Więcej...

    Pretensje będę mogła mieć tylko do siebie

    Miałam ostatnio dużo czasu na to, żeby pomyśleć. Człowiek, kiedy jest zmęczony, tak bardzo zmęczony życiem, to nie wie, co jest dla niego dobre, a co tylko udaje, że takim jest lub będzie. Czym ja się zmęczyłam? Ktoś mógłby pomyśleć, że niczym, bo nigdy nie pracowałam i byłam kurą domową, kwoką domową. Tak naprawdę słyszałam o sobie tyle obraźliwych słów, że zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle jestem komukolwiek do czegoś potrzebna. Kiedyś myślałam, że tak, na przykład moim dzieciom. Dziś wydaje mi się, że już nawet im nie jestem. Pewnie gdybym zniknęła i rozpłynęła się, to nikt by nie zauważył. Głupio tak myśleć o sobie, ale czasem nie ma się siły, ani pomysłu, by myśleć inaczej. Oto moja historia.

    Zaraz po szkole średniej poznałam mojego męża, bardzo się zakochaliśmy w sobie. Owocom tej miłości dość szybko był mój pierwszy syn, który dziś ma 40 lat. Słyszałam wtedy, że nie muszę iść dalej na studia, nie muszę dalej się uczyć, ani pracować, bo wszystko zostanie mi zapewnione. Z tej wielkiej miłości uwierzyłam, pewnie byłam głupia, naiwna. Myślałam, że w życiu wszystko się ułoży. Wielka miłość przetrwa, takie było moje myślenie.

    Na początku faktycznie nawet się układało. Było spokojnie, mój mąż pracował, a ja zajmowałam się synem. Dwa lata później urodził się kolejny syn, a po czterech latach córka. Dzieci były małe, kiedy jedno przestawało płakać, to drugie zaczynało, kiedy jedno już nie było głodne, drugie chciało jeść, tu potrzebna pielucha, ten zasikał spodnie, pranie, gotowanie, przewijanie, kąpanie.

    Potem było trochę łatwiej, albo przyzwyczaiłam się do tego, że jest źle. Dzieci poszły do szkoły, a przygotowanie do wyjścia trójki dzieci w różnym wieku było nie lada wyzwaniem, było mi trudno. Jednak nie to było najtrudniejsze, że moje dzieci wymagały opieki, bo wiedziałam, że będą wymagać tej opieki. Trudniejsze było to, że zostałam z tym zupełnie sama. Mój mąż pracował, po pracy z kolegami lubił stać na przystanku i niestety pić.

    Najpierw jedno piwko, potem drugie, czasem ktoś przyniósł setkę, a czasem ktoś połówkę.

    Byłam z tym sama, a ten przystanek był naprzeciwko naszego domu. Kiedy wieczorami dalej tam stał, ja widziałam go pijącego, gdy wracał do domu nie miałam prawa się odezwać, bo przecież to on jest panem i władcą. Cały czas słyszałam, że to on przynosi pieniądze do domu, a ja za nie tylko kupuję. Słyszałam, że jestem kurą domową, jedyne, co mogę robić, to tylko słuchać. Jedno było dla niego pewne, ja nie mam prawa głosu, ale i nie mam co zrobić, bez szkoły, bez pieniędzy, bez ambicji, bo dla niego z czasem i tego nie miałam.

    Nie odzywałam się, siedziałam cicho jak mysz pod miotłą, nie rozumiejąc, dlaczego on mi to robi. Ja go nawet bardzo kochałam, tak jak kochałam nasze dzieci, tylko nie bardzo rozumiałam, co się dzieje. Dlaczego każdego ranka wyprowadzałam moje dzieciaki na przystanek, przejeżdżał autobus i zabierał je do szkoły, a potem wieczorami widziałam jak ich ojciec pije tam wódkę, albo coś innego. Wszystko to zabierało mi go każdego dnia. Ciężko mi było.

