Córka redaktora
Anna Wintour przyszła na świat 3 listopada 1949 roku w Hampstead, eleganckiej dzielnicy Londynu. Matka była córką profesora prawa na Harvardzie – w tej rodzinie nikt nie robił niczego bez powodu i bez klasy. Ojciec Anny, Charles Wintour, przez siedemnaście lat kierował londyńskim dziennikiem „Evening Standard” – jedną z najważniejszych gazet w Wielkiej Brytanii. Był człowiekiem z gatunku tych, którzy wiedzą, co jest ważne, zanim świat zdąży się zorientować. Był też ojcem, który o kwestiach redakcyjnych rozmawiał z nastoletnią córką tak, jakby rozmawiał z równym sobie.
To on powiedział Annie kiedyś wprost, że zostanie naczelną „Vogue’a”. To nie było życzenie, nawet nie komplement – to była wizja. Anna – wychowana w poczuciu, że bycie dobrym to za mało – przyjęła słowa ojca spokojnie.
Była uczennicą North London Collegiate School, kiedy moda zaczęła ją pochłaniać. Panna Wintour buntowała się przeciwko mundurkom i spódnicom za kolano. Oglądała zdjęcia z programu „Ready Steady Go!” i strony magazynu „Seventeen”, który przysyłała jej z Ameryki babcia ze strony matki. W wieku piętnastu lat, dzięki koneksjom ojca, Anna trafiła do legendarnego butiku Biba. Rok później rzuciła szkołę. Bez matury, bez dyplomu, bez przepraszam.
Rodzice najpierw zaprotestowali. Potem zaakceptowali decyzję swojej zdeterminowanej córki. Bo Anna Wintour już wtedy nie pytała o pozwolenie – informowała o decyzjach.
Zwolniona, wyrzucona, zapomniana
Kariera, która dziś wygląda jak prosta linia z londyńskiego butiku na sam szczyt świata mody, była w rzeczywistości serią dość bolesnych upadków, które dla wielu byłyby traumami. Nie dla Anny – ona uznawała je za kolejne okazje do wysnuwania wniosków.
Karierę w mediach Wintour zaczęła jako asystentka w „Harper’s & Queen” – magazynie, który z czasem stał się „Harper’s Bazaar UK”. Zdobywała kontakty, organizowała sesje z Helmutem Newtonem, odkryła modelkę Annabel Hodin (tak się złożyło, że chodziły razem do szkoły). Radziła sobie świetnie. A potem pokłóciła się ze swoją rywalką, redaktorką Min Hogg i odeszła.
Wyjechała do Nowego Jorku za swoim ówczesnym partnerem, dziennikarzem Jonem Bradshawem, który pomógł jej dostać posadę w amerykańskim „Harper’s Bazaar”. Pracowała tam dziewięć miesięcy. Zwolniono ją za „zbyt odważne, zbyt nowatorskie pomysły”. Redaktor naczelny Tony Mazzola uznał, że jej sesje zdjęciowe były „przesadnie ryzykowne”. Bradshaw ponownie pomógł jej znaleźć pracę – tym razem w kobiecym piśmie „Viva”. Pismo zbankrutowało w 1978 roku i zamknięto je z dnia na dzień.
Wintour zrobiła sobie przerwę. Związała się z francuskim producentem muzycznym, przez dwa lata krążyła między Paryżem a Nowym Jorkiem. Wróciła do pracy w 1980 roku, przyjmując posadę w redakcji magazynu „Savvy”. Potem trafiła do „New York Magazine”, gdzie jej sesje zdjęciowe zaczęły w końcu przyciągać uwagę. Nauczyła się tam jednej ważnej rzeczy: okładka z celebrytką zamiast z modelką sprzedaje się lepiej. Zapisała to i nigdy nie zapomniała.
W 1983 roku firma medialna Condé Nast zaproponowała Annie stanowisko dyrektora kreatywnego w amerykańskim „Vogue’u”. Pracowała tam do 1985, bezpośrednio pod naczelną Grace Mirabellą – i bez jej zgody zmieniała koncepcje artykułów. Gdy ktoś zapytał ją wprost, jaką posadę chciałaby objąć, odpowiedziała bez mrugnięcia okiem: posadę Mirabelli.
Pierwsza TAKA okładka
W 1988 roku Mirabella dostała telefon z informacją, że została zwolniona. Podobno nawet nie wróciła po swoje rzeczy. Anna Wintour, która od 1985 do 1987 roku prowadziła brytyjski „Vogue” i przez chwilę ratowała magazyn „House & Garden”, teraz dostała to, co jej ojciec przepowiedział (lub też obwieścił) przed laty.
Pierwsza okładka, którą Wintour przygotowała jako naczelna, była manifestem. Fotograf Peter Lindbergh uchwycił młodziutką Michaelę Bercu w wyblakłych dżinsach za pięćdziesiąt dolarów i bogato zdobionej kurtce od Christiana Lacroix za dziesięć tysięcy. Takie zestawienie dotąd nikomu do głowy by nie przyszło – uliczna taniość i haute couture w jednym kadrze. Drukarz zadzwonił do biura, pewien, że pomylono zdjęcia. Wintour kazała drukować.
