Zazdrośnica

Zazdrośnica

Od zawsze tata mówił, że jestem małą zazdrośnicą. Zawsze bywałam zazdrosna o mojego tatę. Wolałam jak bawił się tylko ze mną, wolałam, jak mnie poświęcał więcej czasu i wolałam, jak tylko mnie kupuje prezenty. Moje zachowanie można byłoby wytłumaczyć lepiej lub gorzej, gdybym była jedynaczką, ale mam jeszcze rodzeństwo, trzy siostry i dwóch braci. Kocham ich nad życie, ale nie zmienia to faktu, że wolałam, żeby mój tatuś był tylko mój, oni mogli podzielić się mamą. Niestety przyzwyczajenia z dzieciństwa zapanowały nade mną też w życiu dorosłym.

Dorastałam w domu pełnym miłości, tata mój ukochany był i wspierał mnie zawsze. Mama, choć ciężki charakter, zawsze była tym policjantem, który pilnował porządku. Wspieraliśmy się wszyscy, bo była nas pokaźna gromadka. Ja byłam trochę inna niż pozostali członkowie rodziny. Co było innego we mnie? Jakby wam to powiedzieć, ja miałam wizję na temat tego, jak będzie wyglądać moje życie. Ja też wierzyłam, że napotkany mężczyzna na mojej drodze, oszaleje na moim punkcie, tak jak oszalał mój tata. I cóż jak sami możecie się domyśleć, nie do końca moja wizja była realna i nie do końca była ona wykonalna. I to doprowadziło mnie do miejsca, w którym jestem teraz.

Zaczęło się od podróży studenckiej do Berlina. Poznaliśmy się na jednym ze spotkań integracyjnych. Dużo rozmawialiśmy, mieliśmy naprawdę dużo tematów, jeden się kończył, a zaczynał drugi. Naprawdę imponował mi wiedzą i doświadczeniem, jak na swoje 23 lata. On też pokazywał mi, że jest mną zainteresowany, z resztą jak mógłby nie być. Moja wyobraźnia po kilku tygodniach znajomości, już wyobrażała sobie, ile będziemy mieć dzieci, gdzie zamieszkamy, jak będzie wyglądał nasz dom. Wiele czasu poświęciłam na idealizowanie swojego nowego życia. Przecież on musiał też to robić, przecież zgodnie z planem, miał oszaleć na moim punkcie. Widywaliśmy się dość często, jednak w pewnym momencie zauważyłam, że zaczął mieć do mnie inny stosunek niż na początku naszej znajomości. Przeczuwałam nosem, że coś się święci, więc musiałam to sprawdzić. Oczywiście, nie wierzyłam, że mógł stracić zainteresowanie mną, bo przecież jak ma się taki skarb jak ja, to się nie zmienia zdania od tak.

Pewnego dnia czekałam na niego pod jego uczelnią, wyszedł z budynku z jakąś dziewczyną. Poczułam w klatce ogromny ból, serce przyspieszyło, zaczęłam się bać, że zaraz dostanę zawału. Podeszłam pewnym krokiem do nich. I zapytałam: Czy możesz mi to wytłumaczyć? Patrzyłam na nich i zastanawiałam się, jak długo to trwa, co on w niej widzi i milion innych pytań. On spojrzał na mnie i z mocno zdziwioną miną odparł: co mam ci wytłumaczyć, bo nie bardzo rozumiem? Po czym spojrzał na nią, a potem na mnie. Może się poznacie… przerwałam mu krzykiem, że nie będę poznawać jej, ty zdrajco. Jego mina zmieniała się na coraz bardziej zdziwioną. Ona patrzyła na nas i wyszeptała: to ja już pójdę, jutro omówimy projekt. Odwróciła się i ruszyła w drugą stronę. Jaki projekt? Krzyczałam dalej, tłumacz się. On widząc, że połowa studentów zwyczajnie na nas patrzy i słucha, złapał mnie za rękę i tylko dodał: Idziemy. Idąc w stronę parku, on milczał, ja też, emocję, które tak kierowały mną, też opadły. Zatrzymałam się, złapałam go za rękę i powiedziałam: Misiu, chyba nie będziesz zły na mnie, za taką bzdurę? Bzdurę? Teraz on zaczął krzyczeć. To nie jest bzdura, jesteś jakaś chora, nas nic nie łączy, przyjaźnimy się, tyle. To znaczy przyjaźniliśmy się, bo ja nie chce być już nawet twoim znajomym. Masz więcej mnie nie nachodzić i lepiej zrób coś z tą swoją zazdrością. Patrzyłam na niego i nie rozumiałam, co on się tak unosi. Kochanie, nie ma co się tak wkurzać od razu, porozmawiamy, uspokoimy się oboje i będzie dobrze. Uśmiechnęłam się i przytuliłam do niego. Ty głucha jesteś? Kochanie? O co ci chodzi? Jak możesz być tak głucha? Nie ma nas, nigdy nie było i nigdy nie będzie. Odsunął się ode mnie i odwrócił, po czym szybko ruszył do przodu. Zanim zebrałam myśli, jego już nie było.

