William Sidis – nieszczęśliwy geniusz okradziony z dzieciństwa

William Sidis – nieszczęśliwy geniusz okradziony z dzieciństwa
Wiliam Sidis

Z naukowego punktu widzenia stworzenie człowieka idealnego, który łączyłby w sobie najlepsze cechy gatunku ludzkiego, byłoby olbrzymim sukcesem, jednak czy przekraczanie granicy przeciętności jest dla człowieka dobre? Czy okradanie dziecka z dzieciństwa i poddawanie go nieustającej nauce nie jest krzywdą dla niego?

Gdy jego rówieśnicy wypowiadali pierwsze słowa William czytał gazety. Gdy miał 9 lat zdał egzamin na prestiżowy Uniwersytet Harvardzki, stając się najmłodszym studentem w historii szkoły. Wspierał starszych kolegów oraz niektórych wykładowców z harvardzkiego klubu matematycznego. Napisał pracę o czterowymiarowych figurach geometrycznych, bardzo cenioną w kręgach matematyków.

Urodzony w 1898 roku w Nowym Jorku w rodzinie geniuszów, William Sidis, genialne dziecko z poziomem IQ powyżej 250 punktów wzbudzało sensację ówczesnego pokolenia i został okrzyknięty „przyszłością matematyki XX wieku”. Geniusz młodego człowieka, olbrzymi nakład nauki, ciągła rywalizacja z innymi, pozbawienie praw bycia dzieckiem, swobody, zabawy, a w późniejszym wieku  braku możliwości decydowania o sobie doprowadziła młodego, przystojnego mężczyznę do autoizolacji, zostawiając ogromne piętno w jego psychice.

Początki…

Na fotografiach  z dzieciństwa mały William  wygląda jak każde dziecko. Uśmiechnięta okrągła buźka, „żywe” oczy. Kolejne, gdy ma 10 lat, wyrażają niezadowolenie. Zdjęcie-portret przedstawia młodego 20-letniego chłopaka, absolwenta i wykładowcy, z lekkim uśmiechem, za którym stoi cierpienie i zobojętnienie.

Rodzice, którzy powinni być oparciem, miłością dla swego dziecka, tak naprawdę byli jego pierwszymi krzywdzicielami. Ojciec William-Borys Sidis – uciekinier z ukraińskiego Berdyczowa, pochodzący  z ubogiej, żydowskiej rodziny otrzymał wykształcenie takie, na jakie stać było jego rodziców. Jednakże ciągły głód wiedzy i samodzielne jej zdobywanie wyrobiło w nim przekonanie, że edukacja jest podstawą wolności. Uczył czytać, pisać, liczyć ubogich chłopów i przez to został uznany za buntownika, który stał się obiektem celownika władzy, która wyznawała zasadę, że głupi chłop, to posłuszny chłop. Tym samym Borys został skazany na 2 lata więzienia. Po odsiedzeniu wyroku sytuacja w kraju spowodowała, że musiał uciekać. Było to konieczne, ponieważ w wyniku kryzysu zbożowego i załamania przemysłowego ludzie zaczęli tracić pracę, panował głód, a winą za wszystko obarczono Żydów. Plądrowano i palono sklepy żydowskie, dochodziło do gwałtów i morderstw. Wobec takiej sytuacji Borys opuścił kraj. Dotarł do USA. Oczarowany piękną Statuą Wolności, symbolizującą wolność, młody chłopak uznał od pierwszych chwil, że będzie mógł właśnie tutaj robić to czego pragnął, a mianowicie: zdobywać wiedzę. Dostał się na Harvard i zdobył tam cztery stopnie naukowe z różnych dziedzin. Stał się cenionym człowiekiem i współzałożycielem nowojorskiego Instytutu Psychiatrycznego oraz założycielem czasopisma naukowego „Journal of Abnormal Psychology”, który publikował teksty z dziedziny psychopatologii.

Mały William przyszedł na świat 1 kwietnia 1898 roku i stał się oczkiem w głowie swoich rodziców., których celem było udowodnienie światu, że odpowiednie trenowanie i dozowanie wiedzy przyniesie spektakularny efekt i wyzwoli potencjał jednostki. Chłopiec stał się więc obiektem eksperymentu. Matka Williama – Sara Madelbaum uznała wychowanie syna za priorytet jej życia. Mimo, że mogła rozwijać się w dziedzinie medycyny i być świetnym lekarzem (ukończyła Boston University School of Medicine – prestiżową uczelnię, która jako pierwsza na świecie kształciła lekarzy).

