Piękna Zośka – muza polskich malarzy, zamordowana przez ukochanego

Piękna Zośka – muza polskich malarzy, zamordowana przez ukochanego
Piękna Zośka w stroju krakowskim na obrazie Piotra Stachiewicza, fot. Wikipedia

Matulu moja piękną córę masz.

Oj nie wydawaj jej za byle jakiego.

Jej urody żal, bo jej uroda jak bystra woda.

Jej się licka cudnie rumienieją

Jak w sadzie róża.

W sadzie różę ściąć, nie będzie rosła.

Oj nie wiesz, nie wiesz kochana matulu

Za kogo poszłam

Oj poszłam poszłam w ręce tyrana.

Oj będę opłakiwać swoje młode lata

Od rana do rana”.

Utwór zespołu  Łysa Góra, „Matulu moja”

Jest II połowa XIX wieku, wśród inteligencji młodopolskiej pojawia się nurt kulturalno-artystyczny. To żywe zainteresowanie życiem wsi i ludu chłopskiego. Nurt ten zwą ludomanią lub chłopomanią.

Powstają utwory literackie nawiązujące do życia polskiej wsi, czego przykładem może być „Wesele” Wyspiańskiego. Polscy malarze uwieczniają na obrazach piękno wsi polskiej oraz  urodę pięknych chłopek. Jedną z nich jest prześliczna Zofia Frontczakówna, która mając niespełna 28 lat ginie tragicznie z rąk męża – Macieja Palucha.

Zosia przychodzi na świat w podkrakowskiej Dłubni w 1899 roku. Od maleńkości wyróżnia się urodą. Ma piękną, gładką skórę, ciemne, gęste włosy, delikatne rysy twarzy i inteligentne spojrzenie. Rośnie na wyjątkową piękność. Swą urodę dziedziczy po swojej matce – Mariannie Frontczakównie. Matka dziewczyny zna bohemę artystyczną Krakowa i ówczesnych malarzy, Kossaka, Wodzinowskiego, Stachiewicza, którzy dostrzegają w córce Marianny doskonałe piękno. Proponują Zosi, aby stała się ich modelką. Młoda dziewczyna chętnie pozuje, najczęściej w stroju ludowym. Szczególnie ceni jej urodę  Piotr Stachiewicz, który uwiecznia ją na portrecie, który dziś jest ikoną tamtych czasów. Obraz pięknej Frontczakówny od 2012 roku jest udostępniony w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa.

Zośka ma swoje żelazne zasady. Nigdy nie pozuje do aktów, chociaż jej idealne ciało i piękna twarz zachwyciłyby niejednego. Chętnie jednak udziela się jako modelka, bo dzięki temu zajęciu może się utrzymać.

Rozkwita. Jest piękną kobietą, na której niejedno męskie spojrzenie się zatrzymuje, również te, które będzie przyczyną jej nieszczęścia.  Muza malarzy wychodzi za mąż w wieku 22 lat za Macieja Palucha, szewca z podkrakowskich Zesławic, który nie cieszy się dobrą sławą. Jest awanturnikiem i często zagląda do kieliszka. Uchodzi też za nieobliczalnego, prymitywnego i piekielnie zazdrosnego. Co podkusiło Zosienkę, tak urokliwą panienkę do zamążpójścia za Palucha?

Tego się nie dowiemy. Może myślała, że zmieni tego człowieka na lepsze? A może nie mogła sprzeciwić się woli rodziny?

Paluch nie szanuje młodej, pięknej żony. Braki w wykształceniu, zrozumienia dla sztuki i wyrozumiałości dla Zośki i  tego, co robi zamieniają go w potwora. Staje się damskim bokserem, alkoholikiem, tyranem, który nie liczy się z nikim i niczym. Chorobliwą zazdrość o piękną żonę podsycają koledzy od kieliszka, którzy snują opowieści, co młoda Paluchowa wyrabia z malarzami, jak już skończy pozować.

Zosia płacze, chodzi pobita i głodna. Na dodatek w krótkim czasie zachodzi w ciążę jedną, drugą, trzecią i czwartą. Dwójka dzieci umiera, a żądanie męża, aby była w stałej gotowości do pożycia seksualnego wywołuje u niej wstręt do seksu i własnego męża.

Na dodatek rezygnuje z pozowania, które jest przecież jej jedynym źródłem zarobkowania, aby nie słyszeć obelg z pijackich ust męża.

To nie wystarcza Paluchowi. Bije żonę coraz mocniej, głodzi ją i dzieci.

W Zośce coś pęka. Postanawia odejść od kata. W lipcu 1926 roku wyprowadza się ze swej Dłubni do ciotki – Katarzyny Żołdaniowej i składa pozew do Sądu Okręgowego w Krakowie o przyznanie alimentów, które sąd przydziela wraz z zezwoleniem na tymczasowe, osobne zamieszkanie z dziećmi.

Żądanie sądu jeszcze bardziej rozsierdza chłopa, który nie zamierza płacić alimentów i próbuje zastraszać Zosię i jej krewnych. Grozi, nachodzi, co daje efekt, gdyż ciocia dziewczyny prosi ją o opuszczenie jej domu będąc w strachu o swoje życie i pamiętając nieobliczalność mężczyzny. Cała wieś wie, do czego zdolny jest ten człowiek. W przeszłości Maciej zalecał się do chłopki z Bieńczyc, jednak ojciec dziewczyny stanowczo przerwał mu amory, a ten w odwecie podpalił mu chałupę.