    Kiedy moje dzieci zaczynały dorastać, mój mąż zaczął być agresywny, lubił popchnąć jednego syna, albo drugiego. Jeden z nich był niepełnosprawny, nie dowidział i miał też inną wadę, o której nie chcę mówić. Był bardzo podatny, miał szczere kochające serce, ale ojciec uwielbiał się nad nim pastwić i nawet jeśli mój starszy syn zabierał głos, dostawał po twarzy. Leciały bluzki, bardzo szybko uciekał.

    Syn i córka szybko wyprowadzili się z domu. Nawet nie wiem, kiedy. Chociaż jakby to dobrze przeanalizować, to kto chciałby znosić takiego ojca. Z czasem nawet miałam wrażenie, że zaczynają mnie mocno nienawidzić za to, że nic nie zrobiłam, że pozwalałam mojemu mężowi pić i bić. Co dziwne nigdy nie podniósł ręki na mnie, chociaż stawałam w obronie moich dzieci. Tak, krzyczał i tłukł dłońmi w stół, ale nigdy mnie nie uderzył.

    Średni syn mieszkał z nami bardzo długo. W sumie to trzydziestego trzeciego roku życia, kiedy to córka zabrała brata do siebie, miała duży dom i nie mogła patrzeć, jak ojciec dalej wyżywa się na nim. Miała rację, chociaż było mi ciężko. Zostałam sama w małym domu, naprzeciwko tego przystanku, a on dalej tam siedział, tylko jak wracał do domu, to już się nic nie odzywał. Ucichły krzyki i awantury, po prostu padał na łóżko lub na fotel, czasem na podłogę w przedpokoju, tak kończył się jego dzień.

    Ja zostawałam sama, co ja piszę, przecież ja dalej zostaję sama i dopadają mnie takie chwile, jak dziś, kiedy widzę, że za oknem pada deszcz, zmieniają się pory roku, ale poza tym w moim życiu nic się nie zmienia. Wiem, że mój mąż już dawno jest na emeryturze, a mimo wszystko całe życie na tym przystanku. Dziś też wiem, że wróci niedługo i padnie z nadmiaru alkoholu. Nie pamiętam, kiedy ostatnio był trzeźwy.

    Ja tkwię w tym wszystkim. Dzieci mnie nie odwiedzają, w sumie nie dziwię im się. Czasem do nich zadzwonię, czasem oni do mnie, ale jakby to było na tyle. Kiedyś usłyszałam, że jeśli zmądrzeje i odejdę od ojca, zrobią wszystko, żeby mi pomóc. Oni myślą, że ja jestem dalej głupia, ale przecież ja nie jestem głupia, stara, ale nie głupia. Zmarnowałam swoje życie, podobnie jak życie moich dzieci, ale jestem za stara, żeby to zmienić, zbyt zmęczona życiem.

    Życie jest zbyt okrutne, by zostać teraz samej, chociaż kto wie, może całe życie byłam sama, może wmawiałam sobie, że to małżeństwo coś znaczy, że ja znaczę coś dla niego. Mimo tego, co mi zrobił, ja dalej z nim byłam, jestem i pewnie będę. Mimo tego, że lata temu marzyłam o innej starości, ja myślałam, że całe moje życie będzie wyglądać inaczej. Dziś już nawet nie spotykamy się wzrokiem, wigilię siedzę sama, w święta sama, on jest pijany, albo siedzi u kolegów, albo na tym przystanku. Przykro mi, a mimo wszystko nic nie robię z tym, żeby to zmienić. Kiedyś pretensje będę mogła mieć tylko do siebie. Cóż, pytanie: czy to kiedyś w ogóle nastąpi?

    Paulina Oleśkiewicz — kobieta nieszablonowa, szukająca swojej drogi i samej siebie. Zakładała firmy i je traciła, otarła się o wojsko, pracowała na budowie, cały czas największą przyjemność sprawiało jej słuchanie ludzi. I tak dotarła do miejsca, w którym jest teraz — realizuje się w life coachingu, ale nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Z powodzeniem pisze i nadal szuka. Przedstawione historie są historiami ludzi, z którymi w swojej pracy i życiu się spotkała.

    Więcej o psychologii znajdziecie tutaj.

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY