Więcej...

    Christina Ricci – mroczna dusza Hollywood

    Kiedy w 1991 roku na ekranach kin pojawiła się jedenastoletnia dziewczynka z bladą twarzą, czarnymi warkoczykami i o niepokojącym spojrzeniem, nikt nie przypuszczał, że ta niewielka postać stanie się ikoną popkultury. Christina Ricci jako Wednesday Addams w fabularnej wersji „Rodziny Addamsów” w reżyserii Barry’ego Sonnenfelda nie tylko ukradła show wielkim sławom, ale i stworzyła archetyp, do którego powróci cała generacja dorosłych milenialsów. Droga od dziecięcej gwiazdy do szanowanej aktorki charakterystycznej rzadko bywa prosta. A Christina Ricci przeszła ją z taką determinacją i odwagą, że dziś – ponad trzydzieści lat po debiucie – przeżywa jeden z najlepszych momentów w karierze.

    Dzieciństwo w kadrach

    Christina urodziła się 12 lutego 1980 roku w Santa Monica w Kaliforni, jako najmłodsza z czwórki dzieci. Jej ojciec, Ralph Ricci, miał życiorys jak z hollywoodzkiego filmu – był nauczycielem wychowania fizycznego, prawnikiem, doradcą do spraw narkotyków i praktykiem „terapii krzyku pierwotnego”, w której pacjenci mieli dosłownie wykrzykiwać swoje traumy. Sama Christina wspominała później, że jako dziecko słyszała te krzyki przez kratki wentylacyjne w swoim pokoju.

    Matka, Sarah Murdoch, była modelką agencji Ford w latach 60., później zajęła się sprzedażą nieruchomości – co brzmi o wiele spokojniej i bardziej tradycyjnie niż kariera ojca.

    Podczas szkolnej inscenizacji „Dwunastu dni Świąt” ośmioletnia Christina tak bardzo chciała zagrać główną rolę, że doprowadziła rywala do białej gorączki – aż w końcu uderzył ją pięścią. Kiedy się poskarżyła, chłopiec stracił rolę. „Zawsze byłam bardzo ambitną osobą. To był chyba pierwszy raz, kiedy ta cecha się ujawniła” – wspominała po latach lekko zawstydzona, ale i rozbawiona.

     Spektakl zobaczył miejscowy krytyk teatralny, który przekonał panistwa Ricci, by znaleźli córce agenta. Rok później, w 1990 roku, dziewięcioletnia Christina zagrała u boku Cher i Winony Ryder w filmie „Syreny”. Okazała się prawdziwą profesjonalistką – nad wiek zdyscyplinowaną i niesamowicie utalentowaną. Hollywood uwielbia takie dzieci. Do czasu, aż dorosną.

    Wednesday

    Rola Wednesday Addams przyszła szybko i zmieniła wszystko. Barry Sonnenfeld początkowo nie widział w Christinie swojej bohaterki – była za pulchna, za młoda, zbyt… normalna. Ale dziewczynka zastosowała radę, którą dostała od Cher: „zrób coś niezapomnianego”. Podczas castingu rzuciła się na reżysera i niemal go ugryzła. Dostała rolę.

    „Rodzina Addamsów” i jej kontynuacja „Addams Family Values” (1993) zarobiły łącznie ponad 300 milionów dolarów. Krytycy zachwycali się jedenastoletnią aktorką, która „nadała postaci głębi znacznie wykraczającej poza jej wiek”. Christina Ricci stała się idolką nastolatków – zagrała w filmie „Casper” (1995) i „Koniec niewinności” (1995), była na okładkach magazynów, otrzymywała nagrody.

    Ale był problem. Hollywood pokochało ją, gdy była dzieckiem i dla niej jako dziecka miało propozycje. A ona desperacko chciała dorosnąć.

    Ucieczka od etykiety

    „Przez długi czas czułam, że muszę kręcić filmy dla dzieci, żeby przetrwać w Hollywood” – mówiła po latach. Odpadła z castingu do „Wywiadu z wampirem” z Tomem Cruise’em i Bradem Pittem. Nie dostała roli Lolity u boku Jeremy’ego Ironsa w adaptacji z 1997 roku. Nie zagrała Rose w „Titanicu”.

    Ale w 1997 roku, mając zaledwie 17 lat, Christina dostała rolę, która przerwała gorszą passę. W „Burzy lodowej” Anga Lee młoda aktorka zagrała eksponującą swoją seksualność nastolatkę. To była rola kontrowersyjna – nie dość, że w filmie seks i seksualne eksperymenty były motywem przewodnim, to jeszcze dziewczyna tuż po liceum, grała postać – delikatnie mówiąc – otwartą na doświadczenia. Dla Ricci był to bilet do świata prawdziwego, dorosłego kina.

    Później przyszły: „Buffalo ‘66” Vincenta Gallo, „Wojna płci” (nominacja do Złotego Globu), „Jeździec bez głowy” Tima Burtona z Johnnym Deppem. Ricci świadomie wybierała role trudne, mroczne, niejednoznaczne. Zagrała w komediodramacie Woody’ego Allena „Życie i cała reszta”  i w przejmującym filmie biograficznym „Monster” u boku Charlize Theron, która odbierając Oscara, dziękowała nie tylko reżyserce – Patty Jenkins – ale i Ricci, nazywając ją „niezauważoną bohaterką” filmu.

    „Zbyt specyficzna”

    Ale sukces miał swoją cenę. Agenci Christiny powtarzali jej jedno zdanie jak mantrę: „jesteś zbyt specyficzna”. Oznaczało to, że reżyserowie najchętniej powierzaliby jej role dziwnych, ekscentrycznych, mrocznych bohaterek. Czyżby nie wierzyli w talent, pozwalający Christinie stać się aktorką wszechstronną? Może chodziło o coś innego – image, osobowość? Sugerowano jej, by zagrała w komedii romantycznej, by była „bardziej jak jej rówieśniczki”.

    To jednak nie zadziałało. W latach 2000. Ricci grała regularnie, choć już nie w wielkich hitach. Pojawiała się w serialach – „Ally McBeal”, gościnnie w „Chirurgach” (nominacja do Emmy w 2006). Kręciła niezależne filmy, użyczała głosu postaciom animowanym. Była ceniona, ale nie była gwiazdą.

    Zdawała sobie sprawę z pewnej hollywoodzkiej prawidłowości: „Kobiety w pewnym wieku mogą być przerażające. Wiedziałam, że gdy będę starsza, stanę się bardziej akceptowalna”.

    I miała rację.

    Riccisance

    W 2021 roku Christina Ricci miała 41 lat. Za nią były trzy dekady w branży, rozwód, walka o siebie. I wtedy dostała rolę Misty Quigley w serialu „Yellowjackets” – opowieści o nastoletnich piłkarkach, które przetrwały katastrofę samolotową w dziczy i o mrocznych sekretach.

    Misty to postać zachwycająco pokręcona – outsiderkę z ukrytymi socjopatycznymi tendencjami. „Najbardziej kocham w graniu Misty to, jak zaakceptowała fakt, że nigdy nie będzie zaakceptowana” – mówi Ricci. „Ma kompulsywną potrzebę prób bycia zaakceptowaną, ale w głębi duszy rozumie, kim jest”.

    „Yellowjackets” stał się sensacją. Ricci otrzymała nominacje do Emmy i Złotego Globu. Twitter eksplodował terminem „Riccissance” – renesans Christiny Ricci. Nagle wszyscy przypomnieli sobie, jak świetną jest aktorką.

    Rok później, w 2022, pojawiła się w serialu Netflixa „Wednesday” – o nieco już starszej Wednesday Addams. Christina nie zagrała tytułowej bohaterki (pałeczkę przejęła Jenna Ortega), ale tajemniczą nauczycielkę, Marilyn Thornhill. Powrót do uniwersum Addamsów, współpraca z Timem Burtonem po latach, meta-casting – wszystko to zachwyciło fanów. Ciekawostka: Ricci była także producentką wykonawczą.

    Odwaga

    Christina Ricci to nie tylko aktorka. Od 2007 roku jest krajową rzeczniczką RAINN (Rape, Abuse & Incest National Network) – organizacji walczącej z przemocą seksualną. Publicznie mówi o trudnych tematach i przytacza porażające statystyki – co szósta kobieta i co 33 mężczyzna staje się ofiarą przemocy seksualnej.

    W 2020 roku, w środku pandemii, złożyła pozew rozwodowy przeciwko mężowi, operatorowi filmowemu Jamesowi Heerdegenowi. Powodem była przemoc domowa. Dokumenty sądowe, do których dotarły media, przedstawiały wstrząsającą historię – Ricci twierdziła, że mąż terroryzował ją „24 godziny na dobę”, groził porwaniem ich syna Freddiego, pobił ją, gdy próbowała zadzwonić na policję, wrzucił ją do ogniska w ogrodzie.

    „Bałam się spać w nocy” – zeznawała. Wywalczyła sądowy zakaz zbliżania się dla męża. James Heerdegen zaprzeczał wszystkim zarzutom, twierdząc, że to Ricci – będąc pod wpływem alkoholu i innych substancji – stawała się agresorką. W końcu sfinalizowano rozwód, a Christina odnalazła szczęście u boku stylisty, Marka Hamptona, z którym ma córkę Cleopatrę. Odważnie mówiła o tym, przez co przeszła – bo wiedziała, że jej historia może pomóc innym kobietom. Równie otwarcie opowiedziała też o zaburzeniach lękowych i walce z anoreksją.

    „Można być inną i nie przepraszać za to”

    Dziś Christina Ricci ma 46 lat, dwoje dzieci, na koncie nominacje do najważniejszych nagród, szacunek branży. Jej filmy zarobiły łącznie ponad 1,4 miliarda dolarów.

    Czy żywą legendą stała się dzięki mrocznym bohaterkom, które zagrała z niebywałą autentycznością? Możliwe. Przede wszystkim nigdy nie próbowała być kimś, kim nie jest. Nie grała dziewczyny z sąsiedztwa, nie udawała, że lubi pastele i komedie romantyczne. Konsekwentnie wybierała role bliskie swojej naturze. Płaciła za to cenę – lata w cieniu, etykieta „zbyt specyficznej”. Nic nie szkodzi. Czekała.

    „Wednesday Addams nauczyła mnie, że można być inną i nie przepraszać za to” – powiedziała kiedyś Christina. I przez całą karierę żyła według tej zasady.

    Dziś, gdy Jenna Ortega gra Wednesday w nowej odsłonie serialu, Christina patrzy na to z dystansem: „Nie czuję poczucia własności wobec tej postaci. Miałam 12 lat, gdy ją grałam. Teraz jestem po czterdziestce. Wednesday grało wiele osób przez lata – tak jak szekspirowską Julię”. Ale dla milionów fanów na całym świecie zawsze będzie TĄ Wednesday. Ikoną popkultury, która nauczyła całe pokolenie, że bycie innym to nie wada, lecz moc.

    Więcej o sylwetkach kobiet znajdziecie tutaj.

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY