Więcej...

    „Szybka kariera nie jest zdrowa”

    Dlaczego nie zaśpiewał w duecie z Adamem Lambertem? Co napisała mu w dedykacji Mel B ze Spice Girls? Jakie najbardziej szalone przygody spotkały go na początku muzycznej drogi? Czego brakuje mu we współczesnej muzyce pop i dlaczego zgłosił swój utwór „Hipnotyzuj mnie” do preselekcji Eurowizji 2024? O tym m.in. opowiedział nam wokalista i autor tekstów – Mariusz Wawrzyńczyk.

    Elvis Strzelecki: Jesteś absolwentem Policealnego Studium Piosenkarskiego im. Czesława Niemena w Poznaniu. Brałeś również udział w Festiwalu im. tego artysty w Luboniu. Czy odczytujesz to trochę jako znak?

    Mariusz Wawrzyńczyk: Tak się składa, że gdy byłem mały, to nie zostałem posłany do szkoły muzycznej I czy II stopnia. Żałuję, ponieważ nauczyłbym się grać porządnie na jakimś instrumencie oraz poznał dużo wcześniej zasady muzyki (np. kształcenie słuchu czy historię muzyki). Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Posiadam bowiem tytuł zawodowy „aktora scen muzycznych: specjalizacja piosenkarz”, który zdobyłem w Studium im. Czesława Niemena. Jest to elitarna szkoła, która kształci artystów. Miałem ogromną przyjemność współpracować ze wspaniałymi pedagogami. Oprócz tego jestem laureatem wielu ogólnopolskich i międzynarodowych festiwali wokalnych. Festiwal w Luboniu był jednym z nich.

    To prawda, że już na początku przygody ze sceną spotykały Cię zabawne historie?

    Mam za sobą ponad 20 lat pracy na scenie. Zaczynałem w 1997 r. podczas I Komunii Świętej, potem wielokrotnie szlifowałem swój talent, występując na dożynkach bądź dniach miasta. Pamiętam, że jedyną zapłatą za mój występ była kiełbasa z grilla i ciasto przygotowane przez koło gospodyń wielskich. Nie skończyło się to dobrze dla mojego układu pokarmowego. (śmiech)
    Moją sceną były również palety dostawcze, które w trakcie śpiewania jednej z piosenek zapadły się. To dopiero była atrakcja. (śmiech)

    Powracając do wątku Czesława Niemena – wszyscy wiemy, że był wybitnym postacią, biorąc pod uwagę jego talent, a także skłonność do muzycznych eksperymentów. Jak Ty jednak osobiście postrzegasz tę postać i jego twórczość?

    Jestem ogromnym fanem polskiej muzyki, szczególnie tej z lat 60. i 70. Napisałem nawet pracę magisterską o festiwalach muzycznych w Kołobrzegu, Opolu, Zielonej Górze i Sopocie na podstawie czasopisma „Non-Stop”. Pomagali mi w niej Maria Szabłowska i Marek Gaszyński. Czesław Niemen, Irena Santor, Anna Jantar, Zdzisława Sośnicka oraz Alicja Majewska to artyści z ogromnym szacunkiem do publiczności, posiadający w swoim repertuarze piosenki, które stworzyli profesjonaliści, doskonali kompozytorzy i autorzy tekstów. Ich utwory wyróżniały się doskonałymi melodiami. Piosenkarze nieustannie szkolili swój warsztat. Mieli talent i charyzmę. Ciężko pracowali na swój sukces. Nic nie było im dane za darmo. Teraz każdy myśli, że umie śpiewać, tańczyć, gotować, bo wystarczy, że pojawi się w jakimś talent-show i już jest „gwiazdą”, ale czy słusznie? Uważam, że nie. Szybka kariera nie jest zdrowa i nie wpływa dobrze na człowieka. Brakuje takich artystów jak Czesław Niemen, Skaldowie, Maryla Rodowicz, Wojciech Młynarski, Jonasz Kofta i Agnieszka Osiecka. Oni byli artystami z prawdziwego zdarzenia, a przede wszystkim wizjonerami. Dziś muzykę się produkuje, a wtedy ją pisano. Nie zwraca się uwagi, by było porządnie, ale by było szybko, prosto i na czas.

    Zmieniając temat – czy to prawda, że w Gubinie mają całkiem Dobre Piwo?

    Oj, mają bardzo Dobre Piwo. (śmiech) Moja droga artystyczna obfitowała w wiele różnych współprac. Rockowy zespół był jedną z nich. Nagraliśmy płytę „Chore zmysły”, zagraliśmy setki koncertów. Wcześniej natomiast śpiewałem z zespołem Jaad z Żar oraz tańczyłem w zespole folklorystycznym „Lubuskie Słoneczko”. Nagrałem też szereg różnych coverów m.in. „Show Must Go On” zespołu Queen, „I Will Always Love You” Whitney Houston (w oryginale ten utwór wykonywała Dolly Parton), „Dream On” Aerosmith czy „Promises” Calvina Harrisa i Sama Smitha. Jak szaleć to szaleć!

