Violet Jessop – niezatapialna kobieta na pokładzie trzech gigantów

Violet Jessop – niezatapialna  kobieta na pokładzie trzech gigantów
Violet Jessop, wikipedia

Nie ma chyba osoby, która nie słyszałaby o „Titanicu”. Ten potężny transatlantyk został zaprojektowany z myślą o najbogatszej elicie. Był symbolem luksusu. Mierzył wówczas 269 metrów długości, co czyniło go największym obiektem pływającym tamtych czasów. Dla porównania, największy dziś statek pasażerski „Harmony of the Seas” mierzy 362 metry. Na pokładzie tego – nowoczesnego wtedy – statku mieściła się siłownia, basen, łaźnia turecka, budy dla psów, salon fryzjerski, ciemnia fotograficzna oraz boisko do squasha.  Można było nawet przeczytać pokładową gazetę – „Dziennik atlantycki”.

Wielkie schody, którymi można było dotrzeć na siedem pokładów, były wykonane z płyt dębowych.

Do użytku  osób, płynących w pierwszej klasie, było dostępnych 20.000 butelek piwa, 1500 butelek wina oraz 8000 cygar. Pasażerowie mieli do dyspozycji książkę muzyczną z 352 utworami. Muzycy na pokładzie musieli znać wszystkie, w przypadku złożenia prośby o zagranie jednej z nich.

Statek spalał około 600 ton węgla dziennie. Był on wsypywany ręcznie do pieców przez 176-osobowy zespół. Prawie 100 ton popiołu wyrzucano dziennie do oceanu.

Jednym słowem „Titanic” miał być demonstracją wielkości, potęgi i siły linii pasażerskich White Star Line. Rozwijał prędkość 24 węzłów, czyli około 45 km/h. Jego zadaniem było pobicie rekordu szybkości przepłynięcia przez Atlantyk podczas dziewiczego rejsu i zdobycie Błękitnej Wstęgi.

Na tym potężnym liniowcu płynęła też nasza bohaterka – Violet Jessop Vivanco, najczęściej rozpoznawana pokojówka z Titanica. Violet urodziła się  2 października 1887 roku w argentyńskim mieście portowym Bahia Blanca jako jedna z dziewięciorga dzieci Katherin i Willima Jessop. Jej rodzice byli irlandzkimi emigrantami, którzy dla lepszego życia w Argentynie opuścili rodzinny w Dublinie.

Już jako mała dziewczynka Violet walczyła o życie. Zachorowała na gruźlicę. Choroba spowodowała u niej krwotok płucny. Lekarze nie dawali jej większych szans na przeżycie, ale mała  pokonała chorobę. Wyrosła na piękną, wysoką dziewczynę o bujnych włosach, które, jak wspominała później, zwinięte w grube warkocze ocaliły ją od śmierci, amortyzując uderzenie głowy o stępkę statku.

Na krótko przed powrotem rodziny do Wielkiej Brytanii  ojciec dziewczyny niespodziewanie zmarł w wieku 41 lat, pozostawiając najstarszą córkę z niepełnosprawną, sparaliżowaną matką i młodszym rodzeństwem. W tamtych czasach było to nie lada wyzwanie. Nie było wyjścia, Violet musiała szukać pracy. Dzięki wytrwałości, pracowitości i skromności wkrótce dostała posadę w żegludze. Co interesujące, uroda dziewczyny była początkowo przeszkodą w zdobyciu pracy stewardesy na pokładach liniowców. Obawiano się, że młoda i piękna kobieta może wzbudzać zbyt wielkie zainteresowanie płci przeciwnej. Co okazało się słusznym stwierdzeniem. Świadoma swej urody Violet, przyszła na rozmowę w skromnym stroju i bez makijażu. Fortel się udał, otrzymała posadę na statku przewożącym przesyłki pocztowe Royal Mail.

Wkrótce 21-letnia Violet wypłynęła w swą pierwszą podróż na statku „Orinoco”. To na pokładzie tego statku zakochała się po raz pierwszy w młodszym od siebie inżynierze Nedzie Tracym. Romans nie trwał długo, bo Tracy nie chciał się żenić, tylko chciał zrobić karierę.

