Anna Krauss: Kochasz psy, a psy kochają Ciebie. Opowiedz, jak to się zaczęło i jak powstał „Ulfik”.
Ula Kuleta („Ulfik. Zakątek dla zwierzątek”): Od zawsze kochałam zwierzęta i zawsze chciałam z nimi pracować. Zanim powstał „Ulfik”, pracowałam w banku i w sklepie jeździeckim. Z czasem zaczęłam się szkolić – ukończyłam kurs dotyczący prawidłowego wyprowadzania psów, a następnie kurs behawiorystyczny. Mam Certyfikat Opiekuna Zwierząt COAPE Polska oraz dyplom „Psiej Wachty”. Posiadam również uprawnienia do przewożenia zwierząt po Europie.
„Ulfik” powstał także dzięki dotacji unijnej, o którą starałam się przez rok i którą ostatecznie otrzymałam w trzeciej edycji programu. Kiedy składałam pierwszy projekt, usłyszałam w gminie, że taki pomysł raczej się nie powiedzie. To tylko mnie zmobilizowało – dopracowałam projekt, szczegółowo go rozpisałam i w końcu otrzymałam maksymalną liczbę punktów oraz dotację w wysokości 20 tysięcy złotych, którą przeznaczyłam na przeszkody dla psów i ogrodzenie. Po roku przyszła kontrola, aby sprawdzić, czy firma nadal istnieje. Panie były zaskoczone, że działalność świetnie funkcjonuje i ma wielu klientów.
Skąd wzięła się nazwa „Ulfik”?
Wymyśliła ją moja koleżanka. To zdrobnienie od imienia Ula. Bardzo mi się spodobało, tym bardziej że „Ulfik” to również moja ksywka cosplayowa.
Psy rzeczywiście Cię uwielbiają.
Większość tak, choć oczywiście zdarzają się psy bardziej wycofane, które potrzebują czasu, żeby mi zaufać.
Jak nazwałabyś swój zawód? Czy istnieje dobre polskie określenie dla słowa „petsitter”?
Najprościej: opiekunka psów.
Czy można się z tego utrzymać?
Bez problemu, choć jest to bardzo odpowiedzialna praca. Trzeba stale uważać, by psy nie uciekły i nie zrobiły sobie krzywdy. Traktuję je jak dzieci. Często właściciele dzwonią i pytają: „Jak się miewa moje dziecko? Czy dobrze spało? Czy wszystko zjadło?”.
Jak wygląda Twój dzień pracy?
Zaczynam wcześnie rano. Jeśli mam psy na pensjonacie, pierwszy spacer odbywa się około szóstej, potem jest karmienie. Później jem śniadanie i ruszam po psy na spacery. Zebranie czterech–pięciu psów w Łomiankach potrafi zająć ponad godzinę, bo miejscowość jest mocno zakorkowana. Wszystkie psy przewożę samochodem specjalnie do tego przystosowanym – są w nim przegrody, aby zwierzęta, które się nie lubią, mogły jechać osobno.
O której kończysz pracę?
To zależy od liczby spacerów – czasem w południe, czasem około czternastej. Zdarzają się też wieczorne spacery, nawet o osiemnastej czy dziewiętnastej.
Czy wszystkie psy biegają po wybiegu?
Nie wszystkie. Jeśli mam psa, który nie toleruje innych, spacer odbywa się indywidualnie.
Pamiętasz jakąś szczególnie zabawną sytuację z pracy?
Zdarza się, że psy słuchają wyłącznie mnie. Właściciele wołają: „Pani Ulu, Rocky nie chce oddać piłki!”. Wystarczy, że zawołam „Oddaj!” i pies natychmiast wypuszcza zabawkę, choć przed chwilą nikt nie był w stanie mu jej odebrać. To bywa naprawdę zabawne.
Zdarzają się też sytuacje, kiedy właściciel czeka, aż przyjadę na ogródek, bo jego pies reaguje tylko na mnie. Jeśli jestem na urlopie, potrafią przez kilka dni zrezygnować ze spacerów, bo bez mojego nadzoru pies robi się zbyt niesforny.
A najtrudniejsze lub niebezpieczne momenty?
