Co z tym nowym rokiem?

Co z tym nowym rokiem?

Przywitaliśmy hucznie. Zaplanowaliśmy (niektórzy co do tygodnia). Napostanawialiśmy. A bliższym i dalszym znajomym nadal życzymy pomyślności. O co jeszcze możemy zadbać w styczniu? I o jakich tradycjach warto pamiętać?

W przeciwieństwie do przesilenia letniego czy pradawnych obchodów nadejścia nowej pory roku, zmiana daty rocznej nie jest związana z naturalnym cyklem przyrody. W tradycyjnych społecznościach, szczególnie wiejskich, rolniczych, przez wieki świętowano raczej przesilenie zimowe, które było prekursorem dzisiejszych świąt Bożego Narodzenia. Za uroczystym świętowaniem przełomu lat zdają się stać głównie nasze potrzeby kolejnego „restartu” i możliwości „zaczynania wszystkiego od nowa”. Zresztą jedna z teorii pochodzenia nazwy „styczeń” (wg słownika A. Bruecknera) wskazuje na „stykanie się” starego i nowego roku w tymże miesiącu, jako jego cechę wyróżniającą.

Na dobry początek karnawału

Powszechne, huczne świętowanie nowego roku to bardzo młoda tradycja, ma raptem nieco ponad 100 lat. Niemal do końca XIX w. nie wznoszono w Polsce nawet noworocznych toastów, a jeśli już, to w dużych miastach, na salonowych przyjęciach, pod wpływem światowej mody (bo na świecie uroczystość Nowego Roku świętowano już w starożytnym Rzymie). Na wsi celebrowano „gody”, okres od Bożego Narodzenia do święta Trzech Króli, kiedy to spotykano się, wróżono, kolędowano i chodzono „po szczodrakach”. Te ostatnie (słodkie ciasto drożdżowe o różnych kształtach) piekły i rozdawały gospodynie wędrującej po wsi młodzieży, w akompaniamencie przyśpiewek i błogosławieństw na cały nowy rok.

Wystawne bale noworoczne były z kolei domeną arystokratycznego stylu życia; tłumne potańcówki upowszechniły się dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym. W czasach „salonowych” obyczajów arystokracji bal z okazji przełomu starego i nowego roku rozpoczynał sezon karnawałowy – ważny nie tylko ze względów towarzyskich. To podczas zimowego okresu przyjęć, wizyt i uczt prezentowane były światu panny z dobrego domu – te, które znalazły się właśnie „na wydaniu”. Dziś ani się nie prezentujemy, ani nie narzucamy sobie takich ograniczeń w świętowaniu – ale jeszcze na początku ubiegłego wieku znajomość i przestrzeganie kalendarza wydarzeń towarzyskich i związanego z nim rytmu wydarzeń społecznych, było grzecznościowym obowiązkiem ludzi dobrze wychowanych.

Niech nam darzy!

Do dziś jednak przełom starego i nowego roku to jedna z kilku w ciągu roku okazji do składania życzeń uniwersalnych. Czyli nie wynikających z osobistych jubileuszy, ale takich, które składamy wielu osobom, niekoniecznie najbliższym. Życzymy „do siego roku” i – jeżeli czynimy to w SMS-ie czy na karcie pocztowej – zwykle od razu zastanawiamy się, czy rzeczywiście tak się to pisze. Rzadziej – co to właściwie znaczy.

Jedno jest pewne: w nowym roku życzymy zawsze pomyślności, obfitości i tego, żeby rozpoczynający się rok „był łaskawszy niż poprzedni”. Życzenia noworoczne wypada składać aż do końca stycznia, choć oczywiście znaczna ich większość trafia do adresatów już na samym początku miesiąca.

