Więcej...

    Tak cudownie niehollywoodzka – wspomnienie o Diane Keaton

    „Była kimś absolutnie wyjątkowym – osobą, jakiej ten świat jeszcze nie widział i najpewniej już nie zobaczy” – napisał Woody Allen o Diane Keaton. On, podobnie jak reszta świata, próbuje oswoić się z myślą, że odeszła. Jej nieoczekiwana śmierć poruszyła niemal cały świat. Bo Diane była nie tylko aktorką. Była światłem, energią i jedną z nielicznych, które w sztucznym, plastikowym Hollywood potrafiły pozostać autentyczne. Pod prąd, wbrew niepisanym regułom gry, w golfie lub pod krawatem, bez blichtru, ale zawsze z uśmiechem, czułością i inteligencją. Tak cudownie niehollywoodzka.

    Panna Hall

    Diane Hall przyszła na świat 5 stycznia 1946 roku w słonecznym Los Angeles. Od początku była wyjątkowa – z jednej strony nieśmiała i skryta, z drugiej otwarta na ludzi i pogodna. Wyrastała na ekspresyjną indywidualistkę, przywiązaną do swojej rodziny i nieco sentymentalną, ale jakże niezależną. Była szczególnie zżyta z matką. To właśnie matka, Dorothy Deanne Keaton Hall, angażowała ją we wspólne przerabianie ubrań kupowanych w lumpeksach. Zachęcała też do rozwijania artystycznych zainteresowań. A Diane była duszą artystyczną – utalentowaną plastycznie, muzykalną, doskonale odnajdującą się na scenie teatralnej.

    Panna Hall studiowała aktorstwo w Santa Ana College w Kalifornii oraz w Neighborhood Playhouse w Nowym Jorku. Wstąpiła do Actors’ Equity Association (związku zawodowego aktorów teatralnych w USA). W tamtym czasie w związkowym rejestrze figurowała już aktorka Diana Hall, więc nasza Diane musiała wybrać inne nazwisko sceniczne. Wybrała nazwisko panieńskie swojej matki – Keaton.

    W połowie lat 60. Diane Keaton występowała w letnich teatrach objazdowych, a w 1968 roku była dublerką w wystawianym na Broadwayu rockowym musicalu „Hair”. Rok później zagrała główną rolę w sztuce Woody’ego Allena „Zagraj to jeszcze raz, Sam”, którą następnie powtórzyła w filmowej adaptacji z 1972 roku. Spotkanie z Woodym miało okazać się punktem zwrotnym – zarówno w jej życiu osobistym, jak i zawodowym.

    Muza Woody’ego

    Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, pomyślałem, że jest tak czarująca, tak piękna, tak niezwykła, że zacząłem kwestionować trzeźwość swojego umysłu. Myślałem: czy to w ogóle możliwe, żeby zakochać się tak szybko?” – wspominał Woody Allen, poruszony śmiercią kobiety, która przez blisko sześć dekad była jego przyjaciółką, muzą, jedynym liczącym się krytykiem.

    Reżyser doskonale pamięta pierwsze spotkanie z Diane, podczas przesłuchania do swojej sztuki „Zagraj to jeszcze raz, Sam” z 1969 roku, wystawianej w Morosco Theatre. Keaton, świeżo przybyła z Orange County, pracowała wtedy w szatni i jednocześnie występowała w musicalu „Hair”. Została polecona przez nauczyciela aktorstwa, Sandy’ego Meisnera. Rzeczywiście, miała coś w sobie. Ale nie od razu zaiskrzyło. „Ona była nieśmiała, ja byłem nieśmiały – a gdy spotykają się dwie nieśmiałe osoby, robi się naprawdę nudno” – wspominał Woody. Po jednym spotkaniu we dwoje było już o wiele ciekawiej. Allen się zakochał, z wzajemnością.

    Łączyło ich nie tylko uczucie, ale i porozumienie intelektualne, podobne poczucie humoru. „Z czasem zacząłem robić filmy dla jednej osoby siedzącej na widowni – Diane Keaton” – wyznał Allen. „Nie przeczytałem żadnej recenzji moich filmów i liczyło się dla mnie tylko to, co Keaton myślała”. Nawet ostateczne zakończenie romantycznej relacji, po paru latach rozstań i powrotów, nie zniszczyło przyjaźni ani artystycznej więzi.

