Oczy mówią wszystko

Oczy mówią wszystko

Oczy to podobno zwierciadło duszy, podobno widać w nich wszystko. Podobno można zobaczyć, w którym miejscu życia jest dany człowiek. Oczy mówią wszystko. Jeśli tak jest, czemu nie umiemy odpowiednio czytać w tych oczach, skoro tam widać jak na dłoni, nie rozumiem, czemu my jesteśmy tak obojętni, czemu jesteśmy tak zapatrzeni w swój świat, że nie próbujemy patrzeć sobie w oczy. W oczach tej kobiety, która siedziała naprzeciwko mnie widziałam coś dziwnego, jakbym sięgała razem z nią dna. Siedziała i nie mówiła nic, jakby chciała, żebym to ja coś pierwsza powiedziała, a ja nie próbowałam, utopiłam się w jej oczach i liczyłam, że one same mi wszystko powiedzą.

Boi się mnie pani? – zapytała, nie odwracając wzroku. Nie, dlaczego miałabym się bać? – odpowiedziałam, ale nie bez przyczyny spuściłam wzrok w dół. Kłamałam, bałam się jej, może to był nie tyle strach, co dyskomfort. Kobieta koło 50-tki, piękna, zadbana, ubrana elegancko. Idealnie upięte włosy wskazywały na to, że długie godziny spędza przed lustrem, zanim wyjdzie z domu. Z czym Pani do mnie przychodzi? – zapytałam dość niepewnie, wiedziałam, że taka kobieta nie odwiedza mojego gabinetu bez przyczyny. Mój gabinet psychoterapeuty prowadziłam 15 lat, znałam się na swojej profesji, to połączenie pracy, pasji i ogromnego serca, które w to wkładałam. Tym bardziej miałam przeczucie, że kobieta, która siedzi w moim gabinecie, nie będzie łatwym przypadkiem. Spojrzałam na nią i zapytałam: co Panią do mnie sprowadza? Milczała, więc i ja milczałam, wiedziałam, że czasem pacjenci potrzebują więcej czasu. Spojrzała w okno i na zegarek, potem odruchowo chwyciła za telefon. Czekałam, jednak nic nie wskazywało na to, że ona będzie chciała rozmawiać. Miałam wrażenie, że czas mam z gumy, bo wydawało mi się, że mijały wieki, na dodatek wieki w milczeniu. W końcu zapytała: jak często ma Pani dość swojej pracy? Dziwne pytanie, zazwyczaj od pytań jestem ja, ale ona robiła na mnie ogromne wrażenie, postanowiłam odpowiedzieć: nigdy, są chwile lepsze i gorsze, ale nie mam dość mojej pracy. Dalej milczała.

Wie Pani co? – ciszę przerwało jej pytanie. Na które nie oczekiwała odpowiedzi, bo ciągnęła temat. Jestem tutaj, bo strasznie się boję. Boje się, że zostanę sama, boje się, że sobie nie poradzę, boję się, że kiedyś nie będę dość młoda, dość atrakcyjna, dość zadbana. Boje się, że moje życie się kończy. Tylko jak miałam to powiedzieć? – spojrzała na mnie i dalej nie oczekując odpowiedzi ciągnęła, wie Pani, ile kosztuje przyjść do takiego kogoś? Nie chodzi mi o pieniądze, ale ile kosztuje to odwagi? – Nie, pewnie Pani tego nie wie. Dwa tygodnie próbowałam wybrać do Pani numer, potem kilka dni przejeżdżałam obok Pani gabinetu, odwołując wizytę. Potem kilka razy wychodziłam z klatki i oto jestem. Ale to nie było łatwe. Zamilkła, a ja nie usłyszałam nic, co jakoś szczególnie na mnie wpłynęło, bo wiem jaka jest mentalność ludzi. I często słyszę, „ mam nadzieję, że nikt się nie dowie, że jestem wariatem”. Nie wiem jak długo to jeszcze potrwa, zanim ludzie uznają, że problemy natury psychicznej to nic wstydliwego, że to trochę tak, że nie można najeść się złamaną ręką. Spojrzałam na moją pacjentkę, ona milcząc zmieniała kolory na twarzy. Miałam wrażenie, że zaraz ucieknie.