    Byliśmy już w Gubinie, pora na podróż do Opola. Jest rok 2015. Zwyciężasz w „Debiutach” 52. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Co poczułeś, kiedy padły słowa o Twoim zwycięstwie?

    Opowiem Wam pewną ciekawostkę, o której nigdy jeszcze nie mówiłem nikomu. Zanim wygrałem koncert „Debiuty z zespołem Skaldowie”, byłem na eliminacjach trzykrotnie. Zawsze wychodziłem z założenia, że nie można się poddawać i trzeba walczyć o swój sukces. Mam taką zasadę, że jeżeli ktoś wypcha mnie drzwiami, ja wchodzę oknem, a jeżeli i ono zostanie zamknięte, wejdę kominem. Droga artysty jest ciężka i nie jest usłana różami. Trzeba mieć twardy charakter i ciągle brnąć do przodu, aż w końcu uda się osiągnąć zamierzony cel. Co poczułem, kiedy padły słowa o moim zwycięstwie? – „W końcu ktoś dostrzegł mój talent!”. Wy tego nie wiecie, ale moje koleżanki takie jak Lanberry, Daria Zawiałow czy Mery Spolsky również startowały w tych konkursach, spotykaliśmy się na przeglądach, a zarobione pieniądze zawsze przeznaczaliśmy na rozwój i swoje autorskie kompozycje. Nikt nam nic nie dał! Sami ciężko pracowaliśmy na siebie! À propos Darii – ostatnio wspominała w jednym z talk-show, że wygrała Opole, a na drugi dzień musiała zaśpiewać na weselu. Wiecie, że miałem podobnie? Tak wygląda praca muzyka. Zakontraktowane występy musiały się odbyć i nie ma to tamto, że dzień wcześniej wygrało się najważniejszy polski festiwal muzyczny.
    Na deskach festiwalu opolskiego wystąpiła plejada polskich artystów. To spełnienie marzeń każdego piosenkarza móc stać na scenie amfiteatru. Pamiętam, że po zejściu ze sceny dostałem mnóstwo gratulacji m.in. od Grażyny Łobaszewskiej, Urszuli i Małgorzaty Ostrowskiej. Jeśli chodzi o sprawy zakulisowe, to muszę powiedzieć, że było tak ślisko, że prawie potłukłem „Karolinkę”, a promptery pokazujące tekst piosenki wysiadły. Lampa oświetleniowa z kolei spadła, a odsłuch podłogowy zaczął się palić! Takie to przygody!

    Masz na swoim koncie współpracę z takimi artystami jak Krzysztof Jaryczewski, Ania Rusowicz czy Tomasz Lubert. Z kim jeszcze chciałbyś współpracować w najbliższej przyszłości i dlaczego?

    Ciągle powtarzam jak mantrę, że mam ogromne szczęście do muzyków i kompozytorów, z którymi współpracuję. Zarówno do Adama Abramka i Pawła Sota, z którymi rozpocząłem swoją solową drogę w 2012 roku, aż po Marka Kościkiewicza, Przemka Puka czy Darka Polubca i Kamila Roloffa. Za swój największy sukces uważam współpracę z Romualdem Lipko oraz Sewerynem Krajewskim. Nie każdy bowiem ma możliwość współpracy z tak wybitnymi twórcami. Obaj panowie skomponowali dla mnie następujące piosenki: Romuald Lipko utwór „Czas”, a Seweryn Krajewski „Nie budź mnie”. Nie mogłem trafić lepiej! To cudowni twórcy i osoby, z którymi mógłbym rozmawiać cały czas. Czasami żałuję, że nie urodziłem się w latach siedemdziesiątych, mógłbym obcować z czołówką intelektualistów, którzy cechowali się mądrością artystyczną oraz życiową i byli dobrymi ludźmi. Dziś to rzadkość w muzycznej branży. Niezwykle cieszę się, że współpracuję oraz przyjaźnie się z Marcinem Nierubcem, autorem wielu moich piosenek, który pracował z Dodą, Marylą Rodowicz, Izabelą Trojanowską i Krzysztofem Krawczykiem. Czy potrzeba mi więcej do szczęścia? Myślę, że nie. Nie zamykam się jednak na innych twórców.
    Niedawno dzięki Danusi Błażejczyk, która wydała rewelacyjną płytę „Tribute to Danuta Rinn”, spełniłem swoje największe marzenie – poznałem i zamieniłem kilka zdań z Ireną Santor! Teraz już mogę umierać! (śmiech)
    Jeśli chodzi o współpracę z artystami z zagranicznego rynku muzycznego, to chciałbym nagrać duety z Adamem Lambertem, Jessie J i Arianą Grande. Z Adamem, którego miałem przyjemność poznać osobiście, planowaliśmy razem wystąpić w duecie na jego koncercie podczas trasy „Velvet Tour”, jednak ze względu na pandemię trasa Adama została odwołana.