Przez ponad dziesięć lat prowadzenia firmy trzy razy zdarzyło się, że pękł karabińczyk przy smyczy i pies uciekł. Raz goniłam labradora prawie trzy kilometry. Na szczęście pomogła mi przypadkowa osoba z innym psem i udało się go złapać.
Najtrudniejszy jest jednak okres sylwestrowy. Wiele psów panicznie boi się fajerwerków i wymaga wtedy podawania środków uspokajających. Kiedyś pies wyrwał się z obroży po wystrzale petard i szukaliśmy go przez dwie godziny. Dlatego zawsze apeluję, aby ograniczyć fajerwerki do samej północy.
Była też sytuacja, kiedy psy… połamały mi żebra. Wystarczyło, że powiedziałam „spacerek”, a kilka psów jednocześnie zerwało się z kanapy i mnie przewróciło. Mimo bólu trzeba było iść na spacer – przy ośmiu psach nie ma wyjścia.
Czy psy, które do Ciebie trafiają, są zwykle szkolone?
Większość nie. Podczas spacerów socjalizacyjnych staram się pracować nie tylko z psem, lecz także z właścicielem, tłumacząc podstawowe zasady postępowania. U mnie obowiązuje kastracja lub sterylizacja oraz brak agresji. Jeśli pies mimo prób nadal zachowuje się agresywnie, proponuję wizyty w innych godzinach albo rezygnację ze spacerów grupowych.
Jakie są kryteria przyjęcia psa do hoteliku?
Pies musi być zsocjalizowany, nieagresywny, zaszczepiony, a także wcześniej przejść bezpłatny spacer próbny. Sprawdzam również, jak radzi sobie z rozłąką z właścicielem. Są psy, które tak źle znoszą zmianę miejsca, że próbują uciekać lub robią sobie krzywdę – wtedy uczciwie mówię, że lepszy będzie hotel boksowy.
Uważam też, że warto od szczeniaka przyzwyczajać psa do krótkich rozstań i pobytów u rodziny czy w hotelu, bo to ułatwia życie zarówno zwierzęciu, jak i właścicielowi.
Prowadzisz hotelik w domu. Jak radzisz sobie z dużą liczbą psów?
Nie przyjmuję więcej niż osiem psów jednocześnie. Sprzątanie to podstawa – mam kilka odkurzaczy, sprzęt piorący i środki do dezynfekcji, a dodatkowo pomaga mi osoba do sprzątania.
Czy stosujesz klatki kennelowe?
Nie zamykam w nich psów, ale mam klatki przygotowane jako legowiska, bo wiele zwierząt lubi spać w zacisznym miejscu. Często bywa tak, że psy zajmują całą kanapę, a ja zastanawiam się, gdzie mam usiąść.
Jak godzisz pracę z życiem prywatnym?
Moja rodzina lubi psy, więc mam duże wsparcie i zawsze znajdzie się ktoś do głaskania i zabawy. Staram się też znajdować czas dla siebie – interesuję się cosplayem i jeżdżę konno.
Masz własne psy?
Kiedyś miałam trzy, ale z czasem odeszły. Później uznałam, że przy tylu psach, którymi się opiekuję, nie potrzebuję już własnego. Poza tym mój pies mógłby być zazdrosny o całą resztę.
Zżywasz się z psami, którymi się opiekujesz?
Oczywiście. Wszystkie kocham, choć – jak to bywa – są też szczególni ulubieńcy.
Poza psami masz wiele pasji.
Tak, kocham życie. Fascynują mnie również azjatyckie klimaty. Byłam już w Japonii, a marzę o podróży do Chin i Korei.
W Japonii spotkałaś też petsittera…
Tak, w Tokio psy często chodzą w specjalnych pieluchach, bo nie wolno im załatwiać się na trawniki czy elewacje. Psy są do tego przyzwyczajane od szczeniaka. Petsitter, którego spotkałam, prowadził na smyczy jedenaście psów. Na wybiegach wszystko było oznaczone obrazkami, więc nawet bez znajomości języka wiadomo, że po psie trzeba posprzątać i polać miejsce wodą.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję.
Więcej o biznesie znajdziecie tutaj.




























