Z biegiem lat wiemy więcej, potrafimy więcej i sporo możemy zrobić

Z biegiem lat wiemy więcej, potrafimy więcej i sporo możemy zrobić

Mam 65 lat, trudno… mam dużo zmarszczek, trudno… mam duże dzieci, a nawet wnuki, to piękne, ale trudne, bo określa to mój wiek. Mam dom i mam prawie emeryturę, no przykro mi, że mi się udało dożyć. Tak, bawi mnie mój wiek i bawi mnie, że coś mi wypada, a coś mi nie wypada. Mam psa, mam róże w ogrodzie i mam własne pomidory na wiosnę. I wiecie, co jeszcze mam? Kawał życia przed sobą, bo nie liczą się lata, tylko podejście. Nie liczy się, czy wbiją mi w tort cyfrę 65 czy 15, tak, bo odwrócenie cyferek 65 nic nie da. Jestem młoda i do tego „młoda dupa”, jak to mówią.

Już dawno przestałam się zastanawiać czy krótka spódniczka i kolorowe rajstopy pasują do wyglądu starszej pani. Nie będę każdego dnia udawać, że jest mi źle, bo nie jest. Mam młodszych przyjaciół obok siebie i super, starszych ciągle coś boli. Chodzę do baru na jednego, albo na dwa, lubię zjeść coś nowego i lubię przejechać się pociągiem w nieznane. A co? Nie wolno? Jednego czego mi nie wolno, to marnować więcej czasu. Nie wolno mi poddać się mentalności i udawać, że bliżej mi na cmentarz niż na dyskotekę. Bo nie jest bliżej. Powiedziałabym nawet, że tam na górze jeszcze na mnie poczekają, a jak już tam trafię – to w różowych szpilkach. Bo życie to pasja, to gra z cudowną grafiką i genialnym dźwiękiem, której nie powstydziłby się najlepszy grafik. Tak to widzę, nie chcę, żeby było inaczej. Kradnę czas innym, poznaje nowych ludzi i klnę jak szewc. Bo taka jestem i taka byłam całe życie.

Każdego dnia próbuję powiedzieć ludziom, że nie jest ważne, kiedy coś zrobisz, a że w ogóle to zrobisz. Moje dzieci, średnio cieszą się z matki wariatki, ale wnuki kochają mnie do szaleństwa. Mam wszystkie media społecznościowe, chwalę się wyjazdami, i wiem co to selfie i czy to źle? Nie! Kiedyś moje życie miało inny smak, schowane w dłoniach było tylko moje, mniej barwne, ale moje. Potrzebowałam samotności, potrzebowałam spokoju, cierpliwości. Kocham życie, jednak w inny sposób. Wiecie, nie wiem, kiedy to się stało, że przekroczyłam ten magiczny próg, w którym przestałam być na coś za młoda, a zaczęłam być na wszystko za stara, bo tak właśnie jest. Nie wracaj do domu za późno, bo jesteś dzieciakiem, nie noś długiej spódnicy, bo jesteś za młoda. Teraz za krótka, bo za stara jestem. Powinnam według wielu pójść do kościoła i się modlić. Ale o co? Może się modlę, a może nie, nikomu nic do tego, jednak nie zamierzam modlić się o lekką śmierć. I miejsca na cmentarzu też nie kupię. Nie kupię.

Wizyty u lekarza, sama przyjemność, tony leków, maści, zleconych badań. Chyba tylko to mi jakoś przypomina o moim aktualnym położeniu. I staram się przestrzegać tego, co ci wielcy uczeni mówią. Staram owszem, skutek bywa różny, ale wtedy ciało samo daje znać, że coś się dzieje, co niekoniecznie powinno się dziać.

Młody kochanek to też zbrodnia, bo jak stara lampa może chcieć być adorowana. Przecież słowo sex wymazuje się w słowniku ludzi tuż po 60, albo i wcześniej. Ja życie zaczęłam na nowo. Ja nie zamierzam spoczywać na laurach i ja będę się jeszcze dobrze bawić, a czy w mercedesie, czy starym fiacie – co za różnica. Kiedy byłam młoda poświęciłam wiele lat na bzdury, głupotę wręcz, bo praca, ciągła praca, z czasem zaczyna urastać do rangi głupoty. Nie miałam czasu na kawę z przyjaciółmi, plotki, imprezy, wieczorami padałam na pysk. I nie skarżę się i ten etap musiał być w moim życiu, żebym teraz mogła doceniać w nim inną jego stronę. Kiedyś mój uśmiech zniewalał tylko męża, dziś uśmiech poraża każdego, bo jak stara baba może się uśmiechać. Mam to gdzieś, jeśli kogoś szokuje, jeśli ktoś o mnie gada, niech gada, widocznie nie ma co robić, a nadmiar czasu powoduje, że woli doceniać moje życie. Jestem młoda duchem. Mam jeszcze wielkie plany, mam w sobie to coś, wiem, uda mi się. Chcę polecieć i zobaczyć sławną choinkę z Nowego Jorku, chcę zobaczyć kangury w Australii, ale chce też czuć powiew wiatru siedząc na plaży w Sopocie. Mam dużo różnych marzeń, jakieś na pewno zrealizuję. I nie chcę, żeby ktoś w moim życiu mówił mi, jak mam żyć. Kiedyś nie umiałam się postawić, dziś nie umiem przestać się stawiać.

Jednego, czego nie chce, to spotykać ludzi, którzy mnie skrzywdzą, którzy zrobią coś, co zabije moje poczucie wartości. Bo dziś mam tak wysoko uniesioną głowę, że jestem ponad nimi. Może myślicie, że mając tyle lat, co ja – nie spotyka się takich ludzi, otóż nie. Spotyka, rani czasem bzdura, czasem jeden komentarz. Mam wrażenie, że każdy chciałby umieć sterować życiem drugiego człowieka, bo nie potrafi porządnie posterować swoim. Ja jestem sobie Panią i będę nią do końca. Nie było to łatwe. Do pewnych wniosków dochodzi się po wielu latach i po wielu popełnionych błędach, co najgorsze duża część tych błędów nosi jakieś imiona. Oj tak, nawet jak to piszę, zaczynam się śmiać. Gdybym wtedy wiedziała, że to tylko jakiś punkt na mojej mapie, olałabym te punkty – jak to mówi młodzież. Dziś to wiem i dziś omijam punkty.

Mówią, że starość jest straszna. Ja mówię, że każdy ma swoją definicję starości. Podobnie jak każdy ma swoją definicję miłości, przyjaźni. Dla mnie starość, może zacznijmy, że dla mnie słowo „starość” ciężko brzmi. Dobrze, jeśli już muszę, starość, dla mnie to tylko etap, to wyzwania, to kolejna namiastka mnie. Może przeżyta w dziwaczny sposób, ale właśnie w mój sposób. Starość to nie to samo co czekanie na to, kiedy to się skończy, starość jest piękna. Nie tak piękna jak 20-letnia dziewczyna, ale mimo wszystko ma swoje zalety, z resztą co ja będę dużo mówić, każde oczy widzą to, co chcą widzieć, uszy słyszą to, co chcą słyszeć, a serce czuje swoje. Ja nie jestem u schyłku życia, ja jestem na innej drodze, którą mocno chcę przemierzyć, fakt może z torbą leków, może za chwilę zamiast młodego kochanka będą kule, ale to też etap.

Przecież, w każdym z etapów naszego życia mieliśmy coś za coś, mieliśmy dużo plusów i minusów. Z biegiem lat wiemy więcej, potrafimy więcej i sporo możemy zrobić. Ja się nie zmieniłam, to moja skóra na twarzy się zmieniła, pominę kwestię kremów, które wcierałam 45 lat, niech mi oddadzą zainwestowane pieniądze! A co! Cóż, widzicie sami, uśmiech człowieka to uśmiech jego duszy, mój jest ze mną od zawsze i będzie mi jeszcze długo służył. Tego Wam życzę…