Roztańczony gwiazdor
Kariera Johna Travolty to pasmo wzlotów i upadków. Nikt nie może jednak odmówić urodzonemu 18 lutego 1954 roku gwiazdorowi wszechstronnego talentu oraz artystycznej determinacji. Już jako młody chłopak uczył się tańca, śpiewu i aktorstwa, co z czasem zaprowadziło go na Broadway.
Naturalnym wyborem dla początkującego i pełnego różnorodnych umiejętności Travolty była musicalowa ścieżka. Na początku swej drogi próbował również szczęścia w muzyce, niestety jego solowe wydania nie zdobyły wymaganego rozgłosu. Przyszłość związał z show-biznesem, który zapewnił mu stabilizację oraz spełnienie na wielu polach.
Zanim w 1994 roku otrzymał jedną z ról życia przy okazji „Pulp Fiction”, John Travolta ujmował publiczność w tanecznych i rozśpiewanych klasykach „Gorączka sobotniej nocy” (1977) czy „Grease” (1978). W filmach muzycznych dowodził nie tylko artystycznych zdolności, ale też duszy buntownika, tworząc portrety skupiające bolączki ówczesnego pokolenia dorastającego w kulturze dzieci kwiatów. Był też jednym z ulubionych aktorów Briana De Palmy, który obsadził go w dziełach „Carrie” (1976) oraz „Wybuch” (1981).
Pod koniec lat 80. XX wieku John Travolta przeżywał kryzys, gdyż produkcje z jego udziałem okazywały się truciznami box office’u. Po gorzkich latach trafił mu się w końcu angaż, który do dziś pozostaje jednym z najbardziej ikonicznych w dziejach ekranu.
Życiowa rola
Można rzec, że Quentin Tarantino uratował karierę Johna Travolty. Jego kreacja ekscentrycznego mordercy podbiła serca kinomanów, podobnie jak sam obraz igrający z gatunkowością. Tarantino kreśli bowiem w „Pulp Fiction” postmodernistyczny manifest, w którym bawi się formą kina gangsterskiego czy konwencją romansu, stosuje autoironię i ciemny humor.
Legendarna już scena tańca ekranowego Vincenta oraz Mii to natomiast swoisty pstryczek w nos całej tradycji musicalu. Udział utożsamianego dawniej z gatunkiem Johna Travolty wzmaga symbolikę ujęć.
Kulisy sceny tańca z „Pulp Fiction”
Być może nie wiecie, że to sam John Travolta ułożył choreografię dla siebie i ekranowej partnerki Umy Thurman. Reżyser nie dał mu jednak zupełnie wolnej ręki. Nie szczędził wskazówek za kamerą i polecał swym aktorom obejrzenie kilku ekranowych pląsów z klasycznych produkcji.
Dla Tarantino inspiracją przy kręceniu sceny była taneczna sekwencja z dzieła „8 i pół” (1963) spod ręki Federico Felliniego. Takich inspiracji było więcej, warto wspomnieć m.in. film Jeana-Luca Godarda „Amatorski gang” (1964). Sporo podobieństw odnajdziemy ponadto w „Dzikości serca” (1990) Davida Lyncha, gdzie nieokiełznany taniec Sailora i Luli podkreśla fatalizm relacji namiętnych kochanków.
Twórca wzorował autorską wizję na rozwiązaniach Nowej Fali z lat 60. XX wieku, czyli nurcie zrywającym z tradycyjną kinematografią. Tarantino chciał, aby jego bohaterowie zaprezentowali kipiący wolnością układ, bez skrępowania ani sztucznych figur. Vincent i Mia mieli tańczyć dla siebie, nie pod publikę, co stworzyło nieco ekscentryczny efekt, a jednocześnie oddało ukłon indywidualizmowi.
Spektakularny sukces
„Pulp Fiction” wyznaczyło nowy kierunek w amerykańskim kinie, a znakiem tego rozdziału była Złota Palma na Festiwalu Filmowym w Cannes z 1994 roku. Quentin Tarantino i Roger Avary zgarnęli ponadto Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny.
Film połączył komercyjny sukces z uznaniem krytyki oraz przyczynił się do renesansu Johna Travolty. Aktor otrzymał za swój występ nominację do prestiżowej Nagrody Akademii, a jego popisy na parkiecie z Umą Thurman u boku – Złoty Popcorn za najlepszą sekwencję taneczną.
Travolta nie tylko efektownie powrócił na ekrany, ale również przełamał swój kinowy wizerunek, tworząc postać przesiąkniętą brutalizmem. Z drugiej strony był to wyjątkowo prześmiewczy portret nawiązujący do korzeni aktora. Jego partie dialogowe znalazły stałe miejsce na kartach X muzy.
Więcej o kulturze i sztuce znajdziecie tutaj.




