Samotność w związku

Samotność w związku

Relacje od zawsze były zagadką – bez złotego środka na jego trwałość – co zrobić, by było jak tego pragniemy ? Składową kilku czynników , gdy brak zaledwie jednego z nich sprawia, że nasze szczęście sypie się jak domek z kart. A przecież tak wiele zależy od nas samych – skąd zatem w nas tyle samotności i pustki?

Niestety coraz więcej osób doświadcza samotności w związkach.

Przez lata związku, w którym jesteśmy, zmieniają się nasze priorytety, marzenia, cele.

Dojrzewamy wewnętrznie, co jest dla nas ważne lub zupełnie nam obojętne.

Jednak, co gorsze, popadamy w stagnację, marazm – poddając nasz związek, relacje wysokiej próbie.

Często mijamy bliskie nam osoby, ludzi, z którymi dzielimy życie, sypialnie, dom, dzieci i masę innych rzeczy. Nie dostrzegamy siebie nawzajem, wymieniając niejednokrotnie kilka spojrzeń czy nic nie wnoszących do wspólnej bliskości – zdań. Zapominamy o sobie, o tym co ważne.

Miłość zanika, odchodzi w zapomnienie, zaczyna czegoś brakować: rozmów, wspólnie spędzonych chwil, bliskości.

Zadajemy sobie wtedy pytanie:

– „Gdzie się podziali ludzie sprzed lat?”

Pełni wspólnych marzeń i pasji, błysku w oczach i splecionych dłoni. Wspólnych wieczorów i niekończących się tematów do rozmów. Przecież nie mogło się to stać z dnia na dzień, że pogubiliśmy się w tym wszystkim i tak bardzo zapomnieliśmy o sobie. Swoich i partnera potrzebach.

O bliskości, która scalała nas w jedność i pozwala przetrwać najtrudniejszy czas. Nie poróżniając nas mimo wielu przeciwieństw, jakie szykował nam przewrotny los. Proces oddalania, ochładzania w relacji, a w rezultacie jej koniec – to samotność!

Samotność, gdzie będąc z kimś czujemy się tak bardzo samotni, niepotrzebni, niezauważani i często – niekochani!

Samotność, która podstępem niszczy wszystko, co mieliśmy najpiękniejsze i co sprawiało, że najdrobniejsze gesty względem siebie już nie smakują jak kiedyś, nie cieszą jak kiedyś. Zamiast zbliżać – oddalają.

"Samotność… Odnoszę wrażenie, że to milczenie z samym sobą. Mówienie do nikogo, patrzenie na nic, brak wszystkiego i niczego. Po prostu jest się w pustce i z tej pustki nie wyprowadzą mnie żadne drzwi, nawet otwarte…” (Aneta Szcześniak, „Błazen zły”)

Gdzie nie dostrzegamy zarówno swoich, jak i partnera potrzeb. Przechodzimy w stan zamrożenia, oddalając się od siebie nawzajem.

Podanie filiżanki kawy ukochanej osobie z uśmiechem na ustach i iskierką w oku, przypadkowe muśnięcie dłoni czy pocałunek odchodzą w zapomnienie i stają czymś odległym i często nieosiągalnym, zapomnianym.  Dusimy się w środku, tracąc ostanie resztki naszych uczuć, miłości i bezsilnie przyglądamy się procesowi umierania relacji z kimś, kto jeszcze do niedawna był dla nas i dla kogo my byliśmy – całym światem.

Otrzymując chłód, sami stajemy się zimni. Wiecznie odpychani – sami zaczynamy odpychać!                 I pozostaje tylko pustka.  Piętrząca się w nas pustka. Narastająca z dnia na dzień i pustosząca nasze serca do zera, gdzie po zamknięciu go kluczem odwrotu już nie będzie.

Dlatego nie pozwólmy, by do naszych domów, związków wkradła się samotność, obojętność na drugiego człowieka. A gdzie miłość? –  która przez wiele lat nas uskrzydlała.

Dostrzeżmy w obok śpiącej kobiecie, śpiącym mężczyźnie – człowieka, na widok którego nasze serce szybciej biło, a uśmiech sam pojawiał się na naszych ustach.  Gdy po ciężkim dniu, siadaliście wygodnie na kanapie okazując sobie w maleńkich gestach – czułość, opowiadaliście zmagania z bieżącego dnia i byliście dla siebie ważni. Małe rzeczy, małe gesty  a znaczą i mogą zmienić tak wiele.

Nie zaprzestańmy okazywać sobie zainteresowania, podsycając tlący się w nas żar obecnością dla siebie i bycie dla siebie.

Bo nic nie zastąpi bliskości, rozmów, uważności względem siebie w relacji. Okazujmy sobie jej jak najwięcej  i cieszmy się sobą. Tracąc kogoś bliskiego, tracimy część siebie samych.

Ściskam! – Anka