Tragedie i ambicje Elizabeth Short
Podłapująca sensacyjne tropy prasa okrzyknęła ją „Czarną Dalią”. Elizabeth Short była młodą, atrakcyjną kobietą marzącą o karierze filmowej. W tym samym czasie na ekranach kin triumfy święcił film noir „Błękitna Dalia” z Veronicą Lake. Pośmiertny pseudonim nadany Elizabeth przez dziennikarzy nawiązywał do tego przeboju i umiłowania dziewczyny do czarnych garsonek rodem z historii o tajemniczych femme fatales.
Elizabeth Short od maleńkości miała pod górkę. Urodzona 29 lipca 1924 roku w Hyde Park dziewczyna dorastała w wielodzietnej rodzinie. Z powodu astmy cierpiała na nawracające zapalenia oskrzeli.
Tuż po krachu na giełdzie w 1929 roku jej domowy spokój został zrujnowany. Ojciec Liz – wcześniej prosperujący przedsiębiorca, załamał się nerwowo z powodu bankructwa. Pewnego dnia zniknął bez śladu. Odnaleziono porzucony przez niego samochód w okolicy rzeki, co przez długi czas budziło podejrzenia śledczych oraz bliskich w sprawie popełnienia przez niego samobójstwa. Dopiero po latach okazało się, że mężczyzna żyje i próbuje ułożyć wszystko od nowa bez rodziny u boku. To był jednoczesny cios natury emocjonalnej, a zarazem ulga dla poszukujących go bliskich.
Dojrzewająca w skromnych warunkach i od wczesnych lat pomagając matce związać koniec z końcem pracą kelnerki Elizabeth, marzyła o wielkiej karierze. Chciała poczuć, że jest kimś. Rozmyślała nad możliwościami majętnych ludzi i pragnęła trafić na okładki magazynów, które ujmowały ją wizerunkami topowych aktorek. W 1943 roku przybyła do Los Angeles zdeterminowana, aby odnieść sukces. Szukała pracy jako modelka lub aktorka. Pomocna była przy tym jej niezwykła aparycja: wyraziste rysy twarzy, hipnotyzujące spojrzenie i burza ciemnych loków.
Elizabeth Short świetnie wpisywała się w ówczesny kanon kobiecości wzorowany na hitowych produkcjach z nurtu kina noir. Miała w sobie coś z magnetyzmu i jednoczesnej serdeczności aktorki Joan Bennett (muzy Fritza Langa z obrazów „Kobieta w oknie” i „Szkarłatna ulica”). Być może z czasem stałaby się jedną z podziwianych ikon. Niestety, tragiczne okoliczności zakończyły jej karierę, zanim się rozpoczęła…
Szokujące odkrycie
Rankiem 15 stycznia 1947 roku Miasto Aniołów wstrzymało oddech. W dzielnicy Leimert Park w Los Angeles młoda matka wyszła ze swoją pociechą na spacer. To, na co trafiła, początkowo wydawało jej się częściami manekina. Niestety, szybko okazało się najgorsze – to było zmasakrowane ciało młodej kobiety. Zbrodniarz przeciął je w pasie i okaleczył twarz. Brakowało śladów krwi. Z tego powodu przypadkowej kobiecie zajęło trochę czasu, nim uświadomiła sobie, na co w rzeczywistości patrzy.
Odkrycie wstrząsnęło opinią publiczną. Makabryczne zabójstwo Elizabeth Short skrywało same tajemnice, a szczegóły zbrodni szokowały skalą okrucieństwa. Morderca wyciął na twarzy kobiety tzw. uśmiech z Glasgow, rozcinając kąciki jej ust aż do uszu. Późniejsze badania wykazały, że doszło do tego za życia kobiety. Ciało zostało również pozbawione większości narządów wewnętrznych.
Na miejsce zbrodni przybyło FBI. Ofiarę zidentyfikowano w nieco ponad 50 minut za sprawą jej odcisków palców. Te były znane śledczym, gdyż niegdyś Elizabeth została aresztowana za spożywanie alkoholu, kiedy była nieletnia. W nadziei na szybsze rozwikłanie sprawy i ujęcie przestępcy przekazano do prasy zdjęcie Elizabeth Short. Ta w krótkim czasie wznieciła jednak medialną burzę, która – jak na ironię, została wymierzona w ofiarę.
