Zdrada usprawiedliwiona

Zdrada usprawiedliwiona
Zdrada, pixapaby

Czy myślicie, że zdrada jest przyjemnością? Czy zastanawialiście się kiedyś, co nas do niej popycha? Szczególnie nas kobiety. Nie, po prostu nas oceniacie.

Zawsze myślałam, że mnie to nie spotka, że ja jestem lepsza, inna, że mam zasady. Nie to, że ich nie mam, ale to wszystko nie jest takie oczywiste.

Mówi się, że jak coś ci nie pasuje w związku, to możesz spakować walizki i się rozstać. Możesz. Tylko co, gdy łączą was dzieci, kredyty, niekiedy firma, jak nas i tysiące innych rzeczy.

Poznałam go, gdy właściwie już nie liczyłam na żadną miłość i związek a jednak strzała amora przeszyła me serce. Tak, wiem, brzmi patetycznie, ale tak się wtedy czułam. Byłam nim zauroczona, zakochałam się w nim, mimo że do wielu rzeczy musiałam? chciałam? się nagiąć.

Po kliku latach wzięliśmy cichy ślub, to było jego drugie małżeństwo, ja zaś nie potrzebowałam pompy. Na ślubie byli dosłownie najbliżsi, pewnie jakieś 8 osób.

Dwa lata po ślubie pojawiło się pierwsze dziecko, 5 lat później kolejne. Wydawało się, że tworzymy szczęśliwą rodzinę - dom, dzieci, każdy z dobrą pracą, grono zaufanych przyjaciół. Jednak powoli, nie wiedzieć kiedy, zaczęła się wkradać rutyna i obcość. On ciągle chciał spotykać się z kumplami i chodzić na mecze, ja zaś pragnęłam czegoś innego - teatru, spotkań z przyjaciółmi, wspólnych weekendów. Nie dawał mi tego, więc zaczęłam sobie organizować życie po swojemu.

To nie tak, że nie rozmawialiśmy, i owszem. Rozmów było wiele, ale ciągle słyszałam, że przecież "widziały gały co brały", że on przecież zawsze kochał piłkę nożną i piwko z chłopakami. No niby tak, ale wiecie, jak to jest. Ludzie się zmieniają, szczególnie wtedy, gdy pojawiają się dzieci. A pojawienie się naszych dzieci wiele nie zmieniło. On pozostał dalej chłopcem w krótkich spodenkach, dla którego ważne są mecze i kumple.

Dopóki dzieci były małe, miałam ręce pełne roboty - przedszkole, szkoła, praca, dom i tak w kółko Macieju. Czasem udawało mi się wyskoczyć na spotkanie z przyjaciółmi. Oczywiście bez męża, bo on w tym czasie miał kolejny ważny mecz - tu w Polsce lub wyjazdowy.

Gdy odezwał się do mnie kumpel z liceum nie myślałam, że zdradzę, chyba o niczym nie myślałam. W miarę jednak rozmawiania zobaczyłam,jak nasze życia się różnią, jak dalece moje życie odstaje od pewnych prawidłowości.

Spotkaliśmy raz, drugi, trzeci i poszło. Nie wiem nawet kiedy minęły dwa lata. Dwa lata ukrywania się przed mężem, przed którym chyba nawet nie musiałam się za bardzo ukrywać, bo on ciągle żył meczami i kumplami. Łykał wszystko jak pelikan - że wyjazd z ze znajomy z liceum, że wyjazd z ludźmi z pracy.

I tak to trwało do momentu, w którym zrozumiałam, że chcę żyć z tym człowiekiem, a nie z moim mężem. Że ten człowiek da mi szczęście, że mamy właściwie te same wartości.

Postawiłam wszystko na jedną kartę. Wzięłam męża na rozmowę i powiedziałam, że mam romans, a właściwie, że to coś poważniejszego i że chcę odejść. Nagle szok i niedowierzanie - "ale jako to"? "dlaczego?", "kiedy"? Zaczęłam mu opowiadać, od kiedy to trwa, dlaczego, z kim. I nagle on zaczął walczyć o mnie, o nas. No nie byłam na to gotowa. Nie! Ja już sobie wszystko poukładałam a tu nagle to! Tylko ta walka była za późno o parę lat. A może nie była?

Nie ruszała mnie ta walka wcale. Ja już byłam w innym życiu z innym człowiekiem. Ja już sobie wszystko poukładałam. Tylko wiecie co? Życie bywa przewrotne i zaskakujące. Kiedy ja wszystko wywaliłam mojemu mężowi zdecydowana na rozwiązania drastyczne, on, ten mój ukochany, powiedział, że on to właściwie nie chce niczego zmieniać, że on chce by było tak jak dotychczas, że jego rodzina jest dla niego ważna i nie zamierza tego niszczyć.

Rozpadłam się na kawałki. Ale jak? Przecież rozmawialiśmy o wspólnym życiu, o tym, że chcemy być razem, o tym że zostawiamy naszych współmałżonków.

Z podkulonym ogonem wróciłam na łono rodziny, próbując poskładać to rozwaliliśmy. Tak, rozwaliliśmy, bo to nie tak, że ja zdradziłam, bo mi się nudziło. Szukałam ciepła i uczuć, bo w domu ich nie dostałam. Składamy teraz te nasze puzzle. Idzie różnie. Budujemy zaufanie od początku, co nie jest łatwe, ale równie trudne jest zbudowanie bliskości i intymności...

Imię i nazwisko bohaterki znane redakcji Damosfery.