William zawdzięczał swoje imię przyjacielowi jego ojca – Williamowi Jamesowi, prekursorowi psychologii humanistycznej i fenomenologii.

Małemu dziecku pokazywano litery i uczono je wymawiać. Po sześciu miesiącach życia potrafił wypowiadać pierwsze wyrazy. Posiłki jadał samodzielnie w wieku siedmiu miesięcy.

Chłopiec chłonął wiedzę, tak szybko, że w wieku 4 lat napisał na maszynie książkę w dwóch językach – angielskim i francuskim.

Sara Sidis tak pisała w swojej niewydanej książce: „Dzieci chcą być traktowane na równi z dorosłymi.  Borys powiedział mi, że umysł dziecka można kształtować na długo przed tym, nim pozna mowę. Jeśli rodzice będą podchodzić do dziecka rozsądnie, przekazywać prawdziwe informacje i uzasadniać je logicznie, wyostrzy to możliwości nawet najmłodszego dziecka. W końcu umysł buduje się tak jak mięśnie, a te nie powstają od leżenia w łóżku. Mieliśmy zachęcać nasze dziecko do myślenia, do podążania każdą ścieżką, której zapragnie, do rozwijania zainteresowań. Mieliśmy odpowiadać na wszystkie jego pytania tak precyzyjnie i tak długo, aż on sam uzna, że uzyskał odpowiedź”.

Faktycznie młody Sidis był ponadprzeciętny. Jego IQ było o 90 punktów wyższe od IQ słynnego fizyka Alberta Einsteina.

Zdolności Williama nie pozostały bez echa. Prasa śledziła każdy jego krok. Rozsławiła, go jako zdolne dziecko, posługujące się ośmioma językami (znał łacinę, grekę, j. francuski, rosyjski, niemiecki, hebrajski, turecki i ormiański) i osiągające w testach IQ prawie 300 punktów. Mówiło się, że sam chłopiec stworzył własny język z całą gramatyką i ortografią zwany „Vendergood”, który opierał się na łacinie i grece oraz czerpał z niemieckiego, francuskiego i innych języków romańskich.

Na Harvard przyjęto go w wieku jedenastu lat, chociaż egzaminy zdał będąc dziewięciolatkiem. Władze uczelni nie chciały przyjąć Sidisa w tak młodym wieku z powodu dysproporcji pomiędzy wysokim  stopniem rozwoju umysłowego, a niewykształconym jeszcze stanem emocjonalnym. Nadal był przecież dzieckiem. Obawiano się, że nie sprostałby presji z jaką musiałby się zmierzyć, a mianowicie bycia dorosłym w wieku dziewięciu lat. Jednak popularność, nacisk prasy oraz ciekawość i śledzenie każdego kroku młodego Sidisa przez Amerykanów spowodowało, że  dziecko trafiło na prestiżowy Uniwersytet. Najstraszniejsze jednak było to, że William był ofiarą eksperymentu.

Borys Sidis stał się autorytetem w dziedzinie edukacji dzieci. Nieświadomie również stał się ich treserem, pozbawiającym radości dzieciństwa. Ojciec Williama wydał dziesięć książek i wiele artykułów na ten temat w latach 1904-1910. Działania Borysa i jego metody wdrażające dzieci w naukę spotkały się z krytyką samego Zygmunta Freuda, który nie uznawał go za uczciwego człowieka.

Kryzys w głoszonych teoriach Sidisa seniora nastąpił w chwili, gdy William skończył 12 lat. Chłopiec przeżył wtedy swoje pierwsze załamanie nerwowe. Powodem mogło być przeciążenie nauką i niedorozwój emocjonalny dziecka, a także brak przebywania z rówieśnikami. Ponadto niebagatelny wpływ na jego zdrowie mogła mieć rywalizacja i niechęć do jego osoby ze strony swoich starszych kolegów. Poza tym brak wsparcia i zrozumienia ze strony rodziców, których celem było wychowanie geniusza. Ostatecznie William podniósł się z kłopotów natury psychicznej, lecz rysa została.