Wróciłam do domu i jakoś wymazałam z pamięci kilka ostatnich wydarzeń. Uznałam, że miał prawo się wkurzyć, ale zaraz mu przejdzie. Uznałam, że dam mu chwilę, żeby nabrał dystansu. Dosłownie chwilę, już wieczorem zadzwoniłam. Pierwszy raz, nie odebrał, drugi raz, powiedział, żebym dała mu spokój. Nie wierzyłam, że można być tak na mnie złym, ja w sumie nic złego nie zrobiłam. Zaczęłam chodzić pod jego uczelnię, spędzać czas pod jego blokiem, dzwoniąc raz telefonem, raz domofonem. Chodziłam do jego ulubionych lokali, poznawałam ludzi z jego roku. Każdy był mną oczarowany, tylko on mnie unikał, albo jak już mnie spotkał, ciągle powtarzał, że mam się odczepić. Lubił żartować. Niestety mijały tygodnie, a on nie zmieniał zdania. Wkurzało mnie, nawet chwilami przestawałam nad sobą panować. Oblałam mu nawet auto farbą, przecinałam opony w rowerze. Dużo bym dała, żeby ze mną porozmawiał, jednak on uciekał, nawet durny, dzwonił na policję, jakby miało mnie to odstraszyć, a ja wiedziałam, że jesteśmy sobie przeznaczeni, tylko on musiał to zobaczyć.

Pewnego dnia, spojrzałam na sprawę inaczej. Zawiodłam się na nim strasznie, kiedy zobaczyłam go z kobietą w kawiarni, trzymał ją za dłoń. Starsza była, nawet w mojej opinii za stara, ale nie analizowałam tego jakoś specjalnie intensywnie. Emocje wzięły górę i szybko ruszyłam do walki o swoje. Wbiegłam do kawiarni z dzikim szaleństwem, podniosłam stolik do góry, złapałam za krzesło i rzuciłam w tą kobietę. Wszystko działo się tak szybko, że ludzie nie byli w stanie mnie powstrzymać. Powstrzymało mnie jedno słowo: mamo. Spojrzałam jak podnosi kobietę. Ta sekunda nieuwagi, spowodowała, że kelner złapał mnie za ręce, a drugi wezwał już policję. Nie szarpałam się, nie wiedziałam, co powiedzieć. Podszedł do mnie i zapytał z taką złością jakiej nie słyszałam nigdy wcześniej: Co Cię opętało?!. Wyszeptałam: Miłość. Policja zabrała mnie. Zostałam oskarżona. Wyrok to leczenie. Cóż, przeszłam przez to ze stoickim spokojem. Przecież nikt nie rozumiał mojej miłości. Nie rozumiał jej nawet ten najbardziej zainteresowany. Leczyłam się, odbyłam setki godzin terapii. Nie spotkałam go już nigdy więcej. Myślę, że chyba ostatnią osobą, którą chciałby widzieć jestem ja.

Czy coś zrozumiałam, tak, że miłość ma różne oblicza. Czy dziś kocham inaczej, nie wiem, nie sprawdzałam. Jeszcze nie sprawdzałam. Czuję się lepiej, ale w mojej opinii ja nie czułam się źle, to oni uznali mnie za szaleńca. Mój tata mnie kocha, więc ten jedyny też pokocha. Nie ma innej możliwości. Dziś wiem, czym są emocje i jak moje emocje mają wielką siłę. Życie jest, jakie jest, zazdrość jest, jaka jest, ma potężną siłę, dziś wiem jak wielką, jeśli nie umiemy nad nią panować. Nie czuję się winna. To on miał problem z uczuciami, ja nie.