Wiosną 1927 roku Paluch przestaje płacić alimenty. Młoda matka nie ma z czego żyć. Mąż obiecuje , że zwróci jej zaległą kwotę, jeśli ta wycofa pozew o separację i cofnięcie darowizny. Zosia nie zgadza się na te warunki. Wściekły Paluch rzuca w jej stronę przerażające słowa, które mocno wybrzmiewają w jej sercu: „W krótkim czasie i tak Cię jasny piorun strzeli w samo serce”.

15 maja 1927 udaje się do domu Macieja po obiecane pieniądze.  Jest piękny, słoneczny dzień, godzina 14, kiedy przekracza próg domu. Nie wyjdzie już z niego nigdy żywa. Zosia nie wraca do dzieci. 3 dni później Marianna zgłasza zaginięcie córki do Prokuratury Sądu Okręgowego w Krakowie, gdyż policja ją ignoruje. Śledczy wkraczają do domu Palucha, nie znajdują w nim kobiety, lecz ślady krwi i świeżo wyczyszczona siekiera mówią same za siebie. W tym domu stała się największa tragedia. Zośka została brutalnie zamordowana i rozczłonkowana przez osobę, która powinna ją kochać, szanować i dawać poczucie bezpieczeństwa. Ten brutal wyrzuca jej szczątki do płynącej niedaleko rzeki Dłubni. Szczątki  trafiają do profesora Jana Olbrychta, który bada ich anatomię, stosuje precipitynę ludzką, szuka swoistego białka ludzkiego wśród  dostarczonych mu szczątków zarówno ludzkich , jak i zwierzęcych. Wyniki wskazują, że szczątki należą do kobiety, która już rodziła, miała około 160 cm , a jej wiek wskazuje na 28 lat. Z ciemnych włosów na wzgórku łonowym Olbrycht wysnuwa wniosek, że była brunetką. Badanie mikroskopowe płuc wskazuje na obecność zatorów tłuszczowych, które wskazują, że śmierć jest nagła i gwałtowna, a brak reakcji przyżyciowych w obrębie cięć wskazuje na pośmiertne rozczłonkowanie zwłok nożem szewskim i siekierą.

Prokuratura wnosi akt oskarżenia przeciwko Maciejowi Paluchowi o zbrodnię morderstwa z § 134 i 135 IV w związku z § 136 ustawy karnej austriackiej”. Pierwsza rozprawa odbywa się w grudniu 1927 roku przed Trybunałem Przysięgłych przy Sądzie Okręgowym Karnym w Krakowie.  Budzi powszechne zainteresowanie, gdyż o Zośce nie można zapomnieć. Taka piękna i młoda. Jej śmierć jest szokiem dla całego Krakowa. Proces jest głośny, podobnie jak proces Rity Gorgonowej.

Ilustrowany Kurier Codzienny tak komentuje sprawę Frontczakówny na swych łamach: „ Jeszcze nigdy ściany tej Sali , choć tyle wieków liczą, nie były świadkiem tak ponurej tragedii”.

Paluch, ten oprych do końca nie przyznaje się do winy. Kłamie i wymyśla historię: „Przypuszczam, że moja żona zamówiła jakichś drabów na mnie, by mnie zabili, widocznie o coś się ze sobą pokłócili, żonę moją zamordowali i poćwiartowali, aby ich nie zdradziła. Innego wytłumaczenia na jej zaginięcie nie mam – mówił. Może się komu chwaliła, że idzie po pieniądze i że będzie miała duże pieniądze… Może poszli potem gdzieś w pole?”.

Nikt nie wierzy w te bajeczki. Paluch zostaje ukarany. Kara i tak jest za niska w stosunku do tego co zrobił. Sąd skazuje go na 15 lat ciężkiego więzienia, obostrzonego twardym łożem co miesiąc oraz ciemnicą każdego 15 maja, w rocznicę zbrodni. Sąd Najwyższy karę tę obniża do 12 lat.  Morderca odbywa ją w więzieniu w Wiśniczu Nowym.

W 1931 roku prosi o ułaskawienie prezydenta RP Ignacego Mościckiego. W liście przyznaje się do zabójstwa żony. Umiera po odbyciu kary, 9 lipca 1960 roku pod kościołem krakowskim pod wezwaniem Św. Marka jako kloszard.

Zofia Frontczakówna nie umarła. Żyje w pamięci potomnych. Nadal jest młoda, piękna o magnetyzującym spojrzeniu. Ubrana w piękny krakowski strój delikatnie się do nas uśmiecha z obrazu Piotra Stachiewicza. Jej piękno i młodość przykuwają wzrok, czerwone korale podkreślają urodę, a chustka na głowie w kolorowe kwiaty dodaje jej twarzy uroku. Letnia uroda dziewczyny nie pozwala o niej zapomnieć. Portret  Zosi wisi w wielu krakowskich domach.  Jej wizerunek ma moc przyciągania i nie da się obok niej przejść obojętnie. Piszę o niej i jej tragicznej historii i nawet jak zamknę oczy widzę piękną dziewczynę w stroju krakowskim wśród szumiących łanów zbóż, maków i chabrów. Ta tętniąca życiem młodość jest ciągle obecna, mimo, że Zośki wśród nas już dawno nie ma.