Otello z lodowiska. Zabił żonę z zazdrości o sukcesy i medale

Otello z lodowiska. Zabił żonę z zazdrości o sukcesy i medale

Radziecka panczenistka Inga Artamonowa miała szczęście w zawodach, ale nie w życiu prywatnym. Była pierwszą kobietą, której udało się zdobyć czterokrotne mistrzostwo świata, a jednocześnie funkcjonariusze KGB zakazywali jej startu w igrzyskach olimpijskich po tym, jak zakochała się w szwedzkim działaczu sportowym. Zginęła tragicznie, gdy postanowiła odejść od męża, który wyładowywał na niej frustrację za nieudaną karierę sportową.

Inga Artamonowa była niezwykle waleczną kobietą. Urodziła się w sierpniu 1936 r. w Moskwie. Podczas II wojny światowej wraz z rodzicami i młodszym bratem często ukrywała się przed nalotami w piwnicy, co przypłaciła ciężką gruźlicą, której lekarze długo nie potrafili wyleczyć. Podkreślali, że w przypadku Ingi kluczowe jest zahartowanie organizmu i przebywanie na świeżym powietrzu. Dlatego dziewczynka, która uwielbiała sport i ruch, całe dnie spędzała na pobliskim lodowisku.

Początkowo nie planowała zostać sportsmenką – po prostu jazda na łyżwach sprawiała jej mnóstwo radości. Gdy podrosła i postanowiła na poważnie zająć się jakąś dyscypliną sportu, wybrała wioślarstwo, które miało wspomóc regenerację płuc – okazało się, że ma talent, ponieważ już w wieku 14 lat po raz pierwszy wygrała zawody krajowe. Wkrótce została dwukrotną mistrzynią w kategorii juniorów. Mimo sukcesów, po zakończeniu szkoły średniej zdecydowała się na radykalną zmianę dyscypliny sportu i wróciła na lodowisko – chciała trenować łyżwiarstwo szybkie. Po gruźlicy nie został nawet ślad. Była bardzo szczupła i wysoka – miała 177 cm wzrostu. Trener, którego poprosiła o przyjęcie do drużyny, zapowiedział, że nie spodziewa się po niej rekordów, ponieważ w tej dyscyplinie potrzebne są „krótkie mięśnie”. Artamonowa odparła, że da sobie radę z długimi mięśniami i za rok będzie najlepszą zawodniczką. Pierwszą wygraną zapewniła sobie po zaledwie trzech miesiącach treningów. Wkrótce wygrała mistrzostwa regionalne, a w 1956 r. wywalczyła złoto w konkursie krajowym.

20-latka stała się sensacją, gdy pojechała na zawody do maleńkiego fińskiego miasta Imatra. Był to jej pierwszy wyjazd za granicę ZSRR. Podczas pierwszych międzynarodowego konkursu nie tylko go wygrała, ale pobiła też rekord krajowy. Gdy wróciła do ZSRR, kibice wiwatowali na jej cześć. Po każdych zawodach listonosz przynosił całe worki listów od jej fanów. Pionierzy (członkowie młodzieżowej organizacji komunistycznej – red.) pisali do Ingi, że „zobowiązują się dobrze się uczyć i wzorować na jej postawie życiowej”, kobiety zachwycały się jej sylwetką i opanowaniem, a panowie proponowali rękę i serce. Inga jednak dokładnie wiedziała, jaki mi w życiu cel i nie traciła energii na relacje damsko-męskie. Do czasu…

W 1958 r. podczas Mistrzostw Świata w Łyżwiarstwie Szybkim w Wieloboju Kobiet w szwedzkiej miejscowości Kristinehamn Inga poznała szwedzkiego działacza sportowego imieniem Bengt. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Po ceremonii zamknięcia zawodów Inga nie wróciła na noc do hotelu, czym wzbudziła niemalże panikę wśród radzieckich działaczy i agentów KGB, którzy „opiekowali się” sportowcami podczas wyjazdów na konkursy międzynarodowe. Inga wróciła nad ranem i beztrosko przyznała, że przez całą noc jeździła z Bengtem autem po mieście. Bengt niemal natychmiast zaproponował małżeństwo, jednak Inga bardzo chciała najpierw wrócić do domu i przedyskutować sprawę z matką i bratem. Wróciła do ZSRR. Wiedziała, czym grozi związek z obcokrajowcem z Zachodu, nie spodziewała się tylko, że KGB zaprosi ją na spotkanie, podczas którego funkcjonariusz napomknie: „Ty może nawet wyjdziesz za mąż i wyjedziesz, ale twoi bliscy tu zostaną, a na pewno nie będzie im łatwo”.

Choć listy od Bengta przychodziły jeszcze przez wiele miesięcy, nigdy więcej się nie zobaczyli. Za tę jedną noc zapomnienia z przedstawicielem „zgniłego Zachodu” przyszło jej zapłacić nadzwyczaj słoną cenę – w oczach działaczy, sekretarzy partii komunistycznej i KGB straciła wiarygodność jako dumna reprezentantka narodu radzieckiego. Przez kilka lat miała status „niewyjezdnaja”, co oznaczało, że nie wolno jej pod żadnym pozorem wyjechać za granicę ZSRR. Została wyrzucona z reprezentacji i nie pojechała na zimowe igrzyska olimpijskie w 1960. Na dodatek znacząco obniżono jej pensję.

Sprawa mieszkaniowa

W 1959 r. Inga dostała od rodzimego klubu Dynamo propozycję zamieszkania w jednym z pokojów w mieszkaniu, należącym do klubu. Do drugiego pokoju, wbrew przyjętym obyczajom, wprowadził się mężczyzna – panczenista Giennadij Woronin. Natychmiast zakochał się w wesołej, pełnej uroku Indze. Oboje mieli w tym czasie kryzys w karierze – Inga nie mogła jeździć na zawody, Giennadij z kolei miał coraz gorsze wyniki i nie potrafił zakwalifikować się do ważnych startów. Do dziś nie wiadomo, co skłoniło Ingę do przyjęcia oświadczyn sąsiada z pokoju obok. Ślub był szybki i objęty ścisłą tajemnicą, nie wiedziała o nim nawet jej matka. Łyżwiarka obawiała się, że rodzina będzie ją odwodzić od pomysłu związania się z mężczyzną, który zdawał się być przeciwieństwem towarzyskiej i radosnej Ingi.

Giennadij pochodził z miasta Dzierżyńsk, w którym urodził się w 1934 r. Od dzieciństwa był porywczy, a jednocześnie wycofany. Nauczyciel wychowania fizycznego w technikum, do którego uczęszczał Woronin, zauważył, że chłopak bardzo szybko biega. Dlatego zaproponował mu udział w zawodach w łyżwiarstwie szybkim. Nikomu nieznany Giennadij pokonał rejonowego mistrza i pobił regionalny rekord toru. Dzięki coraz lepszym wynikom trafił do moskiewskiego klubu CSKA, a w 1959 r. trafił do reprezentacji ZSRR i wygrał mistrzostwa świata w Oslo. Później trafił do klubu Dynamo, ale od czasu zdobycia tytułu mistrza świata był w coraz gorszej formie i zdawał sobie z tego sprawę. Dlatego po ślubie z Ingą postanowił porzucić własną karierę sportową i został jej trenerem.