Medialne błędy
Karmiący się sensacją dziennikarze nie zamierzali udawać skruchy. Niczym hieny rzucili się w wir sprzecznych doniesień na temat przeszłości dziewczyny, aby wyciągnąć z niej „brudy”. Elizabeth Short z nieodżałowanej ofiary zbrodni stała się rzekomym wrogiem moralności i bohaterką medialnego ostrzału.
Okrzyknięto ją „awanturnicą krążącą po Hollywood Boulevard” i pomawiano o nieszczere intencje. W poczytnych magazynach sugerowano, jakoby miała trudnić się prostytucją. W jednym z artykułów podano natomiast, że była homoseksualistką, która uwodziła mężczyzn wyłącznie dla zabawy i z pragnienia zemsty. Stek bzdur napędzał niewyczerpaną paranoję. W obliczu niemożności obronienia się przez samą Elizabeth zdarzenia noszą dramatyczne znamiona niekomfortowej prawdy o naszym społeczeństwie i medialnych praktykach…
Bulwersujące doniesienia na temat prywatnych losów Czarnej Dalii przeplatały się ze szczegółowym opisem zbrodni, która zdominowała amerykańskie nagłówki na długie miesiące. Prasa zawiniła jeszcze w jednej kluczowej kwestii.
Działania wielu dziennikarzy były nastawione na prywatny zysk i poczytność tytułu, dla którego pisali. Z tego względu redakcje bardzo często nie przekazywały śledczym wiadomości przesłanych przez czytelników, które mogłyby posłużyć jako dowód. Gerry Ramlow podsumowywał: „Jeśli morderstwo nigdy nie zostało wyjaśnione, to tylko z powodu dziennikarzy… Byli wszędzie, zadeptywali ślady, przetrzymywali informacje”.
Kto zabił Czarną Dalię?
Zaledwie tydzień po odkryciu ciała Elizabeth Short „Los Angeles Examiner” otrzymał od mężczyzny podającego się za jej zabójcę prywatne przedmioty dziewczyny. Wśród nich znalazł się akt urodzenia Liz, notatnik oraz fotografie. Wszystkie rzeczy zostały wytarte z odcisków palców. Trop urwał się tak, jak wiele innych. Kilka tygodni od zbrodni do prasy oraz na policję zgłosiło się około 60 osób – zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Wszyscy podawali się za mordercę…
Po serii przesłuchań w kręgu podejrzanych znalazło się aż 150 osób. Nikomu nie postawiono zarzutów. 29 listopada 1949 roku śledztwo zostało zamknięte. Sprawcy nigdy nie odnaleziono. Jedyne, co udało się ustalić, to fakt, że Elizabeth na kilka dni przed śmiercią została najprawdopodobniej porwana i torturowana. Świadczyły o tym ślady krępowania na jej nadgarstkach oraz kostkach. Przyczyną zgonu był natomiast wstrząs mózgu spowodowany uderzeniami w głowę, a także rany powstałe po rozcięciu ust. Pozostałe rany, w tym rozczłonkowanie ciała, nastąpiły po śmierci.
Choć sprawa Czarnej Dalii pozostaje nierozwiązana od dziesięcioleci, to świat o niej nie zapomniał. W 1999 roku policjant Steve Hodel natrafił w pamiątkach po zmarłym ojcu na fotografię Elizabeth Short. George Hodel, bo o nim mowa, był lekarzem specjalizującym się w chorobach wenerycznych, który swego czasu miał również leczyć Elizabeth.
Steve rozpoczął prywatne śledztwo, w trakcie którego dotarł do informacji, jakoby na dawnej posesji ojca zostały pochowane ludzkie szczątki. Ówczesna właścicielka domu odmówiła jednak przeszukania terenu. I tak jeden z kluczowych tropów w sprawie zabójstwa Elizabeth Short ponownie został pogrzebany w zalążku.
Więcej o kulturze i sztuce znajdziecie tutaj.