Bunt…

William ukończył studia pierwszego stopnia i zdobył tytuł licencjata w wieku 16 lat. Rok później pracował na Rice University w Teksasie przyjmując nisko płatną posadę.  Dziennikarzom powiedział, że wolałby być rolnikiem, niż genialnym matematykiem. Został socjalistą. Był jednym z uczestników bostońskiej parady pierwszomajowej, która przerodziła się w zamieszki, nie wyłączając aktów wandalizmu i kradzieży. Sidis junior został aresztowany i osadzony w więzieniu na okres osiemnastu miesięcy. Williamowi nie brakowało odwagi. Na procesie wyrażał swoje przekonania  co do ustroju państwa, opowiadając się za socjalizmem jako najlepszym ustrojem, który najbardziej sprzyja ludzkości. Boga nie uznawał i śmiał się, że sprowadza się on do Św. Mikołaja przynoszącego prezenty na gwiazdkę. Sidisowi ponownie udało się zdobyć rozgłos, lecz przekonania syna wstrząsnęły rodzicami, którzy postanowili zamknąć Williama w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.

Brak zrozumienia i relacji z rodzicami spowodował, że młody mężczyzna oddalił się od rodziców i w 1921 roku zamieszkał sam w Nowym Jorku wykonując nisko płatne prace. W 1924 roku reporterzy odkryli, że pracował za 24 dolary tygodniowo, co było powodem do napisania prześmiewczego artykułu na temat jego osoby. Nikt jednak nie wiedział, że w wolnym czasie pisał książki i artykuły pod pseudonimem. W 1925 roku wydał zbiór kosmologicznych rozważań pod tytułem „Ożywione i nieożywione”, w którym pisał o pochodzeniu życia oraz o możliwości odwrócenia procesu entropii ( za Wikipedią: termodynamiczna funkcja stanu, określająca kierunek przebiegu procesów spontanicznych w odosobnionym układzie termodynamicznym). Interesował się antropologią Indian Ameryki Północnej. Pisał też podręczniki do matematyki, zbiory pism historycznych i historyczno-społecznych. W 1930 roku otrzymał patent na kalendarz perpetualny (wieczny), wyliczający lata przestępne.

Nie zamierzał się żenić, bo twierdził, że kobiety do niego nie przemawiają. Nie szukał rozgłosu i ciężko mu się żyło z łatką cudownego dziecka. Wolał żyć skromnie i być anonimowy, w przeciwieństwie do jego rodziców, którzy z własnego dziecka chcieli zrobić najbardziej jaśniejącą gwiazdę i w jej blasku się ogrzać.

William całkowicie chciał się odciąć od przeszłości. Nie przyjechał na pogrzeb ojca, nie chciał mieć kontaktu z rodziną. Używał pseudonimu, a jeśli ktoś odkrył w nim chłopca podobnego do geniusza, którego zdjęcie ukazywało się w każdej gazecie, mówił, że to przypadkowe podobieństwo.

Koniec…

William Sidis zmarł w 1944 roku w Bostonie w wyniku wylewu krwi do mózgu w wieku 46 lat, podobnie jak jego ojciec.

Po jego śmierci „The New York Times” napisał: „Odszedł największy, udany eksperyment w historii. Udany, choć zakończony całkowitą klęską”.

Buckminster Fuller – badacz, pisarz, futurolog w 1979 roku odnalazł dzieło Sidisa „Ożywione i nieożywione” uznając tym samym Sidisa za prekursora koncepcji Wszechświata i istnienia czarnych dziur. Taka koncepcja wizji świata pojawiła się w kręgach naukowców dużo później. Sam badacz ocenił dzieło jako przykład geniuszu i kosmologii na najwyższym poziomie.

William Sidis jest przykładem eksperymentu własnych rodziców, którzy byli przekonani, że odpowiednimi metodami można zrobić z dziecka geniusza. Zapomnieli o jednym – sferze emocjonalnej, potrzebie odpoczynku, zrównoważonego rozwoju, zabawy, których brak wyraźnie zakłócił psychikę dziecka. Gdyby najbliższe osoby stworzyły Williamowi odpowiednie warunki, dały mu miłość, zrozumienie, poczucie bezpieczeństwa, gdyby jego edukacja szła na tym samym poziomie, co jego rozwój emocjonalny, zapewne chłopiec byłby innym człowiekiem. Ale  niestety w wyniku wygórowanych ambicji rodziców został eksperymentem. A jak to z eksperymentami bywa, nie zawsze się udają.