    Na ekranie pojawiali się razem od 1972 roku, kiedy powstała ekranizacja „Zagraj to jeszcze raz, Sam” w reżyserii Herberta Rossa. Potem było już kino autorskie Woody’ego Allena i większe pole do aktorskich popisów dla Keaton. Po filmach „Śpioch” oraz „Miłość i śmierć”, w 1977 roku na ekrany kin weszła komedia intelektualna „Annie Hall” – w znacznym stopniu oparta na historii Woody’ego i Diane. Za stworzoną tu kreację Keaton otrzymała Oscara. Wzruszona dziękowała Woody’emu.  A potem grała w kolejnych jego filmach – „Wnętrzach”, „Manhattanie”, „Złotych czasach radia”. Jej allenowskie bohaterki to kobiety inteligentne i niezależne, urocze neurotyczki, po nowojorsku ekscentryczne. Ani jednowymiarowe, ani stereotypowe, za to autentyczne i magnetyczne. Woody genialnie pisał, a Diane z niezwykłym zrozumieniem wcielała się w bohaterki odbiegające od hollywoodzkiego ideału kobiety, w filmach redefiniujących komedię romantyczną. Diane nie tylko grała, ale również „ubierała” swoje postacie w sposób definiujący ich osobowość – luźne koszule, kamizelki, krawaty, spodnie zamiast sukienek. To wywarło wpływ nie tylko na kino, ale i na kulturę  oraz modę lat 70. – to dzięki Keaton (a szczególnie dzięki Annie Hall) powstał ikonyczny wizerunek „cool girl”.

    Ostatni film Allena, w którym wystąpiła Diane Keaton, to „Tajemnica morderstwa na Manhattanie” z 1993 roku. Dla Woody’ego był to trudny okres – w atmosferze skandalu rozstał się z Mią Farrow, związał z adoptowaną (ale już pełnoletnią) córką Mii, miał proces o molestowanie, a Farrow dbała, by gorzko żałował swoich życiowych wyborów. Jednak Diane nie odwróciła się od Woody’ego ani wtedy, ani wiele lat później, gdy przy okazji ruchu #MeToo temat powrócił. W 2016 roku, po głośnym artykule Ronana Farrowa atakującym Woody’ego, wiele hollywoodzkich gwiazd odwróciło się od reżysera. Ale nie Keaton. Ona nieustannie broniła Allena w obliczu zarzutów, jakoby miał on seksualnie molestować swoją córkę Dylan Farrow. Na Twitterze napisała: „Woody Allen jest moim przyjacielem i wciąż mu wierzę”.

    Ich przyjaźń była jedną z najtrwalszych w świecie artystycznym. Po jej śmierci napisał, że świat bez niej stał się smutniejszy. „Mimo wszystko pozostają jej filmy. A jej cudowny śmiech wciąż rozbrzmiewa w mojej głowie” – dodał.

    Bawiła, wzruszała, zachwycała

    Poza filmami Allena Diane Keaton zyskała uznanie dzięki kreacjom w rozmaitych filmach – od klasyki kina gangsterskiego, jak „Ojciec chrzestny” Francisa Forda Coppoli, przez dramaty historyczne – jak „Czerwoni” Warrena Beatty’ego,  po komedie romantyczne, które w jej karierze tworzą osobny i obszerny rozdział. W „Lepiej późno niż później” pokazała, że dojrzała kobieta wciąż może zachwycać – wcale nietrudno uwierzyć, że bohater grany przez Keanu Reeves był zauroczony Ericą, graną przez Diane. Jednak to chemia między Keaton a Jackiem Nicholsonem była siłą napędową tego filmu.

    Keaton potrafiła balansować między dramatem a komedią, tworząc bohaterki wyraziste, autentyczne i wielowymiarowe. Urzekała w „Baby Boom”, gdzie grała kobietę sukcesu, która mając pod opieką niemowlę, przewartościowuje swoje życie. W filmach takich jak „Pokój Marvina” zaprezentowała inną stronę swojego talentu, tworząc przejmującą, psychologicznie złożoną kreację. Najczęściej powierzano jej role kobiet silnych (jednak nie zawsze świadomych swojej siły), inteligentnych i niezależnych, ale też pełnych ciepła i empatii, choć nieco neurotycznych. Najpiękniej pokazywała złożoność kobiecej osobowości.

    Jedną z jej najbardziej pamiętnych kreacji była ta w komedii „Zmowa pierwszych żon”, gdzie z Goldie Hawn i Bette Midler stworzyła znakomite trio. Jej bohaterka, Annie, rzucona przez narcystycznego męża, odnawia dawne przyjaźnie. Trzy zdradzone kobiety łączą siły, by ukarać niewiernych mężów, a przy okazji odkrywają, że są o wiele silniejsze i mają zupełnie inne moce, niż kiedykolwiek przypuszczały. W ostatniej scenie filmu trzy bohaterki śpiewają „You don’t own me” – nieformalny hymn kobiet gotowych na wszystko i niepozwalających mężczyznom na dyktowanie warunków. Po śmierci Diane scena ta zaczęła krążyć po sieci, przypominając nie tylko o kultowym filmie, ale i o aktorce – ekranowym i pozaekranowym symbolu siły, która nie da się pokonać nieśmiałości ani kompleksom. „Miałyśmy się razem zestarzeć…” – napisała Goldie Hawn, gdy Diane zaskoczyła ją swoim odejściem.

    Jedyna taka

    Błyskotliwa i dowcipna Diane była fantastyczną aktorką obdarzoną wyjątkowym wyczuciem komediowym. Ale odnajdywała się także po drugiej stronie kamery – wyreżyserowała między innymi film dokumentalny „Niebo”, odcinek „Miasteczka Twin Peaks” i parę filmów fabularnych, w tym „Gorącą linię”. Była ikoną stylu („Żadna ze mnie ikona” – zwykła mawiać), choć próżno szukać jej zdjęć w wieczorowych, seksownych sukniach. O dekoltach nie było mowy. Jej styl był eklektyczny i niekonwencjonalny. Umiejętnie łączyła męskie elementy garderoby – krawaty, kamizelki, meloniki – z nonszalancką elegancją. Uwielbiała czerń, szarość, biel. Za to wnętrze miała kolorowe.

    Robiła przepiękne zdjęcia, fascynowała ją dekoracja wnętrz. Uwielbiała sztukę, ale sama malarką nie bywała. Za pędzel nie chwytała, ale za pióro – owszem. Napisała cztery książki, a z każdej strony przebija wrażliwość, mądrość i humor.

    Ten humor… czasem czuły, czasem nieco ostrzejszy. Steve Martin, z którym grała w komedii „Ojciec panny młodej”, wspominał, jak Martin Short zapytał Diane, kto był przystojniejszy – on czy Martin. Ona odpowiedziała: „Obaj jesteście idiotami”.

    Jednak w jej życiu nie wszystko było zabawne. W 1972 roku, na planie „Ojca chrzestnego”, poznała Ala Pacino. Choć – jak wyznała w wywiadzie dla „The Telegraph” – była Alem zauroczona od pierwszej chwili, dopiero dwa lata później, podczas pracy nad „Ojcem chrzestnym II”, zaczęli romansować. „Byłam nim zauroczona. Czarujący, zabawny, rozgadany. Było w nim coś z zagubionej sieroty, jak u szalonego sawanta. I był taki przystojny!” – wspominała po latach. Długo chronili swoją prywatność. Gdy w Hollywood plotkowano o ich relacji, oni co jakiś czas się rozstawali, potem wracali do siebie. I tak przez piętnaście lat. Dopiero w 1990 roku postawiła ultimatum: ślub albo „pa!”. Rozstali się ostatecznie. Ona później powiedziała w wywiadzie: „Nie sądzę, żeby małżeństwo było dla mnie dobrym pomysłem”. A on, po jej śmierci, wyznał, że jeśli czegoś żałuje, to tego, że jednak się z nią nie ożenił.

    Diane skończyła z mężczyznami. Zamiast randek, wybrała macierzyństwo. Adoptowana córka Dexter, syn Duke, pies Reggie – to była jej rodzina i jej poczucie spełnienia. Opiekowała się też chorą na Alzheimera matką, bratem walczącym ze swoimi demonami.

    Diane Keaton ceniła swoją prywatność i starała się ją chronić. O raku skóry opowiedziała po fakcie, gdy była już zdrowa. Podobnie w przypadku bulimii i niedocukrzeniu, z którymi walczyła za młodu. Jej stan zdrowia pogorszył się w ostatnich miesiącach przed śmiercią. Aktorka zmarła 11 października 2025 roku. Za wcześnie. Nie byli na to gotowi ani jej bliscy, ani Hollywood, ani ci, którzy przez lata podziwiali nie tylko jej talent, ale (przede wszystkim) osobowość – autentyczność, odwagę w byciu sobą, indywidualizm bez cienia egoizmu.

    Pozostały jej filmy, zdjęcia, słowa. Choćby taka refleksja: „Nigdy nie rozumiałam idei, że wraz z wiekiem powinnaś stawać się spokojniejsza. Zwalnianie tempa to coś, z czym w ogóle się nie utożsamiam. Celem jest kontynuowanie – w dobrym i złym, we wszystkim. Kontynuowanie wyrażania siebie, przede wszystkim. Odczuwanie świata. Odkrywanie. Bycie z ludźmi. Pójście daleko. Ryzykowanie. Kochanie. Po prostu chcę wiedzieć więcej i zobaczyć więcej”.

    Dzięki za wszystko, Diane Keaton.

    Więcej o sylwetkach kobiet znajdziecie tutaj.

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY