Łączniczka "Zośki"

Łączniczka "Zośki"

Moimi dzisiejszymi gośćmi są panie Aleksandra Prykowska oraz Dorota Majewska, autorki książki „Łączniczka „Zośki”. Wspomnienia Danuty Rosmann”.

Pani Aleksandro, jest Pani absolwentką Akademii Teatralnej, występowała Pani na deskach teatrów, a także w filmach i serialach. Skąd pomysł na napisanie powieści?

W 2009 r., kiedy ukończyłam studia, wygrałam casting do roli Barbary Sapińskiej, sympatii Alka Dawidowskiego. Przygotowując się do tej roli, poznałam osobiście panią Danutę Rossman, która pożyczyła mi listy miłosne Basi i Alka. Nawiązała się między nami nić sympatii. Odwiedzałam panią Danutę regularnie. W międzyczasie poznałam panią Halę Glińską, sympatię Tadeusza Zawadzkiego. Byłam pod tak wielkim jej urokiem, że zaczęłam zapisywać treść naszych rozmów. Nie mogłam pogodzić się z tym, że historia kobiety tak niezwykłej, jaką była sympatia „Zośki” odejdzie w zapomnienie. I wtedy poznałam Dorotę Majewską, która zaproponowała mi wspólne napisanie książki („Zośka” moja wielka miłość. Wspomnienia Hali Glińskiej).

Pani Doroto, Pani z kolei ma na swoim koncie kilka powieści napisanych solo, jak to się więc stało, że podjęłyście Panie współpracę?

Wszystko zaczęło się od spotkania po latach z Haliną Sapalską. Kiedyś chodziłam z jej córkami do szkoły i mieszkałyśmy w sąsiedztwie. Ucieszyłam się, widząc ją w dobrym stanie, a miała już 90 lat. Zaprosiła mnie do siebie na kawę i pogaduszki. Moją uwagę od razu przykuł regał z książkami, a dokładnie stojące tam „Kamienie na szaniec”. Było ich kilka egzemplarzy, z kolejnymi datami wydania od 1946 roku, z dedykacją samego autora. Uwielbiałam bohaterów z „Kamieni…”, a za chwilę dowiedziałam się, że pani Halina znała ich wszystkich. Oczywiście! Szybko skojarzyłam. To Hala, do której chłopcy wpadali na słodką herbatę. Hala Glińska była wielką miłością Tadeusza Zawadzkiego „Zośki”. Od razu  wiedziałam, że muszę napisać o tej miłości. Przychodziłam codziennie do Hali, żeby słuchać jej pięknych wspomnień, i… pisać.

Pewnego dnia odwiedziła nas Ola Prykowska. Nie znałam jej osobiście, ale nie była mi obca. Kojarzyłam ją z kilku filmów, a ostatnio zapamiętałam z roli Basi Sapińskiej, miłości Alka Dawidowskiego. I znowu „Kamienie na szaniec”. Po bardzo miłej rozmowie zaproponowałam jej współpracę nad książką: „Zośka” moja wielka miłość. Przeczucie podpowiedziało mi, że dobrze wybrałam. Nie pomyliłam się.

Zarówno pierwsza, jak i obecna powieść autorstwa Pań obraca się wokół postaci Tadeusza Zawadzkiego. Dlaczego „Zośka”?

Aleksandra Prykowska: Pamiętam, że moją ulubioną lekturą szkolną były „Kamienie na szaniec”. Miałam 13 lat, kiedy przeczytałam je po raz pierwszy. Żyłam losem przyjaciół „Zośki”, „Alka” i „Rudego”. Była w nich pasja i namiętności. I jakaś porażająca szlachetność. Serca mieli gorące. Nie było dla nich rzeczy niemożliwych. 9 lat później poznałam kobietę, która była łączniczką jednego z nich – „Zośki”, a niedługo po tym jego sympatię. Cóż miałam robić? Los zdecydował za mnie.

Dorota Majewska: Zdecydowałyśmy się pisać razem drugą książkę – Łączniczka „Zośki”. Nie mogłyśmy pominąć najlepszej przyjaciółki Hali, Danuty Rossman, z domu Zdanowicz. Poznały się w Gimnazjum i Liceum im. Królowej Jadwigi, obie były harcerkami z „Błękitnej 14”, obie walczyły z okupantem, obie brały udział w Powstaniu Warszawskim. Wreszcie, obie przyjaźniły się z Tadeuszem Zawadzkim „Zośką”.  Tadeusz Zawadzki znalazł w Danusi pomocną rękę w działaniach przeciw okupantowi. Dziewczyny musiały podzielić się „Zośką”. Hala spotykała się z nim z miłości, a Danka – służbowo.

Jak wygląda współpraca z bohaterką powieści Łączniczka „Zośki”? Odniosłam wrażenie, że stosunki między Paniami były bardzo ciepłe, wręcz rodzinne?

Aleksandra Prykowska: Od pierwszego spotkania z panią Danutą poczułam się przez nią zaakceptowana i otoczona opieką. Może dlatego, że grałam jej siostrę cioteczną Basię. Później pani Danuta pomagała nam w dokończeniu książki o jej przyjaciółce Hali Glińskiej. Była bardzo chętna do udzielania nam wywiadów. Zapraszała nas do siebie do domu i realizowała swój cel: „Wszędzie, gdzie mogę, opowiadam o losach chłopców („Zośki”, „Alka” i „Rudego”). Widać było radość na jej twarzy, kiedy pojawiałyśmy się w drzwiach. A potem nie mogła uwierzyć, że chcemy napisać książkę o niej. Choć myślę, z czasem równie ważne było to, że do niej przychodzimy. Że spędzamy razem czas.

Dorota Majewska: Spotkania z Danutą Rossman wspominam z ogromnym wzruszeniem. Przyjmowała nas w swoim domu tak gościnnie i z taką radością, że aż onieśmielała. Stół zastawiała smakołykami własnoręcznie wykonanymi, degustowałyśmy też jej pyszne nalewki. Każdy umówiony dzień u niej traktowałam niemal świątecznie.  Aż dziw brał, że kobieta mająca ponad 90 lat, była tak sprawna fizycznie i umysłowo. Chętnie opowiadała o „Zośce” i innych dzielnych chłopcach z Szarych Szeregów. A okrągły stół, przy którym nas gościła, nie był zwykłym stołem. Przy nim kiedyś siadali bohaterowie „Kamieni na szaniec” i sam Aleksander Kamiński. O swoich wielkich wyczynach mówiła niechętnie. Nigdy dotąd nie spotkałam tak skromnej osoby.

Powieść to autoryzowane wspomnienia Danuty Rossman. Proszę mi powiedzieć, czy słuchanie tak wzruszających i ważnych opowiadań starszej osoby to łatwa sprawa? Jakie problemy napotkałyście Panie podczas powstawiania książki?

Aleksandra Prykowska: Słuchanie o losach prawdziwych bohaterów to dla mnie fascynująca przygoda. Tym bardziej jeśli są to kobiety silne, pełne pasji. Pomimo tak trudnych doświadczeń wojny, śmierci bliskich, nigdy się nie poddały. Co więcej, tak pokierowały swoim losem, że ich życie było pełne. I z tą świadomością chce się słuchać tych opowieści. Bo to jest o życiu, o tym co łączy każdego z nas.

Dorota Majewska: Pani Danuta miała wiele do powiedzenia. Okres ciężkiej okupacji trwający pięć lat i Powstanie Warszawskie nie pozwoliły Jej  na bierność. Walczyła razem z chłopcami, była dwukrotnie ranna, a po upadku Powstania przebywała jako oficer w różnych obozach niemieckich na terenie Niemiec. Jej opowieści o ludzkich tragediach wyciskały łzy. Sama straciła miłość swojego życia, z czym długo, długo nie mogła się pogodzić. Potrafiła jednak na spokojnie opowiadać o tym, co działo się w tych okrutnych czasach. Wiele dokumentów świadczących o zbrodniach hitlerowskich, po śmierci męża, przekazała do Archiwum Akt Nowych. Tam spędziłyśmy wiele godzin, wiele dni w poszukiwaniu cennych informacji do Łączniczki „Zośki”. Tego, czego pani Danusia już nie pamiętała, szukałyśmy w różnych źródłach. Niestety, informacje te nie zawsze były ścisłe, na ogół rozbieżne. To był nasz największy problem.

„Zośka” Moja wielka miłość. Wspomnienia Hali Glińskiej”, a teraz „Łączniczka „Zośki”. Wspomnienia Danuty Rossman”. Czy możemy spodziewać się kolejnej pozycji?

Aleksandra Prykowska: Chciałabym, aby „Zośka” Moja wielka miłość doczekała się ekranizacji. Łączniczka „Zośki” z pewnością również zostałaby wykorzystana w pracy nad filmem. Nie przewiduję kolejnej pozycji. Moją pasją jest przede wszystkim aktorstwo. Od jakiegoś czasu interesuje się również reżyserią. I na tych polach chciałabym się realizować. Napisanie dwóch książek we współpracy z warszawską pisarką Dorotą Majewską to dla mnie prezent od losu. Albo, inaczej na to patrząc, jeden z etapów do realizacji swoich największych marzeń.

Dorota Majewska: Trudno powiedzieć. Praca nad powieścią historyczną jest mozolna i trwa długo. Ponadto, ja szybko zaprzyjaźniam się z osobami, z którymi współpracuję. Niestety, żadna z bohaterek naszych wspólnie napisanych książek, nie doczekała ich wydania. Odeszły za wcześnie i pozostawiły wielką tęsknotę. Na szczęście mogę popatrzeć na ich twarze na okładkach. Uśmiecham się i mówię: Byłyście wspaniałe i niepowtarzalne.

Moją następną książkę chciałabym ukończyć jeszcze w tym roku. Temat również trudny. Trochę mogę zdradzić, będzie o różnych uzależnieniach.

Serdecznie dziękuję Paniom za poświęcony czas, a Państwa zapraszam do lektury.

Rozmawiała: Marta Głowacka