„Masowość z klasą – to moje motto” – powiedziała później publicznie. I rzeczywiście, tym jednym gestem zdefiniowała czterdzieści lat „Vogue’u”: pismo miało przestać być salonem dla wybranych, a stać się czymś, do czego wszyscy chcieli należeć, nawet jeśli mogli sobie pozwolić tylko na oglądanie.
Na okładkach zaczęły pojawiać się aktorki, piosenkarki, żony polityków. Hilary Clinton, Angelina Jolie, Madonna. Moda opuściła wybiegi i weszła do popkultury. Wintour rozumiała, że ludzie nie kupują ubrań – kupują tożsamości. I że jej zadaniem jest decydować, które tożsamości są tego warte.
Nuclear Wintour i diabeł u Prady
Prasa nie była dla niej łaskawa. Kiedy objęła brytyjski „Vogue” w 1985 roku, w ciągu pierwszych tygodni zwolniła większość redakcji. Ci, którzy zostali, nazwali ten okres „Wintour of Our Discontent” – była to inteligentna gra słów nawiązująca do „Now is the winter of our discontent” z tragedii Williama Szekspira „Ryszard III”.
Natomiast przydomek „Nuclear Wintour” przyszła naturalnie: od jej nazwiska i od atomowej zimy, która niszczy wszystko na swojej drodze.
Legenda rosła. Mówiło się, że podczas pokazów mody Anna siada z kamienną twarzą i nie bije brawo lub wychodzi w połowie. Że redaktorzy drżą, czekając na jej wejście do sali konferencyjnej. Że zjada na lunch świeży stek dostarczany z najlepszej restauracji w Nowym Jorku – codziennie, bez wyjątku. Że ciemne okulary nosi nie dlatego, że podąża za modą, ale dlatego, że jedno jej spojrzenie potrafi kogoś całkiem zniszczyć.
W 2003 roku na półki amerykańskich księgarń trafiła książka autorstwa Lauren Weisberger, byłej asystentki Anny. Miranda Priestly – apodyktyczna, lodowata, szalenie wymagająca naczelna fikcyjnego pisma modowego – była portretem wystarczająco czytelnym, by wszyscy wiedzieli, kto pozował do obrazu. W filmowej adaptacji z 2006 roku zagrała ją Meryl Streep. Wintour obejrzała film. Podobno się uśmiechnęła. Niektórzy twierdzą, że to był jeden z niewielu momentów, gdy ktoś widział jej reakcję.
Kontrowersji było więcej. Organizacje walczące o prawa zwierząt od lat atakują Wintour za promowanie naturalnych futer na łamach pisma. W 2020 roku były redaktor „Vogue’a” André Leon Talley opisał w swoich wspomnieniach, jak bezwzględnie i chłodno Wintour zakończyła ich wieloletnią znajomość. W tym samym roku, na fali ruchu Black Lives Matter, Anna przeprosiła publicznie za brak różnorodności rasowej w magazynie przez dekady jej rządów – przyznała, że decyzje, które podejmowała, raniły ludzi. Nie wszyscy uwierzyli w szczerość przeprosin.
Cesarzowa jest tylko jedna
Jest jedna rzecz, o której Anna Wintour mówi rzadziej niż o wszystkim innym: o sobie. Chroni prywatność – to skłania do snucia domysłów, ale jest też bronią. Co wiadomo o prywatnym życiu legendarnej naczelnej „Vogue’a”? Z pierwszego małżeństwa z psychiatrą dziecięcym Davidem Shafferem ma syna Charlesa i córkę Bee. Rozwiodła się w 1999 roku. Drugie małżeństwo, z biznesmenem Shelbym Bryanem, zakończyło się separacją w 2020. Córka Bee powiedziała kiedyś w wywiadzie, że matka jest jedną z najhojniejszych osób, jakie zna – i że szybko się nudzi. Oba te spostrzeżenia brzmią przekonująco. A czy Anna rzeczywiście zmienia wnukom pieluchy, jak deklaruje? Kto wie.
Pozostaje jedną z najważniejszych postaci świata mody. Met Gala, którą przejęła i przekształciła w największy spektakl mody na świecie, jest corocznym rytuałem, podczas którego to Anna decyduje, kto wejdzie i w czym wejdzie. W 2014 roku jedno ze skrzydeł Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku otrzymało jej imię: Anna Wintour Costume Center. To instytucja, która oficjalnie przypieczętowała coś, co branża wiedziała od dawna – moda jest sztuką, a Wintour jest jej strażniczką.
W czerwcu 2025 roku, po trzydziestu siedmiu latach, Anna Wintour przekazała stanowisko naczelnej „Vogue’a” swojej następczyni. Sama pozostaje w Condé Nast jako globalna dyrektorka redakcyjna. Nie odchodzi – zmienia pozycję. Emerytura? To nie w jej stylu. A już na pewno nie czas będzie decydował o zwolnieniu tempa. To Anna decyduje, kiedy skończyć, i robi to na własnych warunkach.
W styczniu 2025 roku odebrała Prezydencki Medal Wolności. 4 lutego tego samego roku – Order Kompanionów Honoru od króla Karola III. Dziewczyna, która porzuciła szkołę w wieku szesnastu lat i nigdy nie studiowała dziennikarstwa, jest dziś Dame Anną Wintour.
Ojciec by się nie zdziwił.
Więcej o sylwetkach kobiet znajdziecie tutaj.