I co Pani teraz czuje, jak już Pani jest w moim gabinecie? – zadałam pytanie, które wyrwało ją z letargu. Wstyd czuję, proszę Pani. Odpowiedź nie zajęła jej dużo czasu. Czuję wstyd, nie powinno mnie tu być. Ciągle słyszę od innych, szczególnie od męża, że mazanie się jest modne, bo w obecnych czasach trzeba być twardym, bo nie będzie lepiej. To co Pani myśli, co ja mogę czuć. Nie mogłam mu nawet powiedzieć, że dziś tu jadę. Myśli Pani, że jestem jedyna, wiele osób tak uważa, że to wstyd. Wstała i rzuciła torebkę na fotel. Podeszła do okna i wzruszając ramionami dodała: ale jak tu jestem, chcę, żeby w końcu ktoś mnie wysłuchał, chcę poczuć się lepiej, chcę dać sobie szansę. Czy to dobrze? – spojrzała na mnie i tym razem czekała na moją reakcję. Najważniejszą decyzję już Pani podjęła, skoro jest Pani tutaj, samo stwierdzenie: chcę sobie dać szansę, jest bardzo ważne. Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale ona mi przerwała, mówiąc: tak, chcę dać sobie szansę, ale nie wiem, czy ta szansa coś zmieni, czy nie jest za późno. Może być już za późno? Obróciła się szybko w moją stronę i spojrzała wymownie. Po czym dodała: ludzie potrzebują Waszej pomocy, tylko nie wiedzą jak się po nią zgłosić, boją się, wstydzą, czekają aż samo przejdzie. Ja też tak robiłam. – znowu patrzyła w okno. Dużo mówi Pani o innych, skupmy się na Pani. – chciałam znowu pociągnąć, jednak moja pacjentka znowu mi przerwała mówiąc: wie Pani, jakie to jest trudne skupiać się na sobie. Ja nigdy tego nie robiłam, skupiałam się na mężu, na pracy, na rodzinie, ale nigdy na sobie, to wcale nie jest takie proste. Kiedy wszyscy od dziecka uczyli mnie, że kobieta ma być taka i taka, robić to i to, mówić tak i tak. No i ja tak robiłam, i tak mówiłam, i taka byłam. Przyznanie się do własnej słabości, nie jest proste. – znowu zaczęła milczeć.

Miło się z Panią rozmawia. – usiadła na fotelu i spojrzała na mnie. Nie wiedziałam, że to może być takie odprężające. Co tak Panią odpręża? – zapytałam. Rozmowa – Jak nie ma się z kim rozmawiać, to rozmowa na poziomie potrafi odprężyć. – skwitowała. Jaka to jest rozmowa na poziomie według Pani? – zapytałam. Rozmowa o mnie rzecz jasna. W końcu to o mnie się mówi. Kobieta delikatnie się uśmiechnęła. Wie Pani, ja tutaj słyszę, że częściej mówi Pani o innych niż o sobie. Co to znaczy dla Pani? -  spojrzałam na nią, a jej uśmiech w sekundzie zgasł. Nie sądziłam, że aż tak to słychać. – posmutniała. Ile jeszcze spotkań muszę mieć, żeby mi przeszło? – zapytała, wyciągając kluczyki do auta z torebki. Nie proszę Pani, to nie jest tak, że terapia trwa dwa lub trzy spotkania, nie jest tak, że po kilku spotkaniach coś Pani przejdzie. Nie jest tak, że zdrowie psychiczne leczymy jak wspomnianą wcześniej złamaną rękę, wkładając ją w gips na kilka tygodni. To proces, który musi potrwać. – w końcu kiedy mówiłam, ona słuchała i co gorsza nie dowierzała w to, co słyszy. W końcu wstała i powiedziała: umówię się na kolejne spotkanie, ale nie mam nieskończonej ilości czasu, musi mnie Pani naprawić szybciej. – ruszyła w stronę drzwi. Rzuciła w moją stronę: zapiszę się w recepcji albo telefonicznie. Usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi. Siedziałam chwilę w milczeniu, miałam w głowie pustkę, aż znowu zapukał ktoś do drzwi.

Czemu łatwiej nam zrozumieć, że należy leczyć chore gardło, ale ciągle mamy takie opory przed terapią? Jesteśmy często w sytuacji, w której ciężko jest pomóc sobie w samotności. Milczeniem w ciszy, nie jesteśmy w stanie się wyleczyć czy sobą zaopiekować. Zrozumienie sytuacji, rozmowa ze specjalistą dają nam ogromne szanse na spojrzenie na świat, ludzi, a przede wszystkim na siebie w bezpieczny dla nas sposób. Daj sobie szansę, nie dasz rady żyć pełnią życia z ciężką głową.

Paulina Oleśkiewicz — kobieta nieszablonowa, szukająca swojej drogi i samej siebie. Zakładała firmy i je traciła, otarła się o wojsko, pracowała na budowie, cały czas największą przyjemność sprawiało jej słuchanie ludzi. I tak dotarła do miejsca, w którym jest teraz — realizuje się w life coachingu, ale nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Z powodzeniem pisze i nadal szuka.