Inga Woronina w 1962 r. zdobyła pięć złotych medali na mistrzostwach ZSRR, pobiła też cztery rekordy świata, została mistrzynią świata na wszystkich dystansach i liczyła, że uda jej się wrócić do kadry olimpijskiej. Okazało się jednak, że KGB wciąż nie zapomniało jej „zdrady ojczyzny” i nie zezwoliło na start w igrzyskach w 1964 r. Na dodatek zaczęło szwankować jej zdrowie – pewnego dnia Inga trafiła do szpitala z powodu silnego bólu żołądka. Po badaniach okazało się, że to wrzody. Leczenie trwało wiele miesięcy i bardzo osłabiło sportsmenkę. Inga była jednak z natury optymistką i wierzyła, że jak tylko zacznie trenować, szybko wróci do formy. Wkrótce przekonała się, że nie tylko zdrowie sprawia jej problemy. Giennadij coraz częściej zaglądał do kieliszka, narastała w nim frustracja z powodu nieudanej kariery. Do szewskiej pasji doprowadzały go za to wszelkie sukcesy żony. Nie zarabiał, był utrzymywany przez Ingę. Wzbierała w nim chorobliwa zazdrość – urządzał awantury nawet po tym, jak żona zatrzymywała się, by dać autograf zachwyconym dzieciom. Do awantur wkrótce doszły rękoczyny. Koledzy i koleżanki z klubu wspominali, że często widzieli Ingę posiniaczoną, pobitą, zastraszoną, wycofaną. Na dodatek do skrzynki pocztowej ktoś zaczął podrzucać anonimy z oskarżeniami Ingi o liczne romanse z żonatymi mężczyznami, choć później okazało się, że to Giennadij miał kochankę.

Pod koniec 1965 r., po kolejnej awanturze i ciężkim pobiciu przez męża, Inga wyprowadziła się do matki. Według niektórych źródeł, Nowy Rok powitała już w towarzystwie młodszego od siebie sportowca, którego poznała kilka tygodni wcześniej. Tymczasem Giennadij nie potrafił znaleźć sobie miejsca i szukał Ingi. Wydzwaniał do wszystkich znajomych i rodziny, a 4 stycznia 1966 r. zadzwonił do drzwi teściowej. Przy suto zastawionym stole siedziała Inga oraz jej matka, babcia i brat Władimir, który po latach w książce „Moja siostra Inga Artamonowa” tak opisywał wydarzenia tego wieczoru:

„Giennadij zjawił się jak zawsze podpity. – Wyjdźmy do drugiego pokoju – rzucił do żony. Inga wstała z kanapy, stanęli naprzeciwko siebie. Siedziałem tak, że widziałem tylko plecy Woronina.

- Czego chcesz? Mów – powiedziała.

Nagle zobaczyłem, jak tułów Woronina odchylił się w lewo i trochę do tyłu, a prawa ręka wykonała gwałtowny ruch w kierunku piersi Ingi.

- Masz!

Inga krzyknęła:

- Mamo, serce!

Nie zdając sobie sprawy z tego, co zaszło, zerwałem się z miejsca i złapałem Woronina od tyłu. Spojrzałem na Ingę. Złapała się rękami za lewą stronę klatki piersiowej, później prawą ręką wyszarpnęła ostrze (od silnego uderzenia nóż pękł i rękojeść została w ręce Woronia).

Inga wykonała krok w stronę drzwi, za nią mama, Woronin ruszył za nimi, ale go powstrzymałem. […] Skoro Inga pobiegła, to znaczy, że rana nie jest tak poważna, będzie żyć…”.

Okazało się, że Inga resztką sił dotarła do mieszkania sąsiadów, mieszkających dwa piętra niżej. Oboje byli lekarzami. Inga zdążyła tylko położyć się na leżance, a jej matka zaczęła dzwonić po pogotowie. Niestety, Ingi nie udało się uratować.

Giennadij Woronin został aresztowany następnego dnia. Po krótkim procesie, podczas którego udowadniał, że to sukcesy i rzekome zdrady żony oraz jej decyzja o rozwodzie doprowadziły go do stanu afektu. Na dodatek twierdził, że Inga sama nadziała się na nóż, który trzymał.

Sąd łagodnie potraktował oskarżonego. Skazał Woronina na 10 lat więzienia, jednak już w 1968 r. latach Sąd Najwyższy zamienił mu karę więzienia na dozór milicyjny i obowiązek pracy na budowach w okolicy rodzimego miasta Woronina – Dzierżyńska. Po trzech latach od zamordowania żony Giennadij Woronin był wolnym człowiekiem.

Inga Artamonowa została pochowana na cmentarzu Wagańkowskim w Moskwie. Woronin zaś pozostał w Dzierżyńsku aż do śmierci w 2004 r. Jego nieliczni znajomi twierdzą, że do końca swoich dni rozpaczał za zamordowaną przez siebie żoną.