    Twój nowy singiel – „Hipnotyzuj mnie” naszpikowany jest nowoczesnym disco-funkiem. Równie istotny jest jednak tekst, który porusza temat wpływu rozstania na człowieka. Wiele osób bowiem widzi ten proces jako coś smutnego, podczas gdy Ty dajesz nadzieję, że nawet po trudnej relacji można się odrodzić jak feniks z popiołu.

    Piosenka „Hipnotyzuj mnie” została skomponowana przez Marcina Nierubca i wyprodukowana przez Andrzeja Jaworskiego, który stworzył hity dla Roxie Wegiel i Viki Gabor. Tak, to prawda, z każdej sytuacji, nawet najgorszej, można wyjść obronną ręką. Wystarczy tylko chcieć i odnaleźć w sobie pokłady silnej woli. Czasami trzeba sięgnąć po pomoc innych, tj. w moim przypadku po przyjaciół oraz po terapeutę. Polecam! Zdrowie psychiczne i wsparcie farmakologiczne nie jest niczym złym i wstydliwym! Nie bójmy się o tym mówić!

    Podstawą budowania dobrych relacji z innymi jest stworzenie własnego wewnętrznego świata i jednoczesne zaakceptowanie siebie, bo tylko świadomi własnej wartości możemy tworzyć dobre związki z innymi. Jak Ty budujesz swój wewnętrzny świat? Co oprócz muzyki pomaga Ci w zrozumieniu siebie oraz otaczającej rzeczywistości?

    Przede wszystkim staram się być dobrym człowiekiem. Wierzę w karmę. Jeżeli jesteś dla kogoś niedobry, to prędzej czy później to do Ciebie wróci, natomiast gdy starasz się nie krzywdzić innych, to dobro zwycięży. Wiem, że to dość naiwne i czasami mało wiarygodne, ale takimi zasadami się kieruje. Np. nigdy nie zazdroszczę swoim znajomym sukcesu. Zamiast tego, cieszę się z ich szczęścia. Oprócz tworzenia skupiam się również na czytaniu książek, akwarystyce, siłowni – uwielbiam aqua aerobik oraz fitness. Zbieram też autografy gwiazd. Mam m.in. dedykacje i podpisy od Tiny Turner, Kylie Minogue oraz Cher. Szczególnie cenię sobie wiadomość, którą otrzymałem od Mel B ze Spice Girls – napisała mi: „Bądź gwiazdą. Powodzenia na Twojej muzycznej drodze. Trzymam kciuki”.

    Powróćmy jeszcze na chwilę do piosenki „Hipnotyzuj mnie”. Zgłosiłeś ją do preselekcji Eurowizji 2024. Czym dla Ciebie jest ten konkurs?

    To nie pierwszy raz, kiedy wysyłam swoją propozycję na polskie preselekcje. Wcześniej zrobiłem to w 2016 roku, zaraz po mojej wygranej w konkursie „Debiuty” na Festiwalu w Opolu. Co prawda mówi się, że nie wchodzi się do tej samej rzeki dwa razy, ale mamy też przysłowie „do trzech razy sztuka”. Eurowizja to z jednej strony konkurs oryginalności (np. Netta przebrana za kobietę kurczaka), z drugiej miejsce, gdzie pojawiają się naprawdę wielkie talenty takie jak Salvador Sobral czy Michał Szpak.
    Uczestnictwo w Eurowizji pomogłoby mi rozwinąć skrzydła, nabrać nowych inspiracji, a kto wie, może nawet zapisać się w historii.

    Masz swój rytuał na pisanie piosenek, czy raczej podchodzisz do tego w spontaniczny sposób?

    Odpowiadając na Twoje pytanie, muszę się powołać na Jacka Cygana. Ten niezwykle wybitny tekściarz powiedział kiedyś, że pisanie piosenek to jest praca. Od wielu lat piszę swoje teksty, po prostu skupiając się tylko na tym. Siadam do biurka i piszę. Oczywiście zdarza mi się również, że w trakcie jazdy tramwajem przychodzą mi ciekawe pomysły. Wtedy sięgam po telefon do notatnika i zapisuję swoje myśli, a gdy jestem w domu, to po prostu używam do tego kartki papieru i długopisu. Proste, szczere i prawdziwe.

    Na koniec powiedz, jakie plany masz na najbliższy czas? Nowe single, koncerty, a może płyta?

    Planów na 2024 rok jest bardzo dużo. Przede wszystkim praca, praca i jeszcze raz praca. Będziecie mogli mnie usłyszeć w wielu miejscach i może nawet w odmiennym niż zazwyczaj repertuarze. Lubię zaskakiwać moich fanów, którzy są dla mnie najważniejsi. Zachęcam do obserwowania mnie na social mediach. Tam będą pojawiać się najświeższe informacje dotyczące mojej działalności.

    Więcej o kulturze znajdziecie tutaj.

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Proszę wpisać swój komentarz!

    Akceptuję Politykę prywatności / RODO i Regulamin serwisu

    Proszę podać swoje imię tutaj



    Inne w kategorii

    PARTNERZY