Wewnętrzny krytyk – jakie imię nosi twój krytyk?

Wewnętrzny krytyk – jakie imię nosi twój krytyk?
Fot. Unsplash

Jak często słyszysz, jak odzywa się w twojej głowie w najmniej oczekiwanych momentach? Gdy cię ocenia, porównuje, nie patrząc, ile cierpienia ci zadaje i tym samym zmniejszając, depcząc twoją wewnętrzną samoocenę. Jak często pomyślałaś/pomyślałeś, że do niczego się nie nadajesz, że nic w życiu nie uda ci się osiągnąć ? Inni mają lepiej i łatwiej, a tobie zawsze piach w oczy. Patrząc w lustro, zamiast uśmiechnąć się do siebie, słyszysz – ale fatalnie dziś wyglądasz, zrób coś z sobą! Co ludzie powiedzą?

Czy zastanawiasz się, skąd on się bierze? Czy ma nam w czymś pomóc? Jaki jest jego cel?

Przecież nikt z nas nie lubi być krytykowany czy oceniany, gdy wytykane nam są błędy czy niedociągnięcia. Trudno wtedy pozostać obojętnym.

Mówi się, że bycie krytykowanym i krytycznym wobec siebie popycha nas do dalszych działań, by stać się lepszą wersją nas samych. Niejednokrotnie to głosy z przeszłości, gdzie jako dziecko słyszeliśmy komentarze pod swoim adresem, że przecież można było to zrobić jeszcze lepiej, szybciej czy sprawniej.  Nasuwa się pytanie, czy te do świadczenia i fakt towarzyszenia nam tych oceniających nas głosów będzie naszym sprzymierzeńcem czy przeciwnie – wyrządzi więcej szkody niż pożytku?

Krytyk pojawia się w każdym z nas  już na wczesnym etapie naszego życia, zamieszkuje w naszej głowie, zajmując dowolnie przez siebie wybraną szufladkę, z której wychodzi, gdy się tego nie spodziewamy . Pełni wówczas rolę nauczyciela, który uczy nas zaspakajania potrzeb takich jak: rozwój, akceptacja czy sukces i tym samym komentuje nasze postawy czy zachowania, często sprowadzając nas na ziemię, co byśmy za szybko nie obrośli w piórka. Bo przecież w sumie wcale nie jesteśmy tacy fantastyczni, jakby nam się wydawało. I nagle nasza radość, euforia i duma z nas samych nagle maleje, a niejednokrotnie znika.

Jak działa wewnętrzny krytyk? Jego głosu nie da się pomylić z żadnym innym. Jest rzeczowy, dosadny, wręcz agresywny, nie owija w bawełnę i nie zwraca uwagi czy kogoś urazi. Bywa trudno odsunąć na bok jego słowa, bo zwyczajnie nas dotykają. Czy ten głos kojarzy ci się z kimś konkretnym? Rodzicem, nauczycielem, a może kumplem z osiedla, który zawsze ci dokuczał. Może potrafisz go nazwać, ma jakieś imię? Jest twoim autorytetem, wzorem, który nakazuje się poprawić, dając słowną karę czy reprymendę, co sprawia, że będąc dorosłym nagle czujemy się jak małe, bezbronne dziecko.

Każdemu z nas on w mniejszym lub większym stopniu towarzyszy, nie znam człowieka, który go nie posiada, choć są głosy, które może z mniejszą częstotliwością nam towarzyszą, ale głos krytyka nigdy nie milknie na zawsze. Możemy nauczyć się z nim żyć i tym samym umiejętnie osłabiać siłę jego słów.

Trzeba mieć dystans do jego komentarzy, słów – to trudne, ale możliwe i wymaga od nas pracy .

Ale przecież chodzi o nas i nasze życie. Mniejsze przejmowanie się czy analizowanie i przywiązywanie wag do jego słów pozwoli na złapanie oddechu i przyjrzeniu się sprawie z dystansem.

Pozwolenie na sobie na bycie niedoskonałym – czy każdy z nas musi mieć pasma sukcesów na koncie, być oklaskiwanym? Nie, pozwólmy sobie być, kim jesteśmy, nie dążąc po trupach do utopijnego celu, który w sumie nigdy nie był on dla nas tym najważniejszym.

Ostatnią i kluczową metodą jest samoświadomość – tego kim jesteśmy, jakimi wartościami się kierujemy, co dla nas jest ważne i dobre –  by na każde – Co ludzie powiedzą? Co pomyślą o tobie inni?  Z uśmiechem odrzec - „A niech gadają, skoro nie mają nic ciekawszego do roboty” lub  „Czy coś się stanie, nawet jeśli tak pomyślą?”

Jest to niezwykle ważne, by zadbać o nasz dobrostan psychiczny i nie dopuścić, by nasz krytyk rósł w siłę tym samym osłabiając nas samych. Odbierając nam chęć do życia, budowania relacji czy rozwoju osobistego. Nie pozwólmy, by nasz osobisty głos pozbawił nas wiary w siebie i nasze możliwości.

Każdy z nas wie przecież,  że nie ma ludzi idealnych, zatem jego słowa potraktujmy jako „wujka dobrą radę”, z której – jeśli chcesz skorzystasz, a jeśli nie chcesz – to puścisz ją mimo uszu.

Świat się nie skończy, a będzie żyło się lepiej.

Ściskam

Anka

Fot. Unsplash