to prosta droga. Osoby z tą branżą niezwiązane rzadko mają wiedzą na temat tego, jakie prawa nim rządzą, jakie mechanizmy i zależności.

Coś Cię w nim zaskoczyło? Coś rozczarowało?

Ten zawód bywa okrutny, bezlitosny i niesprawiedliwy, bo ocena czyjejś pracy aktorskiej jest niemierzalna… absolutnie subiektywna, więc może rodzić to wiele żalu i rozczarowania. Ale z drugiej strony bywa najpiękniejszym, najbardziej czułym zawodem świata i ja tak staram się go postrzegać. To dla mnie najwyższy wymiar studium człowieczego wnętrza. Tego się trzymam i tak na niego patrzę. Odpowiadając więc na pytanie czy coś mnie zaskoczyło lub rozczarowało, mogę odpowiedzieć, że nie. Niczego nie oczekuję, reaguję na to, co mi przynosi, zawsze biorę pod uwagę wszystkie możliwe warianty i dzięki temu nie mam czym się rozczarować, a zaskakuje mnie jak do tej pory głównie pozytywnie…

Masz na swoim koncie również role dubbingowe. To specyficzna praca, czy lubisz udzielać głosu animowanym postaciom?

Moją pierwszą dubbingową rolę zrobiłam jeszcze podczas studiów i nie ukrywam, że było to dla mnie duże wyzwanie… To była postać Giny z serialu “BoJack Horseman”, polski dubbing reżyserował Mariusz Arno Jaworowski. Praca w dubbingu wymaga używania zupełnie innych środków. Oprócz pracy aktorskiej, trzeba także panować nad precyzyjnym timingiem w kwestiach czysto technicznych. Od tamtej pory dubbingowałam dużo innych rzeczy, głównie dla dzieci i z każdą kolejną rolą jest mi łatwiej i bardzo lubię to robić! Moja ostatnia dubbingowa rola to Tekturkotka z uwielbianego przez dzieci „Kociego Domku Gabi” Netflixa.

Czy poza dyplomową pracą grywasz w teatrze? Chciałabyś grać czy wolisz kino?

Kocham pracę przed kamerą! To jest mój zawodowy priorytet. Ale ostatnio zatęskniłam za pracą nad rolą teatralną, którą znałam z czasów studiów i pracy nad spektaklami dyplomowymi. I ku mojemu zaskoczeniu, że wszechświat tak szybko „odpowiedział’ na moje pragnienie – rozpoczęłam niedawno pracę nad spektaklem teatralnym – z czego ogromnie się cieszę. Także mam nadzieję, że z wielką przyjemnością będę mogła Państwa wkrótce zaprosić do teatru.

Odgrywasz role w dwóch serialach, chętnie oglądanych przez miliony Polek. Opowiedz nam coś o granych przez siebie postaciach. Czy z którąś z nich utożsamiasz się na jakiejkolwiek płaszczyźnie (ubiór, charakter, relacje międzyludzkie, etc.)?

Tak jak wcześniej wspominałam, bardzo lubię moje wszystkie dotychczasowe postacie. Pomimo tego, że jestem w zawodzie dość krótko, to mogę powiedzieć, że mam szczęście do fajnych, ciekawych i dobrze napisanych bohaterek, co bardzo mnie cieszy, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że mówimy o produkcjach komercyjnych, serialowych. Mają moje ciało, głos i środki ekspresji, ale swoich emocji im tylko użyczam. Nie utożsamiam się z żadną z nich na tyle, abym mogła powiedzieć, że zaciera mi się granica pomiędzy tym co moje, a tym, co fikcyjne. Każda jest dla mnie bardzo ważna, nawet najmniejsza epizodyczna rola. Temat balansowania na granicy prawdy psychologicznej, realizmu psychologicznego w budowaniu postaci niesamowicie mnie interesuje, napisałam nawet na ten temat pracę magisterską. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła jeszcze bardziej pogłębić ten temat.

Urodzona jesteś w Paryżu. Nie spędziłaś tam wiele czasu, ale ciągnie Cię tam mocno. Co lubisz w kulturze francuskiej?

Absolutnie kocham to miasto i Francję. Pomimo tego, że nie spędziłam tam jako dziecko dużo czasu, czuję duże przywiązanie do Paryża i tamtejszej kultury. Mój rodzinny dom, z racji wielu lat tam spędzonych przez moich rodziców (mieszkali tam na długo przed moim urodzeniem), przesiąknięty był Francją i po prostu jest to ważny element mojego życia. Gdybym mogła, spędzałabym tam jak najwięcej czasu. Ale rzeczywistość mi na to zwyczajnie nie pozwala… Mogę mieć tylko nadzieję, że kiedyś to się zmieni.

Co lubię w kulturze francuskiej? Wszystko. (Śmiech.)

Francja kojarzy się z elegancją, modą, szykiem, nienagannym stylem. Jakie masz podejście do mody? Czy podążasz za trendami, czy raczej bawisz się nią?

W moim przypadku to dość zabawne, bo lubię o siebie dbać i wyglądać kobieco. Lubię mieć ładne ubrania, ale z drugiej strony zupełnie nie mam do tego pasji i cierpliwości. (Śmiech.) Możliwość wyboru mnie przytłacza i zazwyczaj „kończę” w czymś podobnym do tego, co już mam albo ubieram się w sprawdzone zestawy. Jestem dość klasyczna w podejściu do mody. Lubię ponadczasową elegancję oraz styl lat 90. Gdybym miała wskazać swoje modowe punkty odniesienia to styl Księżnej Diany z jej ostatnich lat, kolekcje spod ręki Gianniego Versace i proste kroje od Balmain. Byłoby cudownie, gdybym jeszcze miała dość konsekwencji, aby wprowadzić to w życie. (Śmiech.)

Masz jakiś styl, fasony? Czy lubisz kolory i printy, czy raczej stonowane stylizacje?

Absolutnie stonowane stylizacje! Nie więcej niż 3 kolory. Najchętniej bez wzorów. Najczęściej wybieram czerń lub beże, ale lubię siebie także w mocnych kolorach, łączę je wtedy z czymś bardzo prostym.

Poza aktorstwem jakie masz jeszcze pasje? Co lubisz robić w wolnym czasie?

W wolnym czasie uczę się po prostu odpoczywać, co nie jest dla mnie proste, bo zawsze towarzyszy temu poczucie, że powinnam robić coś pożytecznego, nie dopuszczając myśli, że w przypadku tak dużego tempa życia, jakie mam, odpoczynek jest jedną z najbardziej pożytecznych rzeczy, jakie powinnam robić. (Śmiech.) Lubię muzykę, gdybym nie była aktorką, a miałabym talent muzyczny, to pewnie tym właśnie bym się zawodowo zajmowała. Czasem coś namaluję, prace plastyczne są czymś co sprawia mi dużą przyjemność. Jakiś czas temu odkryłam też tworzenie ceramiki, chciałabym kiedyś to rozwinąć. Jak mnie najdzie to zrobię amatorskie zdjęcia analogiem… A poza tym po prostu staram się być tu i teraz, co nabiera dla mnie nowego znaczenia w obliczu tego, co dzieje się na świecie.

W załączonym materiale wideo krótka rozmowa o nadchodzących świętach i życzenia od Melanii Grzesiewicz, rozmawiała Martyna Maliszewska - Mańk

0:00
/
Z Melanią Grzesiewicz rozmawiała Martyna Maliszewska - Mańk