Wydaje się, że przy całej naszej nowoczesności, nadal żywa jest tradycja zapewnienia sobie pomyślnego, szczodrego i obfitego nowego roku. Czynimy to i dziś na wzór tradycyjnych obyczajów, według których należało zaopatrzyć się we wszelkie dobra i zapasy już na pierwszy dzień nowego roku. Przekonanie to odzwierciedla też sylwestrowo-noworoczny poczęstunek, pod którym i dziś często uginają się stoły. Towarzyszy nam też niekiedy nadal zabobonne przekonanie, że jaki nowy rok, taki będzie on cały. W domu powinien być zatem pierwszego stycznia dostatek, życzliwa atmosfera i spokój.

Czym prędzej natomiast staramy się zapomnieć o starym roku, który najwyraźniej nieźle daje nam się zawsze we znaki, skoro tak hucznie i głośno go żegnamy – nie tylko w sylwestrowy wieczór. Dawniej uderzenia w dzwon, blaszane instrumenty, wystrzały i wiwaty, współcześnie głośna muzyka, śmiech i okrzyki – mają nie tylko przywitać nowy rok, ale też odpędzić stary, a wraz z nim – pożegnać wszelkie troski, zmartwienia i niepowodzenia.

Praca u podstaw

Początek roku to dobry okres na noworoczne porządki. Wbrew potrzebie części z nas, aby wysprzątać mieszkanie „na nowy rok” i przywitać go już w pełnym blasku, tradycja zaleca raczej odłożenie porządków na początek stycznia. A to dlatego, że – sprzątając w grudniu – moglibyśmy przypadkowo „wymieść” z domu pomyślność. Zresztą, zdaje się, że całkiem niedawno sprzątaliśmy przed świętami?

W styczniu jest już natomiast za późno na zwrot długów i oddanie wszystkich pożyczonych przedmiotów. Tego typu przygotowania należało poczynić jeszcze w grudniu. Jeżeli ma to jednak sprawić, że dawno zapomniana książka przyjaciółki przeleży u Was kolejnych 12 miesięcy – może jednak odczekajcie dla bezpieczeństwa kilka dni i nadróbcie zaległości awangardowo, jeszcze w styczniu. Długów też raczej nie gromadźmy z myślą o tym, że na ich spłacenie mamy całe, długie 12 miesięcy. W kolejnym grudniu może niestety okazać się, że znów jest za późno, dlatego warto wykorzystać styczeń na wdrożenie i ugruntowanie nowych, lepszych nawyków.

Z nowym rokiem pewnym krokiem

No właśnie, w kontekście nowego roku nie sposób pominąć rytuału czynienia postanowień lub… ich nieczynienia. Od lat w wielu kulturach na całym świecie przyjęło się pisanie noworocznych postanowień. Nic dziwnego, tak spektakularny „restart” czy „nowy początek” to dla naszej silnej woli, ale też przyzwyczajonych do cykliczności umysłów – potężny impuls do działania. Lubimy odcinać grubą kreską to, co było szczególnie nieudane lub niedoprowadzone do końca. Zaczynać raz jeszcze, z „czystą kartą” i „od nowa”.

Może więc czas wykorzystać nowy początek, który właśnie nadszedł i – zamiast spisywać nowe zamiary – zacząć wdrażanie dotychczasowych, które na liście „noworocznych postanowień” widnieją już od kilku lat? Jeżeli wśród Twoich celów nie są sprawy materialne, ale poprawa jakości życia, to strategie budowania nawyków mogą znacząco ułatwić Ci sprawę. Jeżeli jeszcze nie znasz – zapoznaj się z kultową „Siłą nawyku” Charlesa Duhigga i z „7 nawykami skutecznego działania” S. Coveya. A jeśli znasz – nie ma na co czekać. Zaopatrz się w kartkę i długopis, pobierz z Internetu jeden z tysięcy „nawykowników”, które ułatwią Ci śledzenie postępów, albo aplikację na smartfon w tym samym celu. I do dzieła! No już, zaraz, nawet jeżeli zdarzyło się, że czytasz to w lutym, marcu czy sierpniu.

Restart

Jeżeli nowe postanowienia piętrzą się u Ciebie od lat, a po każdym kroku wprzód robisz dwa w tył – to może spróbuj inaczej. Po pierwsze: nie dokładaj nic do listy postanowień, odwrotnie, zastanów się, co możesz z niej usunąć. Jeżeli zakup nowej obcisłej sukienki na „po schudnięciu” nie udał się przez ostatnią dekadę, warto rozważyć wykreślenie go, tak, żeby więcej miejsca zostało choćby na „aktywność fizyczną”. Kto wie, może utoruje ona drogę sukience na przyszły rok?

Po drugie: niech cele będą trzy, ale priorytetowe. Nie dwadzieścia. Jak wybrać, gdy wszystkie są jednakowo ważne? Postaw na te, których wystarczy spełnić kawałek, żeby wpłynąć naraz na kilka dziedzin życia albo ułatwić sobie spełnienie kilku innych celów. Na przykład opanowanie angielskiego na całkiem podstawowym poziomie może Ci przynieść wzrost poczucia własnej wartości, ale i ułatwić znalezienie nowej pracy, a jednocześnie dostarczyć wspólnych tematów do rozmowy z koleżanką.

Po trzecie: spróbuj urealnić swoje cele, albo mówiąc wprost, obniż poprzeczkę. Mimo konsekwentnego wpisywania na listę, nie udało Ci się zebrać na nowe auto w ciągu ostatnich 5 lat? A skoro się orientowałaś/eś, że nie ma na to szans, to rozpuściliście nawet to, co udało się odłożyć? Może więc w nadchodzącym roku z premedytacją uskładaj pieniądze na same opony. Zawsze to krok bliżej niż obecnie do spełnionego marzenia.

Albo jeszcze inaczej

Może być i tak, że noworoczne postanowienia nie są dla ciebie. Lub nie są na tę porę roku. Nic przecież nie stoi na przeszkodzie, żeby plany i cele wyznaczać sobie na przykład 1 września, zamiast na przełomie lat kalendarzowych. Albo w dniu urodzin.

Tworzenie postanowień i związana z nimi presja mogą paradoksalnie blokować sprawczość i efektywność. Są ludzie, którzy nie powinni spisywać czy planować, tylko po prostu tworzyć i działać. Intuicyjnie wiedzą, czego im aktualnie potrzeba i tym się zajmują. Nawet jeżeli początkowo daje to wrażenie pewnego chaosu, z czasem nitki zaczynają się łączyć, a oni – realizują cele. Po swojemu, „z doskoku”, wedle fantazji, nie według punktów z bullet journala czy listy zadań do odhaczenia.

Zamiast tworzyć „postanowienia”, można też zapoczątkować tradycję spisywania sukcesów i dotychczasowych osiągnięć. Styczeń jest na to szczególnie dobrą porą roku, bo świeżo narzucają nam się podsumowania poprzednich miesięcy, a przed nami otwiera się całkiem nowa ścieżka. Taka strategia może być dobrym wsparciem (a czasem niezłym wstrząsem) dla pesymistów, pracoholików i osób cierpiących z powodu FOMO. Widząc osiągnięcia poprzednich miesięcy, łatwiej zaufać swoim umiejętnościom i docenić pracę, którą wykonaliśmy przez ostatni rok. Widoczna staje się też szersza perspektywa: ile mozolnych, małych kroczków sprawiło, że jesteśmy dziś bliżej na drodze do spełnienia swoich dużych, wieloletnich lub życiowych celów. Łatwiej też uwierzyć, że nowy rok również będzie owocny, pełen satysfakcji i ciekawych działań. A także pomyślny i obfity we wszelkie dobra i sukcesy – tak, jak przyzwyczaiły nas do tego wielowiekowe tradycje.

Pomyślności!

Anna M. Kiełbiewska

Źródła:

Z. Gierała, Szczodraki, kusaki, lany poniedziałek, Warszawa 1989

T. Modzelewski, Tradycje sylwestrowe i noworoczne, 2014

https://www.agrofakt.pl/sylwester-wsi-dawniej-dzis