Młoda dziewczyna, dzięki swojej aparycji i dzięki umiejętnościom, otrzymała propozycję pracy dla White Star Line, którą początkowo odrzucała. W ostateczności przyjęła angaż. Pracowała po 17 godzin dziennie. Opiekowała się podróżnymi na pokładzie statku „Majestic”, który pływał na trasie z Southampton do Nowego Jorku i z powrotem.  Niedługo potem została przeniesiona na pokład największego ówczesnego liniowca RMS „Olympic”.

„Olympic” był pierwszym z trzech brytyjskich parowych statków pasażerskich, obok „Titanica” i „Britannica”. Został zbudowany w stoczni w Belfaście i zawodowany 20 października 1910 roku. Słynne trio zamówiła White Star Line. Miały one świadczyć o potędze firmy i być konkurencją dla linii statków Cunard, a zwłaszcza dla transatlantyków „Mauretania” i „Lusitania”, które uchodziły wówczas za najbardziej luksusowe i najszybsze transatlantyki na świecie.

20 września 1911 roku w cieśninie Solent, „Olympic” zderzył się z brytyjskim krążownikiem HMS „Hawke”. W wyniku zderzenia krążownik dostał się pod burtę transatlantyku i stracił dziobnicę. „Olympic” natomiast doznał uszkodzenia dwóch wodoszczelnych przedziałów. Kapitan transatlantyka Edward Smith (późniejszy kapitan Titanica) zadecydował o przeprowadzeniu gruntowego remontu i w tym celu statek odholowano do portu w Belfaście. Nikt z pokładu liniowca, w tym Violet, nie doznał obrażeń.  Statek wyremontowano i wrócił na wody w 1913 roku. Na pokładzie „Olympica” Jessop poznała swojego męża – Johna Jamesa Lewisa. Małżeństwo nie było szczęśliwe i trwało bardzo krótko. Wkrótce została przeniesiona na pokład „Titanica” – gigantycznego, luksusowego statku pasażerskiego. Miała tam być jako jedna z 23 pracowników obsługi restauracyjnej za dużo wyższe wynagrodzenie. Prestiż tej wyprawy podnosił dziewiczy rejs „Titanica”, a cała oprawa wokół rejsu stanowiła spektakularne wydarzenie. 10 kwietnia 1912 roku „Titanic” wypłynął na wody. W nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku statek uderzył w górę lodową i zaczął nabierać wody. Violet próbowała akurat zasnąć. Ocknęła się słysząc głuchy dźwięk, który przeszedł w wibracje obejmujące cały statek. Po jakimś czasie umilkły silniki i usłyszała za drzwiami tupot stóp na korytarzu. Ubrała się i wyszła na pokład. Wokół gromadzili się ludzie. Przód statku pędzącego siłą rozpędu zaczął się zanurzać, co było przyczyną wszechogarniającej paniki. Jeden z oficerów polecił stewardesom zająć miejsca w szalupie. Violet została zwodowana na szalupie numer 16, aby zapewnić pomoc osobom, które nie mówiły po angielsku i mogłyby nie zrozumieć instrukcji dotyczących ewakuacji. Zanim łódź opuszczono na ocean, oficer przekazał Jessop maleńkie dziecko z poleceniem zaopiekowania się nim. Odpływając, widziała jak domniemana potęga niezatapialnego statku tonie. Na jej oczach potężny „Titanic” uniósł się i przełamał na pół, ciągnąc na dno wielu pasażerów i członków załogi. Młoda kobieta długo nie mogła dojść o siebie. Szok i tragiczne wydarzenia spowodowały, że nie chciała nawet myśleć o powrocie do pracy. Przykry był też fakt, że o tym kto przetrwa, a kto zginie, zdecydował status społeczny. Im był on wyższy, tym szanse na przeżycie były też wyższe. Pasażerowie podróżujący pierwszą klasą mieli pierwszeństwo w ocaleniu życia.  Poza tym na krytykę zasługuje jeszcze jedno, że można było uratować dużo więcej osób, gdyby wszystkie szalupy były pełne, a początkowo odpływały prawie puste.

Z czasem jednak Violet postanowiła pokonać lęk i powrócić do pracy. Tym razem weszła na pokład kolejnego olbrzyma – „Britannica”. Transatlantyk ten spełniał akurat rolę pływającego szpitala. W związku z wybuchem I wojny światowej miał za  zadanie transportować rannych żołnierzy, a zadaniem Jessop było tym razem opiekowanie się pacjentami. Została pielęgniarką Czerwonego Krzyża.

Pech chciał, że 21 listopada 1916 roku „Brittanic” sunąc po Morzu Egejskim wpadł na minę postawioną przez niemiecki okręt wojenny i zaczął tonąć. Po raz kolejny Violet musiała się zmierzyć ze strachem i zajrzeć w oczy śmierci. Sanitariuszka zdołała dostać się do szalupy ratunkowej, lecz po jej zawodowaniu okazało się, że groziło jej wciągnięcie przez śruby statku. Pasażerowie musieli więc opuścić szalupę. Jessop wyskoczyła tak niefortunnie, że została wciągnięta pod wodę i uderzyła głową o stępkę (oś konstrukcyjna szkieletu statku wodnego, stanowiąca podstawę wytrzymałości strukturalnej kadłuba). I tym razem miała szczęście. Na pomoc przybyli jej rozbitkowie z innej szalupy, którzy wyciągnęli ją z wody. Okazało się po latach, że w wyniku wypadku Violet doznała pęknięcia czaszki, co było przyczyną dokuczających jej bólów głowy. Sama Jessop żartowała, że życie uratowały jej bujne, zaplecione włosy, które były niczym poduszka i zamortyzowały siłę uderzenia. „Britannic” tonął 55 minut. Jego wrak znajduje się niedaleko greckiej wyspy Keos, na głębokości 133 metrów. Dzięki odpowiedniej liczbie szalup, bliskości lądu i ciepłym wodom Morza Egejskiego z 1300 pasażerów zginęło 30 osób.

Violet nie zrezygnowała z pracy na morzu. Kochała swoją posadę do tego stopnia, że potrafiła przezwyciężyć strach i postawić swoją stopę na kolejnym pokładzie. Pływanie na dużych statkach kontynuowała przez kolejne 34 lata, przechodząc na emeryturę w wieku 63 lat.  Niedługo potem otrzymała anonimowy telefon od kobiety, która zadała jej krótkie pytanie: ”Czy jest tą, która uratowała dziecko w czasie katastrofy „Titanica”? Jessop potwierdziła i zapytała z kim rozmawia. W odpowiedzi usłyszała, że rozmawia z osobą, którą w chwili katastrofy liniowca była dzieckiem, a ona trzymała je na rękach w szalupie ratunkowej. Po tym wyznaniu rozmowa została przerwana. Faktem jest, że stewardesa nigdy nie próbowała dociekać, kim było uratowane dziecko. Może dlatego, że gdy rozbitków przyjmowała nad ranem jednostka „Carpathia”, maleństwo zostało wręcz wyrwane z rąk kobiety i pośpiechem zabrane przez nieznaną kobietę, najprawdopodobniej matkę dziecka.

Violet Jessop zmarła 5 maja 1971 roku na zawał serca w wieku 83 lat. Jej życie było jak jedna, wielka przygoda. Trzy razy spojrzała śmierci w oczy i trzy razy wymknęła się z jej szponów, nie licząc choroby, która dotknęła ją w dzieciństwie i której też się wymknęła.

Jaka była Violet? Na pewno nie można jej odmówić odwagi, ale też i determinacji. Śmiało można ją nazwać „niezatapialną panną” (Miss Unsinkable), która przeżyła upadek trzech morskich gigantów, uznawanych za niezatapialne i najbezpieczniejsze jednostki na wodzie. Swoim profesjonalizmem i odrobiną szczęścia udowodniła, jak silna potrafi być kobieta. Odpowiedzialności i umiejętności radzenia sobie w życiu nauczyło ją życie, gdyż od dzieciństwa musiała sobie radzić, przejmując opiekę nad schorowaną matką i młodszym rodzeństwem.

Wspomnienia Violet Jessop zostały opisane w książce „Titanic Survivor”.